Jak pomalować mieszkanie i nie zwariować.

jak pomalować mieszkanie

Pan Tomasz, od 36 lat kierowca poznańskiej taksówki, w swoim zawodowym życiu widział już wiele. Można powiedzieć, że niewiele może już go zdziwić i zaskoczyć. Dziś jednak jest inaczej – takiego wiatru i niepogody Pan Tomasz nie widział już od dawna. Rzec by się chciało, że psa (kota nie) za drzwi żal wystawiać. I tak, za kółkiem, pomimo ogromnego wiatru Pan Tomasz spokojnie jedzie swoją wysłużoną już „renówką” na kolejne zgłoszenie. Dzień jak co dzień. Trochę mu się nie chce, bo żona w domu z obiadem czeka, ale praca jest i trzeba się cieszyć. „Za komuny było lepiej Panie, każdy miał pracę i każdemu pracować się chciało, nie to co dziś, Panie” – lubił mawiać Pan Tomasz do swoich pasażerów. Przejeżdża właśnie obok jednego z ratajskich bloków gdzie, za zamkniętymi drzwiami, słomiany wdowiec, w pocie czoła maluje swoje mieszkanie…

Zwariować można z tym malowaniem !  Dziewczyny poza miastem, ja natomiast od dwóch dni ogarniam remont. Samo malowanie nie jest takie złe, rzekłbym nawet, że to przyjemna praca – takie zajęcia z malowania z przedszkola tylko, że w pionie. Jednak to całe ogarnianie, wystawianie, przenoszenie i przestawianie doprowadza mnie do szału. Sprawy logistyczne zajmują mi jakieś 70 % pracy. Jednak, nawet to mi nie straszne i dzielnie brnę dalej. Od ponad tygodnia wybieraliśmy z Martą farby, co oczywiście nie jest takie łatwe i przyjemnie jakby się mogło wydawać na pierwszy rzut oka. Określiłbym to bardziej jako drogę przez tęczową mękę. Kolor do pokoju Córki bez zmian – musi być niebieski (jej wybór, nie nasz). My natomiast wszystko oprócz niebieskiej enklawy naszego dziecka, postanowiliśmy pomalować jednolitym, jasnym kolorem co by mieszkanie optycznie powiększyć i mieć choć przez chwilę złudne wrażenie mieszkania w lofcie na Manhattanie, a nie w poznańskiej kawalerce. Wszystko zaplanowane, wspomniany kolor wybrany więc Łukasz bierze się do akcji..

Lipa.

Dowiaduję się telefonicznie, że wybrany wcześniej kolor ma lekki różowy zafarb. Nie ma bata, mieszkania różowego mieć nie będę ! Zaczyna się gorąca linia z Martą i wybieranie koloru przez internet i ze wzorników. I tu zaczyna się niesamowita podróż poprzez nieodgadniony przeze mnie świat kreacji ludzi wymyślających nazwy kolorów. Podróż przez wzornik kolorów możemy zacząć np. od „orientalnego tańca” z „nutą tajemnicy” szepcząc „ciepłe słowa” do ucha pięknej Azjatki ubranej we „władczą czerwień”. Podziwiając jej „czarujący uśmiech”, wysyłamy jej „sekretne spojrzenie”. Delikatne „muśnięcie dłoni” pobudza nasze „ukryte pragnienia” i już za kilka chwil spełnią się nasze „senne marzenia”.

Mógłbym tak bez końca. Po kilku dobrych godzinach w końcu udaje nam się wybrać kolor. Nie będę tutaj przytaczał nazwy, bo głupio mieć pomalowaną chatę w kolorze, którego nazwa za nic nie ma się do stanu rzeczywistego. Przyjmuję to jednak na klatę.

Malowanie mieszkania to naprawdę niezłe wyzwanie. Pomijam już wspomniane sprawy logistyczne. Na adepta sztuki malarskiej czyha tyle pułapek, że jeden nieuważny krok, jedno złe pociągnięcie pędzlem i odbija nam amba. Dla mnie największym wyzwaniem jest malowanie białej linii odcinającej sufit od ścian. Wiadomo, ściany w starych blokach do prostych nie należą, a że, jak to mawiała moja świętej już pamięci babcia Gienia, „strzelać z nich nie będę” to postanowiłem choć wizualnie je wyrównać. Pędzelek, wałeczek, taśma malarska z delikatnym klejem i do dzieła. Linia wyrysowana, taśma naklejona, maluję. Moje natręctwa zachwycone efektem. Teraz tylko wystarczy odczekać, oderwać taśmę i.. patrzeć jak wraz z nią odrywa się wyschnięta farba. Nagle w pokoju robi się gorąco. Tak gorąco, że pot zalewa oczy, a serce bije szybciej. Trzeba chwili aby wszystko wróciło do normy. Jadę dalej. Natręctwa w akcie rozpaczy skaczą z balkonu. Jedno, drugie, trzecie. Postanawiam lekko wyluzować. Maluję dalej i w końcu efekt, w końcu satysfakcja.

Jeszcze tylko duży pokój i przedpokój, może nawet kuchnia.

Jak pomalować mieszkanie aby nie zwariować ?Nie da się. Jest to rzecz naturalna. Jedynie co można zrobić to zacisnąć zęby, zaprzyjaźnić się z człowiekiem z działu „farby i akcesoria malarskie”, bo wizyty w tym miejscu będą bardzo częste i przeć ku końcowi. Radość z końca remontu to rzecz nie do opisania.

Można też wynająć taką ekipę i po sprawie.

 

Posted Under
Bez kategorii
  • bohater we własnym domu 🙂

  • Krysia

    🙂 ale rozumiem, że koniec końców się udało?
    Kurcze no, bo mi to się ciśnie na usta, że aby było dobrze, to no niestety starą warstwę trzeba zedrzeć skoro się ściany i tak nie trzyma, zagruntować, zaszpachlować, przetrzeć, zagruntować ponownie i dopiero wziąć się za malowanie… Ale tu trzeba czasu i cierpliwości i jest brud i się kurzy wszystko… Bo malowanie to wcale nie takie banalnie proste jest…

    • wpisofsernik

      Udało się i to z niezłym skutkiem!
      Prawda jest taka, że masz rację po całości. Ja też chciałbym ściany wygładzić, wyszpachlować idealnie, zagruntować i dopiero malować. Trochę umiejętności brak, ale przede wszystkim brak czasu.

      Jednak dałem radę 🙂

      • Krysia

        no najważniejsze, że sukces jest! gratulacje 🙂 i oby jak najdłużej cieszyć się było można z efektów Twej pracy!

  • U nas pomalowane nową farbą na starej, więc już pęka i odchodzi, ale za to jak twórczo pobudza to wyobraźnię 😉

    • wpisofsernik

      Powiem Ci Michał, że ja też tę technikę przyjąłem. Tam gdzie się dało, oczywiście. Te pęknięcia przypominają mi wysuszoną, pustynną glebę. Kusi mnie aby wysłać do producenta kilka nowych pomysłów na ich kolory, np „gleba pustyni” lub „ratajska ściana” 🙂

      • Hahahaha, mi przyszedł do głowy „Krater oświecenia” ;). Ale te nazwy to rzeczywiście – copywriter płakał, jak wymyślał 😀

        • wpisofsernik

          „Krater oświecenia” – biorę w ciemno ! 🙂