Minimalistyczna wyprawka

Ponieważ godzina zero zbliża się dla mnie wielkimi krokami, niemowlęce pranie schnie, ostatnie meble się przesuwają i składają, dziś parę słów o minimalistycznej wyprawce. Nie ja pierwsza poruszam ten temat, więc tradycyjnie już odsyłam do przedmówców [klik], [klik], choć ja jestem w tej komfortowej  – także dla portfela – sytuacji, że pojawia się u mnie kolejne dziecko.

Z kolejnym dzieckiem łatwiej jest kompletować wyprawkę przynajmniej z trzech powodów. Po pierwsze: dużo przedmiotów ma się już przechomikowanych i trzeba je tylko odszukać w czeluściach piwnicy lub na strychu u teściów. Po drugie: w moim gronie sporo jest młodych rodziców  i wiele osób, którym jestem wdzięczna, zdecydowało się spontanicznie oddać lub pożyczyć przydatne dla niemowlęcia rzeczy czy ubranka. Po trzecie: wie się już zdecydowanie więcej i bardziej ufa się intuicji czy zdrowemu rozsądkowi niż podszeptom. Wiedza ta przydatna jest przede wszystkim w skrupulatnym rozdzielaniu tego, co ważne i co nieważne. To truizm, ale dla noworodka / niemowlęcia najważniejsza jest przede wszystkim bliskość mamy lub obojga rodziców, co oznacza, że większość gadżetów, które imitują bliskość, jest kompletnie zbędna. Trochę już o tym pisałam [klik], doradzając, żeby unikać raf zbędnego wydawania pieniędzy i zajmowania przestrzeni niepotrzebnymi przedmiotami. Bo w gruncie rzeczy trzeba bardzo niewiele.

Wspierająca lektura

95_normDługo się wahałam, ale mimo mojego doświadczenia w roli mamy, zdecydowałam się sięgnąć po książkę Georgii Cozzy, Dziecko bez kosztów. Przewodnik po niekupowaniu [wyd. Mamania]. Był to strzał w dziesiątkę. Książka okazała się na tyle wspierającą lekturą, że nie tylko często do niej zaglądam, ale aplikowałabym ją rodzicom oczekującym dziecka w sporych dawkach. Autorka dość rygorystycznie okraja listę zakupów, ale przede wszystkim umieszcza w swoim tekście sporo relacji młodych rodziców, którzy niejako potwierdzają jej tezy, dostarczając przy tym czytelnikowi wsparcia i pewności na swojej drodze do bycia rodzicem. Jej główną tezą jest właśnie zaufanie sobie, a nie marketingowi dziecięcemu. Książka jest przy tym podzielona na kilka etapów, osobno traktując pierwsze cztery kwartały z życia dziecka, co bardzo jest funkcjonalne i przypuszczam, że będzie mi towarzyszyć w pierwszym roku dość często.

Dopasowywanie do własnych potrzeb

Niezależnie od książki Cozzy swoją lekcję nietrafionych zakupów dziecięcych, odrabialiśmy już przy pierwszym dziecku. Co oczywiście nie oznacza, że teraz uda nam się nie popełnić błędów, pewnie niejeden, ale w wielu kwestiach będziemy ostrożniejsi. Po pierwsze wybraliśmy niedobrany do naszych potrzeb wózek, sugerując się zdaniem szwagierki, która mieszka w zupełnie innych warunkach niż my. Dom z ogrodem na wsi w niczym nie przypomina miejskiego chodnika, zakupów w ciasnych sklepach czy ryneczkach – i choć to truizm, o tym jak bardzo uciążliwe było dla nas używanie niedopasowanego wózka, przekonaliśmy się niejednokrotnie. Barwnie opisał to Łukasz, mój mąż, polecam jego tekst [klik]. Tym razem reaserch był porządniejszy i zadecydowaliśmy o kupnie wózka, który w wersji sklepowej (wraz z nosidełkiem i adapterami) kosztowałby nas ok 2000 zł. Bez presji postanowiliśmy jednak poszukać wersji używanej i w ten sposób staliśmy się posiadaczami używanego kompletu w świetnym stanie za 1/4 tej ceny.

