Gry dziecięce

Gry dziecięce

Weekend na wpół dynamiczny, a na wpół leniwy i statyczny. Pośród mniejszych atrakcji i większych nudów, Córka przypomniała mi jaką radość mogą przynieść zwykłe gry dziecięce.

W sobotę rano wybraliśmy się z Córką na mini spot saabowy przy okazji otwarcia sezonu przez lotniczą grupę akrobatyczną Żelazny. Zależało mi na tym aby dziecko zobaczyło samoloty i helikoptery na żywo. Fakt, że wiało strasznie, było zimno, ale daliśmy radę. Nie pochorowaliśmy się, co jest sukcesem, a sama Córka bardziej niż samolotami i akrobacjami w powietrzu była zainteresowana kupnem nowego balonika. Nic to, dobrze spędzony czas i przy okazji zaliczony spot (o spotach jeszcze będzie, ale zupełnie osobny wpis). Wróciliśmy do domu na obiad. Potem już weekendowa rutyna czyli kanapowanie, internet. Córka bawiła się sama. Po kilku chwilach przyszła z grą planszową, na którą totalnie nie miałem ochoty, a jednak musiałem zagrać. Droga przez mękę gdy gra się z małym dzieckiem, które reguły wymyśla na bieżąco, w zależności jak rozwija się gra i kto w danej chwili prowadzi. Jak się jednak okazało, po krótkiej chwili i szybkim ogarnięciu zasad gry wg. Córki, była to przednia zabawa. Wciągnąłem się po uszy w grę gdzie trzeba sylabizować wyrazy, a po kwadransie przeżywałem każdy rzut kostką na równi z Córką, a chwilami nawet bardziej. Co za gra ! Emocje do samego końca, do ostatniego rzutu kostką i ostatniej wylosowanej karty. Oczywiście przegrałem, ale nie o to w tym chodziło. Zupełnie zapomniałem, że prosta dziecięca gra planszowa może przynieść tyle radochy. Może to zwykły banał, rzecz o której pisze i czyta się często, ale tak jest – od małego uczymy dzieci obcowania z nowinkami technologicznymi, laptopami, tabletami i przerażającymi interaktywnymi zabawkami, a zapominamy, że taka gra planszowa potrafi pozamiatać wszystko o czym wspomniałem linijkę wyżej. Mamy w zanadrzu jeszcze kilka pozycji z pogranicza szalonych żółwi, biedronek czy też klasycznego chińczyka, w którego graliśmy dziś po południu. Wygrałem, tak na marginesie. Nie muszę wspominać, że cieszyłem się jak dziecko.

Z wieści kulinarnych – popełniłem sernik z mango curdem. Curde, dobry on !

Posted Under
Bez kategorii