O medytacji. Rozmowa z Magą Alicją Korbel, trenerką uważności

Historia tej rozmowy jest prosta. Usłyszałam Magę Alicję Korbel, trenerkę uważności i medytacji w wywiadzie, który przeprowadzała z nią Ewa Wanat w Radiu Dla Ciebie [klik]. Jako że myśl o medytacji jest mi bliska, ale oprócz codziennych skupień [klik] nie zdarzyło mi się jej praktykować, zapragnęłam udostępnić trochę mojej wirtualnej przestrzeni specjalistce. Oto co wynikło z tego wirtualnego, niezwykle dla mnie inspirującego, spotkania.

11121596_10153260487737748_1319294469_n
Maga Alicja Korbel w Indiach / z archiwum Magi

Jak rozpoczęła się Twoja przygoda z praktyką medytacyjną?

Trudno powiedzieć. Mam wrażenie teraz, że medytacja to po prostu nasz najbardziej naturalny stan, który gdy jesteśmy małymi dziećmi, jest czymś najbardziej oczywistym, czymś co „dzieje się samo”.

Później, wraz z wychowaniem przez dom czy instytucjonalną socjalizację wkładane są nam do głów różne „prawdy”, w które niestety wierzymy. W ten sposób tworzy się świat, który niekoniecznie wspiera nasz prawdziwy rozwój i daje radość. Radość to też najbardziej naturalny stan człowieka i to tęsknota za nią, sprowadziła mnie na drogę formalnej medytacji. Inspiruje mnie wielu nauczycieli, różne tradycje. To jednak ciągle się zmienia. Obecnie najbardziej dla mnie inspirującymi i porywającymi są nauki Bentinho Masssaro. Najmocniej one ze mną rezonują oraz z miejscem w którym teraz jestem.

Jakie są najczęstsze stereotypy dotyczące medytacji, z którymi spotykasz się w swojej praktyce?

Chyba najczęstszymi stereotypami na temat medytacji jest przekonanie, że „coś ze mną jest nie tak” i że praktyka medytacji to jakoś zmieni, uzdrowi. Że zredukuje mój stres, uspokoi, poprawi stan zdrowia itp. To wszystko po części prawda, ale medytacja wymaga szczerości, determinacji i odwagi, a przede wszystkim pełnego przyjęcia i zaprzestania walki z tym, co jest, kim jestem, co czuję i jaki mam do tego stosunek. Jeśli tego nie zrobimy, to zmiany będą powierzchowne i możemy od medytacji (a raczej techniki relaksacji) się uzależnić jak od wszystkiego innego. Tym samym poszukiwania spokoju/poprawy/oświecenia nigdy się nie skończą i będziemy na treningi typu MBSR, medytacje, różne terapie czy warsztaty rozwojowe chodzili do końca życia, w wiecznym niedosycie, wydając na to masę pieniędzy i goniąc za marchewką jak osiołek ze znanej bajki…

Najpierw należy podważyć wszystko co „się wie” a później z taką czystą kartą można otworzyć się na prawdę, która jest już dość indywidualnym doświadczeniem, niemającym jednak wiele wspólnego z tym, co o medytacji się naczytało czy dowiedziało od kogoś innego. Wydaje mi się, że najczęściej ludzie myślą, że medytacja to jakiś błogi stan bez myśli i że kiedy tak się przytrafi to oznacza, że się ją „dobrze wykonało”. Nie ma nic dalszego od prawdy. Medytacja może wyglądać w każdy sposób: nie da się jej zrobić źle, ani dobrze. Jest poza wszelką oceną. Można się niej jedynie poddać i to też niejako dzieje się samo … Nazywam też często medytację budzeniem się do życia, odkrywaniem swojego potencjału, rozkwitaniem. Gdy się poczuje, o co w tym chodzi, właściwie nie da się już zatrzymać tego procesu. Obserwuję, jak ten moment doświadczają adepci medytacji na prowadzonych przeze mnie treningach i czuję wtedy ogromne wzruszenie, to chyba najpiękniejsze chwile mojej „pracy”.

