Nie planuję dziecku weekendu!

Kiedyś, dawno temu. Weekend…

Ja na freelansie, cały tydzień praca w miarę zaplanowana na nie przemęczanie się. W sobotę wstawaliśmy z Martą, o której nam się podobało. Ja spałem zawsze dłużej, Marta wychodziła do sklepu po bułki i gazety. Na totalnym luzie zjadaliśmy śniadanie, słuchaliśmy „Trójki”, każdy czytał swoje i przez myśl nam nie przeszło aby zaplanować w jakiś szczególny sposób weekend. On po prostu był, trwał i gdy chcieliśmy to go modyfikowaliśmy w trakcie. „Może wyskoczymy do kina na film ?” Spoko, nie ma problemu. W auto i do kina. „Może na zakupy byśmy pojechali”. Dobra, dopiję kawę i jedziemy. „A może wyskoczymy do moich rodziców na wieś ? Wrócimy sobie jutro po południu aby jeszcze trochę posiedzieć w domu” Idealnie ! Para gaci na szybko wrzuconych do torby i jazda. To były czasy. Kawa, sex i fajki w łóżku na dobry początek dnia. No dobra, przesadziłem. Oboje nie palimy.

Obecnie, co tydzień. Weekend…

Zajechani po całym tygodniu pracy, a ja niewyspany po piątkowym, nocnym pieczeniu sernika i jego długim studzeniu, w sobotę rano Córka wyrywa nas ze snu. Zawsze za wcześnie, ok 10 rano. Ratując jeszcze choć pół godziny włączamy jej na youtube kanał z ulubionymi bajkami, a sami dosypiamy jeszcze trochę. Potem śniadanie, które na szczęście się nie zmieniło – wciąż leniwe i bez pośpiechu. Dla mnie to akurat pozycja obowiązkowa. Na koniec kawa i sernik, wtedy dopiero wiem, że jest weekend. Gdzieś pod koniec tego etapu jednak przychodzi taka chwila, w której zaczyna się klasyczna rozkmina: co by tu dziecku zaplanować w weekend aby się nie nudziło. Klasyk. 2 całe dni z rodzicami, którzy nie oszukujmy się, w ciągu tygodnia nie mogą zbyt wiele czasu poświęcić na stuprocentowe rodzicielstwo, tym bardziej nie zaplanują (poza kilkoma wyjątkami) dziecku weekendu od a do z. Początkowa faza to kilka lekko rzuconych pomysłów, które jednak tylko przez chwilę wydają się mieć sens. Gdy faza wstępnego planowania nie daje efektu rzucamy się do kompa w poszukiwaniu atrakcji. Może jakiś teatrzyk, kino dziecięce albo super wypasione i ociekające lansem warsztaty gdzie nauczą nasze dziecko jak przy pomocy kijka, sznurka i spinacza zbudować laleczkę albo zdalnie sterowany mini wahadłowiec. I nie ma tu nic złego aby np. zabrać dziecko do teatru – byliśmy chyba 2 tygodnie temu. W kinie dziecięcym też. Nie ma też się co oszukiwać, że to akurat takie fajne, bo wcale nie jest. Gdy już etap poszukiwań rozrywek oraz warsztatów w miejscowej filii NASA minie zaczynamy wmawiać sobie, że przecież nie o to nam chodzi aby Córka wpadła w konsumpcjonizm, że przecież my wcale tacy nie jesteśmy i jak spędzimy w nią dzień na luzie bez spiny to też będzie super. Zwłaszcza dla niej bo nauczy się alternatywnego spędzania wolnego czasu. Tak, to jest właśnie idealny pomysł !…

I tu pojawiają się one – wyrzuty sumienia. Cały tydzień nie ma Cię w domu i gdy w końcu nadchodzi ten dzień, w którym możesz spędzić z dzieckiem fajnie czas, ty akurat szukasz wymówek. W tym momencie całe rzesze lepszych od Ciebie rodziców zabierają swoje pociechy w sto mega fajnych miejsc na raz. A ty wciąż szukasz wymówek. Nie jedziecie na basen gdzie moglibyście, stłoczeni jak makaron w rosole, z innymi rodzicami i ich pociechami pochlapać się w wodzie. Może nawet przyniósłbyś do domu jedno dziecko gratis, bo przecież w tym tłumie i tak się nikt nie doliczy. A kucyki ? Twoje dziecko o kucykach słyszało pewnie tylko z opowieści innych dzieci, które regularnie już jeżdżą i startują w zawodach klasy junior. Jak już Ci się nie chce iść na te fajne warsztaty, gdzie dziecko nauczy się w końcu co to prawdziwa kreatywność, a ty będziesz mógł podzielić się zachwytami nad tym wszystkim z innymi Uberrodzicami, to przynajmniej zabierz dziecko to parku rozrywki. Ty jednak nic nie robisz, jesteś totalnie leniwym i mało atrakcyjnym rodzicem. Zobacz, dziecko już Cię nie potrzebuje, bawi się świetnie samo, miło spędza czas.

No właśnie. Cały myk polega na tym, że dziecko samo o siebie najlepiej zadba. My już staramy się nie spinać gdy nie ma takiej potrzeby. Zrobiliśmy to zbyt wiele razy (i czasem nadal się to zdarza!). Ok, zabieramy się z Córką czasem do kina czy na jakieś fajne wydarzenie, głównie związane z dziecięcymi książkami, ale bez potrzeby i dla zasad dziecka nie ciągamy bez sensu po mieście. Bo się znudzi, bo się zniechęci, bo może po prostu nie chce. Jak chce bawić się z misiami, lalkami czy też pustymi butelkami po szamponach i mieć przy tym mnóstwo frajdy bo wymyśla im nieskończenie wiele przygód to niech tak będzie. Czy to nie jest czysta, niczym nie wymuszona dziecięca kreatywność ? Marta bawi się z Córką, ja bawię się z Córką, Córka bawi się sama, ja bawię się z Martą. Lepiej dla niej i dla nas. W weekendy zawsze robimy wspólne pieczenie – czasem sernik, ale przede wszystkim ciasto na chleb czy też np. ulubione przez nią brioszki. Mieszamy, wałkujemy, uwalamy mąką pół kuchni. I świetnie się przy tym bawimy i nie czujemy spiny i presji. Ot moja metoda na weekend. A wyrzuty sumienia ? Fak it !

Skoro już mowa o weekendowych planach, to sobota na klasyku – leniwie. Może fryzjer dla dziecka. Niedziela za to na wyjeździe – szykuje się saabowy spot w pierwszej stolicy Polski.

 

 

Posted Under
Bez kategorii