Oszczędność na wózku była również wynikiem świadomego postanowienia, żeby tym razem używać częściej chusty lub nosidła ergonomicznego. Używałam chustę sporadycznie przy córce, teraz mam nie tylko większe ambicje, ale i większe w tym względzie potrzeby. Chustę na razie pożyczyliśmy, choć niewykluczone, że jak nabierzemy pewności w motaniu, nabędziemy własną. Do zakupu nosidła się przymierzamy i kupimy je nowe – lub jeśli uda nam się upolować w dobrym stanie – używane.

Nowe vs używane 

11150686_892702887454050_2038146201845877482_n
Szafka dla młodszego tymczasowo zamieszkana przez innych lokatorów. Źródło wpisofsernik.pl

W zasadzie kwestia wózka odsłania nasz pogląd na niemowlęce zakupy. Tak, preferujemy przemyślane zakupy i używki w dobrym stanie. Jak pisałam, wiele ubranek otrzymałam (dziękuję bardzo!), wiele miałam przechomikowanych we wspólnym rodzinnym składziku (w minionych 5 latach w rodzinie męża przyszła na świat czwórka maluchów, więc sami możecie sobie wyobrazić, ile dobytku zdołało się w ten sposób uzbierać). Kilka sztuk używanej odzieży kupiłam  w internecie. Nie oznacza to, że nie kupowałam nowych ubranek, na pojedyncze sztuki lub wielopaki w sensownych cenach polowałam od zimy, wydając na nie od kilkunastu do mniej więcej 50 zł miesięcznie.

Odpadł nam natomiast koszt łóżeczka i część bielizny pościelowej (typu prześcieradła) czy kocyków po starszej córce. Zainwestowaliśmy jednak w nowy materac, nowy, chłonny podkład pod łóżeczko i nową poduszkę (klinek) – z oczywistych względów higienicznych. Rozglądam się jeszcze za nowym bawełnianym kocykiem, który posłuży nam do otulania (Ta decyzja to efekt moich pogłębionych badań terenowych w temacie: otulanie a kwestia odruchów moro;). Dokupiliśmy też kilka flanelowych pieluch, tetrowe mamy w wystarczających ilościach. Ponadto – przewijak i wanienkę, bo nie mieliśmy ich na stanie. Dotychczasowe zakupy kosztowały ok. 250 zł.

Wszystko jest dostępne

Przy pierwszym dziecku, jeszcze przed porodem, obkupiłam się w masę niepotrzebnych mi później drobiazgów. Miałam więc smoczek, którego moje dziecko w ogóle nie używało. Miałam obszerną listę różnorakich środków pielęgnacyjnych i krok po kroku ją realizowałam. Kupowałam butelki i podgrzewacz, bo nie miałam zaufania do swojego pokarmu. Zamiast nich wystarczyło kupić dobrą poduszkę do karmienia. Po urodzeniu córki rozmyślałam nad bujaczkiem i zanim go kupiłam, dziecko zdążyło wyrosnąć i dużo się w nim nie nabujało. Służył potem następnemu dziecku w rodzinie, teraz wrócił do nas, ale nie wiem, na ile będzie przydatny.

Z perspektywy czasu wiem, że większość tych zakupów była zupełnie niepotrzebna. Wszystko jest w sklepach i w razie potrzeby można to nabyć. Córka od lat, ze względu na wrażliwą skórę, używa niemowlęcego środka do pielęgnacji, więc pewnie podzieli się z noworodkiem. Podobnie rzecz ma się z antyalergicznymi proszkami. Poduszki do karmienia i mało używany poprzednio laktator czekają już w gotowości.

Nic na siłę

Gdybym literalnie chciała się trzymać książki Cozzy, zrezygnowałabym jeszcze z wielu rzeczy. Wózek nie jest potrzebny, gdy się dziecko chustuje. Łóżeczko nie musi być potrzebne, gdy się z dzieckiem współśpi. Przewijać można je wszędzie, niepotrzebny do tego przewijak. Pieluchy, których jeszcze nie kupowaliśmy, tylko wielorazowe. Ale podchodzimy do sprawy ze zdrowym rozsądkiem. Wózek był w użyciu i nie sądzę, byśmy go chcieli całkowicie wyeliminować. Córka spała z nami tylko gdy była karmiona, potem ją odkładaliśmy, bo nikomu z nas nie było wygodnie. Owszem, z synem może być inaczej, ale nie wyeliminujemy z tego powodu łóżeczka na start. Przewijak nam się przydawał. Na początku nie zamierzamy eksperymentować z pieluchami wielorazowymi, ale zobaczymy, może okaże się to rozwiązanie dla nas?

