Powolny wypoczynek. Majówka w trybie slow

Zbliżający się długi weekend budzi we mnie… hmm… mieszane uczucia. Z jednej strony – lekki, pobłażliwy uśmiech. Kojarzy mi się z pospiesznym pakowaniem, ze zbyt obfitymi zakupami i oszołamiającymi kolejkami w supermarketach, z niebotycznymi korkami na drogach wyjazdowych, z presją na dobrą „majówkową” pogodę (czy tylko ja dałam się wpędzić w obłęd rozmowy o pogodzie na majówkę?), dzięki której będzie szansa na grilla czy ognisko lub wcale jej nie będzie. I z presją na przeładowaną atrakcjami majówkę w ogóle, która przypomina przymus dobrej zabawy w Sylwestra.

Z drugiej strony – autentyczną radość, bo można będzie oderwać się od codziennych spraw, zmienić miejsce, wypocząć. Wypocząć, ale jak?…

Jak nie wypoczywać

Gdy parę dobrych lat temu mieszkałam w Wilnie, oprócz wielu innych, cennych doświadczeń, które dane mi było zdobyć, zdecydowanie przekonałam się, że wyprawy w „długi weekend” do „turystycznych” miast, to nie jest sport dla mnie. Do tego trzeba determinacji i umiejętności rozpychania się łokciami. Serio. Tak, byłam w Wilnie w jeden z długich, majowych weekendów jako tymczasowa mieszkanka tego pięknego skądinąd miasta i marzyłam, żeby stamtąd uciec. Wyobraźcie sobie półmilionowe miasto, na którego główny plac katedralny w ciągu godziny przyjeżdża osiem autokarów z Polski. Wylewają się stamtąd turyści i wszyscy na wyścigi rozpoczynają zwiedzanie tych samych miejsc [klik]. Nawet pomijając w tym miejscu fakt, jak polscy turyści en masse zachowują się za wschodnią granicą, jak głośno i po polsku czują się u siebie, przetrwanie długiego weekendu w takim zgiełku i tumulcie to sport ekstremalny, który oduczył mnie marzeń o „turystycznych atrakcjach” w czasie majówki.

Oczywiście – oprócz przeładowanych miast –  jest wiele innych możliwości. Góry, jeziora, morze. Nie wszystkich z nich próbowałam doświadczać akurat w majówkowe weekendy, choć przypuszczam, że spora część utartych szlaków może wyglądać podobnie.

Powolny wypoczynek a kwestia Czasu

Czy wyobrażacie sobie, że gdy wpisać w Google hasło „powolny wypoczynek” trudno znaleźć adekwatne wyniki? Okazuje się, że hasło, które powinno być tautologią, jest oksymoronem. Wypoczywa się aktywnie, wypoczywa się od-do, wypoczywa się w rytm przeładowanego programu zorganizowanych wycieczek.

No cóż, nie jestem jedyna, która chce inaczej.

Moim ulubionym pomysłem na majówkę jest… zaszywanie się w głuszy. Wieś i spokój. Żadnych zbędnych atrakcji. Brak przeładowań. Powolny upływ czasu. Czas okazuje się tu pojęciem kluczowym. Daliśmy się wpędzić w pułapkę produktywności i wydajności. Większość fraz związanych z czasem, które używamy na co dzień wskazuje, jak głęboko w niej tkwimy. Nie trać czasu, szkoda czasu, rychło w czas i wiele, wiele innych. Brzydko obchodzimy się z czasem. Gdy raz na jakiś czas mamy go w nadmiarze, mówimy o zabijaniu czasu. Cała idea slow life wydaje mi się właśnie przeprosinami z czasem. Powolność jest niczym innym jak docenianiem jego wartości. Niespiesznym smakowaniem długich chwil. Nie tylko długie weekendy są dla mnie wymarzoną okazją do takiego zaprzyjaźniania się z czasem, ale one – trzeba to przyznać – są do tego wprost wymarzone. Jeśli tylko przestaniemy biec i damy sobie na to szansę.

Spacer z żółwiem, czyli slow z przymrużeniem oka

Piszą o tym mądrzejsi ode mnie, a przekonują przynajmniej dwie – w pewnych kręgach uznane za (tfu tfu, nie lubię tego słowa) kultowe książki. Mam na myśli Pochwałę powolności, Carla Honore’a i Sztuka leniuchowania. O szczęściu nicnierobienia, Ulricha Schnabla. Obydwie obecne już na rynku i po wielokroć recenzowane w polskim internecie [klik] [klik]. Uwielbiam Carla Honore’a, kiedy podczas wystąpienia TED jak nakręcony mówi o swoich powolnościowych odkryciach. Wydaje się wtedy zaprzeczeniem tego, o czym pisze. Dowcipny i inteligentny nieustannie rozbawia publiczność, przełamuje stereotyp powolnego nudziarza. Ale najważniejsze jest to, co mówi o przełamaniu tabu powolności, która pada ofiarą stereotypów i złego postrzegania, wpędzając nas przy tym w nieustanny pośpiech. Nawet na urlopie. Jego miejscami pragmatyczna, bogata w konteksty książka mnoży przykłady rezygnacji z nawykowego pośpiechu. Stanowi przy tym lekturę, przy której trudno się powstrzymać się od uśmiechu.