Kto z prowadzonej przez Ciebie medytacji najchętniej korzysta?

Do mnie akurat trafiają osoby, które już jakoś intuicyjnie, wewnętrznie, wiedzą, że to jest droga, która je najbardziej pociąga, w której znajdą odpowiedzi na dręczące je pytania, może też ukojenie. To bardzo ważne poddać się temu głosowi, to najpewniej jakaś nasza najgłębsza potrzeba, za którą warto pójść.

Trafiają do mnie osoby w każdym wieku, o różnym statusie społecznym, młodzi i starsi. To pragnienie nie wybiera, może się przytrafić każdemu. Albo i nie. Dlatego do praktyki medytacji nie da się właściwie namówić. Jeśli tak się stanie, to ta osoba po prostu nie wytrwa w praktyce, bo tutaj trzeba być gotowym na zostawienie wszystkiego, całego tego bagażu, który się nazbierało w życiu, a więc motywacja musi być silna. Nie każdy ma na to gotowość. Trudno się dziwić, bo to często łączy się z lękiem i wymaga odwagi, aby się go nie bać. Nie bać się lęku. To odrzucenie oczekiwań, przekonań, tego „kim się wie, że sie jest”. To daje głęboką wolność. Czasem jednak wolimy zostać w tym co znane, bo to, mimo że nie do końca wygodne, wydaje nam się, że jest bezpieczne.

Jak uczestnicy medytacji, którą prowadzisz, określają korzyści z niej płynące?

Myślę, że tu najlepiej byłoby zapytać o to ich samych.

Dla mnie największą nagrodą i dowodem, że to co robię ma sens, jest fakt, że niektórzy ludzie zostają ze mną i kontynuują praktykę na spotkaniach pogłębionych dla praktykujących. Bo największym, jeśli nie jedynym minusem ośmiotygodniowych treningów, jest fakt, że się kończą i grupa, społeczność, jaka się podczas treningu wytwarza, musi się rozejść.

Tak więc my jesteśmy nieposłuszni (to jedna z głównych cech, która się na treningach może wytworzyć-nieposłuszeństwo;) i się nie rozchodzimy, kontynuujemy nasze spotkania. Słyszałam też często od moich kursantów, że ludzie im mówią, że są inni na twarzy, że wyglądają młodziej, radośniej, ich relacje ze światem, ludźmi, się zmieniają. Nagle robią to, o czym zawsze marzyli, czasem zostawiają pracę, do której już od dawna nie czuli serca, zaczynają coś zupełnie innego, coś co ich porywa, gdzie jest pasja. Zaskakują samych siebie: odwagą, twórczym potencjałem, nieograniczonością. Ja też to widzę, i to zawsze mocno mnie porusza. Bo to wykracza poza „moją podróż”, to podróż także ludzi, z którymi praktykuję. I jak tu nie wierzyć w to, że jesteśmy jednym?

Co mogłabyś doradzić matkom mającym pod opieką małe dzieci, które chciałyby rozpocząć medytacje?

Trudno mi się wypowiadać w imieniu matek małych dziećmi, bo sama nią nie jestem. Na moich treningach jednak bardzo często są mamy małych dzieci, bywały też kobiety w ciąży. Zawsze sobie znajdywały czas na praktykę, jak to robiły dokładnie, nie wiem. Ja jednak często powtarzam, że praktyka to nie codzienne siedzenie w ciszy pod ścianą i liczenie oddechów. Gdy mamy dziecko w domu, to mamy najlepszego z możliwych nauczycieli, małego Buddę, który nam pokazuje nieustannie czym jest szczerość, bycie w pełnej obecności. Myślę, że mamy mogą mieć czasem łatwiej niż ludzie będący w ciągłym stresie pracujący nieludzkie ilości godzin w korporacji. To chyba znacznie bardziej sztuczne środowisko od bycia z dzieckiem.

