Pierwszy dzień wiosny.

pierwszy dzień wiosny

To był zdecydowanie dobry weekend. Pełen odpoczynku, powrotu do własnego dzieciństwa, pełen nadziei, emocji oraz wielkiego zawodu. Nie nudziliśmy się przez te dwa dni. Ale wszystko od początku, a było to tak…

Sobota rano.

Nie wiem czy to pierwszy dzień wiosny tak na mnie podziałał, ale obudziłem się  jak nowo narodzony, totalnie wypoczęty i wyspany. Po szybkim śniadaniu stwierdziliśmy, że nie spędzimy dobrze zapowiadającego się weekendu w mieście, a pojedziemy do moich rodziców na wieś. To był strzał w dziesiątkę. Oczywiście zanim się zebraliśmy do jazdy minęło kilka dobrych godzin, bo z dzieckiem na pokładzie wszystko idzie dwa razy wolniej. Zapakowani w misie oraz rzeczy do wywiezienia z domu ruszyliśmy w trasę. Po drodze naszła mnie myśl, aby po przyjeździe do rodzinnego domu zrobić ognisko – pomysł idealny wręcz. Pamiętam jak kilka lat temu całą rodziną zrobiliśmy podobne ognisko na 1 maja – było zimno, piwo chłodziło się w rękach i przewiało nas tak, że prawie wszyscy się pochorowali, jednak warto było. Tym razem wybrałem inne miejsce, mniej wietrzne. Dzieciaki (Córka i jej kuzyn) pomogli wyłożyć ognisko kamieniami, ja z zapałem piromana rozpaliłem ogień. Chwilę później wszyscy siedzieliśmy już przy ogniu. Przypomniały mi się te wszystkie te ogniska z czasów mojego dzieciństwa gdy jeździliśmy na kuligi z rodzicami i ich ekipą. Tym razem ognisko rodzinne, dzieciaki pałaszowały kiełbaski aż im się uszy trzęsły. Lepsze to niż wszystkie atrakcje miejskie jakie trzeba byłoby szukać w weekend. Naprawdę mistrzowski czas ! W nocy zasnąłem jak zabity…

Niedziela rano.

Przy porannej kawie i facebooku, na jednej z moich saabowych grup, zobaczyłem link do ogłoszenia, że ktoś sprzedaje krokodyla (potoczna nazwa 900tki pierwszej generacji). Piękny – czarne coupe, pełne turbo z pakietem aero. Auto na które nawet na aukcjach nie spoglądam, bo mnie nie stać, a jak już spoglądam to wzdycham do monitora jak głupi. Patrzę cenę, śmiesznie mała. Spoglądam na lokalizację… Ożesz, moje okolice !!!. 10 km od chaty rodziców w mieście spod którego pochodzę. Pod linkiem zaczynają się komentarze, że koleś sprzedaje i chyba nie wie co skoro za tak małe pieniądze. Marta w tym czasie jest w łazience, a jak czuję wewnętrzne drżenie, ekscytację i układam plan jak jej o tym powiedzieć, że decyzja o kupnie już zapadła, że trzeba dzwonić, jechać bo czasu mało i ktoś kupi pierwszy, ktoś będzie się nim cieszył, a to przecież auto dla mnie, to moje auto, moje, moje ku…a ! Marta wychodzi z łazienki, ja pokerowa twarz. Po chwili nadmieniam, że jest niezła akcja na fejsie, bo pojawiło się kroko za śmieszną kasę tuż pod nosem. Łatwo nie jest, ale brnę dalej. Chwilę później toczymy już dyskusję, że to okazja, że nawet jak kupię i sprzedam (jasne, akurat sprzedam) od razu to z zyskiem. W międzyczasie piszę z kumplem, który się zna na krokodylach, 5 minut później już wiszę z nim na telefonie. Wszystko ugadane, plan działania i sprawdzania stanu auta już ułożony. W głowie dziesięć razy przeliczam możliwości finansowe. Dam radę. Nagle na fejsie pojawia się info, że auto zarezerwowane już. No nie !! Dzwonię do typa – faktycznie auto zarezerwowane do 15. Nie składam łatwo broni i umawiam się, że przed 15tą zadzwonię raz jeszcze. Pół dnia z głowy, Marta mówi, że może jeszcze będzie ok. W końcu dzwonię i słyszę, że właśnie podpisują umowę kupna / sprzedaży. Koleś podaje kupca do telefonu, gratuluję mu i wypytuję o stan auta – mówi, że bardzo dobry. Pod nogami załamuje się po kawałku cały świat, serce wali jak szalone, a w gardle utknęła wielka klucha. Porażka. Miało być tak pięknie, już widziałem nas w tym coupe jak śmigamy całą naszą zamotaną rodzinkę, jak z Córą jedziemy na spot, jak jest pięknie…

Pozostały jednak tylko rozbudzone emocje i nadzieje oraz wielki zawód jak po pierwszym pocałunku z fajną laską w szatni na studniówce.

Posted Under
Bez kategorii
  • I to jest historia o tym, jak we własnej głowie zafundowałeś sobie na pierwszy dzień wiosny kompilację dramatu i tragedii antycznej w jednym. A przy tym wzrost ciśnienia i podwyższone tętno. A rodzina na spoty może jeździć w saabince, którą masz – bardzo ładnie się prezentuje. I saabinka, i rodzina 😉

  • wpisofsernik

    Tak, to prawda. Jednak bez tej małej adrenaliny bylibyśmy skazani na nudę. A rodzinka i saabinka rzeczywiście prezentują się bardzo ładnie 😉

  • Pingback: Saab 900 LPT. | wpis of sernik()