O jednej z niepoważnych akcji niemieckich prekursorów idei slow, czyli Stowarzyszenia na Rzecz Spowolnienia Czasu pisze:

Spowalniacze regularnie zastawiają w centrum miast „pułapki na szybkość”. Przy pomocy stoperów mierzą czas pieszym, którzy biegają za swoimi codziennymi sprawami. Osoby przyłapane na pokonaniu 50 metrów w czasie mniejszym niż 37 sekund zostają zatrzymane i zapytane, dlaczego tak się spieszą. Za karę muszą następnie przejść tę samą odległość, prowadząc trudnego do sterowania żółwia marionetkę. „Ta akcja zawsze odnosi sukces” – mówi jeden z organizatorów. „Większość ludzi nawet się nie zastanawia, dlaczego tak pędzi. Ale kiedy człowiek zacznie z nimi rozmawiać o szybkości i czasie, są bardzo zainteresowani. Podoba im się pomysł, by zwolnić. Niektórzy wracają później tego samego dnia i proszą, czy mogliby jeszcze raz przespacerować się z żółwiem, bo działa to na nich tak kojąco”.

Recepty?

Honore podpowiada kilka sposobów na powolne wykorzystywanie czasu, a wśród nich rękodzieło, zwłaszcza robienie na drutach, ogrodnictwo, czytanie książek, prace plastyczne czy słuchanie muzyki. Nie wiem, czy to są pomysły na długi weekend, ale faktem jest, że wszystkie jego propozycje dostarczają pretekstów do medytacyjnego spokoju i skupienia nad powolnym upływem w czasu. Zanim więc wystartujemy w tym wyścigu o perfekcyjny wypoczynek i fajerwerki różnorakich atrakcji, może najzwyczajniej w świecie warto dać sobie czas i przyzwolenie na luz, a dobry dla nas sposób sam się znajdzie? Może wtedy nawet nieciekawa pogoda nie będzie nam tak bardzo przeszkadzać?

11170358_798243823594178_4468817995073067561_n

PS. Oczywiście, że Wilno to piękne miasto. Tylko jak jest mniej zatłoczone.

Źródło zdjęcia [klik]

Posted Under
Bez kategorii
  • Masz rację z powiązaniem przymusu sylwester-majówka:)
    Ale można wypoczywać w stylu slow wyjeżdżając w ustronne miejsca. A temperatura 30 stopni, no cóż wszystkiego nie można mieć:) Tak jak nie da się nadrobić czasu i oglądanych miejsc, do czego niektórzy dążą i chcą osiągnąć zamierzony efekt podczas jednego weekendu.

  • marilabo

    Odkąd jesteśmy z moim niniejszym mężem parą (jakie sformułowanie), no więc od tych 6 lat jeszcze nie było pięknej pogody w majówkę. Wiemy, bo przezornie zaszywamy się w domu, leniuchujemy, cieszymy się sobą, oglądamy filmy itp. Oczywiście te formy spędzania czasu nieco różnią się od momentu jak się poznaliśmy, ale – jedno wiemy na pewno, w majówkę siedzi się w domu, idzie się ew. na jakiś spacer, np. w swoją ulubioną część Krakowa. Można uniknąć wtedy i korków i przymusu. Weekend na wyjazd jest później :D.

  • simplifepl

    Ja nigdy nie miałam jakiegoś parcia żeby hucznie i uroczyście (i najlepiej poza domem) spędzać wszystkie „święta nakazane” typu sylwester, majówka itp. 🙂 Na tę nadchodzącą mam przygotowany stosik książek 😉

    • O widzicie dziewczyny, wiedziałam, że nie jestem jedyna, która preferuje taki powolny wypoczynek 🙂

  • nie znoszę tłumów….nie potrafię odpoczywać nic nie robiąc 🙁 nawet jak jestem zmęczona to mnie nosi 🙁 to straszne jest!!!!

    • Wiesz, w sumie gdy zaszywam się w głuszy, rzadko mam poczucie, że nic nie robię. Tylko pozwalam, by czas płynął wolniej. Dziś spędzałam czas z trójką małych dzieci, trochę bawiąc się z nimi, trochę na nie zerkając. I to był fajny jakościowo i bardzo powolny dzień

  • Pingback: Miesięcznik 4/2015 | marilabo.pl()