Ale… nie na ostatnią chwilę

Złapałam się na tym znowu, zostawiając część spraw na ostatnią chwilę, radośnie zakładając, że na wszystko będzie czas. Czas, owszem jeszcze jest, gorzej jednak z siłami. Ach te dyskretnie skrywane przed światem uroki bardzo uciążliwego 9 miesiąca…  moje nogi bolą, puchną i odmawiają posłuszeństwa. Na ostatnie zakupy pozostaje internet.

Łączne wydatki

Włącznie z nowymi ubrankami i poduszką ciążową, która najprawdopodobniej przyda się także podczas karmienia, na zakupy dla drugiego dziecka przez cały okres ciąży wydaliśmy mniej niż 1000 zł. Do tej kwoty doliczyć należy widoczną na zdjęciu powyżej półkę (w zaokrągleniu 300zł wraz z wkładami), jedyny nowy mebel, który pojawił się w domu. Nawet uwzględniając nowe nosidło i pieluszki, w które jeszcze się nie zaopatrzyliśmy, nie powinniśmy przekroczyć 2000 zł. I jasne – wciąż można to zrobić taniej. W epilogu do Mniej Marty Sapały pojawia się informacja, że jedna z bohaterek, gdy po roku bez zakupów zaszła w kolejną ciążę, zorganizowała wyprawkę zupełnie bezkosztowo. Moim zdaniem – grunt to dopasowywać zakupy do swoich potrzeb i w żadną stronę nie dać się zwariować.

Aktualizacja!! – po konsultacji z noszącymi dziecko koleżankami, zakup nosidła odłożony na później, bo niezależnie od tego, co piszą producenci, nie jest to najlepszy pomysł, by nosić noworodka. A ja trenuję chustowanie na misiach i dzidziusiach Córki. Kolejna ważna lekcja – przed zakupem pytać i szukać informacji.

Autor zdjęć – Łukasz / wpisofsernik.pl Okładka ze strony wydawcy.

Posted Under
Bez kategorii
  • Bea

    Dodam od siebie, że dzieci potrafią się też bardzo od siebie różnić – to co sprawdziło się przy pierwszym dziecku może zupełnie nie mieć racji bytu przy drugim. Smoczek i butelka przy pierwszej córce nie interesowały w ogóle drugiej. Chusta okazała się totalnym niewypałem. Nawet ciuchy niekoniecznie pasowały gdyż druga córka ma zupełnie inną budowę ciała i urodziła się w innej porze roku.
    Cudownego dnia narodzin drugiej pociechy życzę 🙂

    • Dziękuję bardzo. Ano właśnie, te odkrycia co do różnic jeszcze przede mną. Dzieci mi się rodzą wprawdzie w podobnej porze roku, choć będą różnej płci, więc w pewnym momencie i tak się już nie poratuję ubrankami po starszej. Z tych względów, o których piszesz, myślę, że lepiej jest w miarę możliwości pożyczać i sprawdzać, zwłaszcza rzeczy, które trochę kosztują – typu chusta.

  • U nas drugie dziecko urodzi się 2 dni przed 2 urodzinami syna. Będzie córka. Z rzeczy do rozmiaru 74 zostawiłam dużo. W sumie odłożyłam tylko te z aplikacjami typowo chłopięcymi 😉 za 7 tygodni termin a ja nic nie kupiłam. Biorę się za kupowanie rzeczy do szpitala bo to w sumie najważniejsze. Postanowiliśmy dla Młodej kupić nowe nosidło do auta z bazą izofix, leżaczek – stary musieliśmy oddać, przewijak, kocyki i pieluszki tetrowe. Oczywiście pampersy i chusteczki. Ale to i tak kupujemy dla syna. Tylko rozmiar trzeba wziąć inny 😉
    Wózek, łóżeczko, chusta, pościel czeka po bracie 😉 w sumie musimy kupić same pierdołki a zliczyłam 500zl (bez fotelika i leżaczka). Mąż się przeraził bo przecież wszystko mamy 😉

    • 7 tygodni do porodu, a ja nic nie mam – znam to 😉 Niestety znowu to praktykowałam tym razem, bo niespieszne zakupy pojedynczych ubranek nie można nazwać wyprawką. Zostały 3 i jest już mniej wesoło ;), zwłaszcza że nauczona doświadczeniem wiem, że termin to bardzo umowna sprawa 😉 I znam też to, że niby nic – a tu 500 zł, bo to jednak złudzenie, że wszystko jest.