A jak rozpocząć? Droga bywa bardzo różna, zanim zostałam nauczycielką Mindfulness, wiele lat praktykowałam w sandze buddyjskiej, można powiedzieć, ze nawet się w niej wychowałam, bo praktykowali w niej też moi rodzice i mieszkaliśmy jakiś czas w buddyjskiej komunie w górach. Ludzie wokół rozpoczynali na bardzo różne sposoby. Wierzę, ze gdy czegoś mocno chcemy, sposób znajduje się sam.

Mogę polecić ośmiotygodniowe treningi Mindfulness, bo uczą podstawowych metod uważności, do tego jest się w grupie osób robiących to samo, tworzy się wspierające środowisko, otrzymuje się niezbędne materiały. Nie wiem jednak, czy poleciłabym każdego nauczyciela tej metody. Mam wrażenie, że stała się ona już trochę zbyt powszechna  i mainstreamowa. Zauważyłam, że gdy tak się dzieje, zatraca się pierwotna idea własnego doświadczenia, praktyka staje się masowa. Z tego też co wiem, nie każdy nauczyciel MBSR/MBCT medytację stosuje i rozumie jak ona działa. Można się jej nauczyć z głowy i wtedy to pewnie będzie bardziej technika redukcji stresu oraz relaksacji, nie działająca tak głęboko jak prawdziwa praktyka. Właściwie takie podejście z głowy nie ma nic wspólnego z medytacją jak ja ją pojmuję. Stąd moim najświeższym pomysłem jest zmiana nazwy treningów które robię i stworzenie swojej autorskiej metody, bo nie do końca podpisuję się pod ideą Mindfulness i MBSR i tego jak ona jest u nas rozpowszechniana.

Dużo jednak wyniosłam z tej metody i na pewnym etapie mojego rozwoju była bardzo ważna. Jestem wdzięczna za jej poznanie, za przyjaciółkę, która mnie na szkolenie zaciągnęła i za treningi, które mogłam przeprowadzić w strukturze zbudowanej przez Jon Kabat-Zinna.

Myślę, że każdy trafia tam gdzie powinien i do najlepszego nauczyciela dla siebie na dany moment. Nie wierzę w przypadki. Niektórzy potrzebują bardziej naukowego, książkowego podejścia, inni opartego na duchowym doświadczeniu. Gdzie ich to zaprowadzi, tego nikt nie wie.

Dopóki to co robimy jest robione z najgłębszej, szczerej potrzeby serca, ekscytacji i w zgodzie ze sobą, to na pewno tam gdzie powinno.

Słuchajmy swojej intuicji, ona nigdy się nie myli.

Dziękuję ogromnie za rozmowę. 

—————————————————-

Więcej o Madze i prowadzonym przez nią w Warszawie studiu Baba Joga znajdziecie pod tym adresem  http://babajoga.pl/ i na prowadzonym przez nią blogu http://www.magayoga.blogspot.com/

MBSR (Mindfulnes-Based Stress Reduction) czyli Program Redukcji Stresu oparty na Uważności.
MBCT (Mindfulness-Based Cognitive Therapy), czyli Terapia Poznawcza Oparta na Uważności, powstała jako metoda zapobiegania nawrotom depresji. Więcej info [klik]

Źródło zdjęcia [klik]

Posted Under
Bez kategorii
  • Ciekawa rozmowa, ciekawy temat… Słowo „medytacja” zawsze kojarzyło mi się z nawiedzonymi hipisami, nie wiem dlaczego, jednak zdaję sobie sprawę z tego, że medytacja, to nie tylko oddychanie i powtarzanie „om”. Tyle razy robiłam podejścia do medytacji i jakoś nie umiem się skoncentrować 🙁