      Ja się nie przejmuję przesadnie kolorami i aplikacjami, miałam tak też przy córce, której zresztą nie lubiłam ubierać w róż. Do tej pory dość luźno podchodzę do tematu chłopięce-dziewczęce. Ze wspólnej rodzinnej wyprawki wzięłam sobie część po córce i część po kuzynie. Ale faktem jest, że nie wszystko da się zlekceważyć – na późniejszych etapach kwestia kurtek i butów dobitnie na to wskazuje. To jest niewątpliwie zaleta posiadania dwójki dzieci tej samej płci, urodzonej w zbliżonej porze roku.

      Trzymam kciuki za ostatnią prostą, powodzenia 🙂

      • U mnie cc dokładnie 23 czerwca. Tydzień przed terminem. I mam nadzieję, że Młoda dotrwa 😉
        Buty z tego co mam, na szczęście są w miarę uniwersalne. Oczywiście zostanie zakup czegoś do sukienek. Ale to za rok dopiero 🙂
        3 tygodnie to już naprawdę mało czasu. U nas jak tak dalej pójdzie to też do tego czasu odłożymy zakupy 😉
        Również życzę powodzenia!

  • O, tak, cc to inna sprawa. Trzymam zatem kciuki za dotrwanie w dwupaku i za sprawną organizację wyprawki 😉

  • panistrzelec

    Nie kojarzyłam, że jesteś w ciąży, a to super sprawa, gratuluję! Sama robiłam zakupy dla pierwszego dziecka przez ostatnie 1,5mca ciąży. Tylko łóżeczko i szafkę kupiliśmy wcześniej. Chyba.
    Dziecko moim zdaniem nie jest dużym wydatkiem. Przynajmniej dla ludzi działajacych zdroworozsądkowo myślących. Pamietam jak od jednej ‚cioci’ dostałam zestaw kosmetyków dla Bobasa, to ja sama tylu nie używam 😀 Szkoda i skóry, i czasu.
    Ja z powodzeniem chustuję, wózek służy tylko w weekendy – spacery z Dziadkiem 🙂
    Wszystkiego dobrego! 🙂

    • dziękuję 🙂 dużą mam ochotę na chustowanie, mam nadzieję, że trafi mi się egzemplarz, który to polubi 😉
      i jest dokładnie tak jak piszesz – zakupy z głową. trylion emulsji do ciała naprawdę nie jest noworodkowi potrzebny 😉

  • Ojoj, zbliża się godzina:) życzę dużo powodzenia!!! Drugie dziecko potrzebuje naprawdę mniej rzeczy, a więcej czasu, który umyka tak nieubłaganie, że trzeba o niego zabiegać.

    • Dziękuję. Ach ten czas. I uwaga. Zawsze to o nie chodzi najbardziej, nie o przedmioty i gadżety, prawda? 🙂

  • super 🙂 dzięki za porady 🙂 termin lipcowy, więc muszę się za to zabrać:) ja mam kilka ubranek kupionych – body i spodenki, bo dziecko podstawę musi mieć:), chcę skompletować podstawową torbę do szpitala – chusteczki, pieluszki, podstawowe kosmetyki – sama używam bardzo mało, więc mój synek nie będzie miał ich więcej od mamy:), łóżeczko, wózek, foteliki samochodowe – dostaliśmy po znajomych, została nam szafa – już zaprojektowana, czeka na montaż i jakiś wygodny fotel do pokoiku dziecięcego 🙂

    • Nie ma sprawy 🙂 To jest moim zdaniem bardzo sensowne minimum, bo naprawdę wszystko jest dostępne i wszystko da się kupić w razie potrzeby.