Wreszcie mniej. Krótki przebłysk satysfakcji

Po wielu miesiącach wynoszenia zbędnych szpargałów i eliminowania nadmiaru, pozbywania się szuflad rupieci i książek ze stosów oraz regałów (a także samych regałów), okazało się, że – mimo że za moment ma być nas więcej – zrobiło się wokół przestronniej. Bezcenny jest ten moment, gdy szafka z szufladami, która do tej pory była „od wszystkiego”, robi się nagle pusta i czeka na wyprasowane, małe ubranka. Tak, to się nazywa przebłysk satysfakcji.

b6153df705a402fc6099d5ea4bcd007d

Przez ostatnie miesiące, o czym częściowo wspominałam na blogu, skromnym nakładem środków i sporym nakładem sił mojego męża wyremontowaliśmy mieszkanie [klik]. Zamiast męczącej nas ostatnio pastelowej wielobarwności wybraliśmy tym razem bardzo minimalistyczne kolory: złamane szarością biele i błękit w pokoju córki. Zrobiło się jaśniej. Wraz z wiosną zaniedbany dotąd balkon dostaje drugie życie. Wystarczyło tylko, że trochę go zacieniliśmy (markizy) i posprzątaliśmy, a już dało się na nim spędzić leniwą sobotę.

Ciągle mamy co robić. Mnie wciąż daleko do perfekcyjnej pani domu, chyba nawet nie zamierzam nią być. Ale szczerze polubiłam oszczędność jako styl życia. Oszczędność rozumianą na wielu poziomach – przede wszystkim, by mieć mniej i mniej chcieć. A ponadto dążyć do tego, by wydawać mądrze. Niesamowicie cieszy mnie nie tylko to, co za mną, a to, co na tej drodze jeszcze przede mną m.in. refleksja nad zawartością mojej szafy, która pewnie pojawi się po ciąży.

Skrupulatne, momentami rygorystyczne pozbawianie się rzeczy, doprowadziło do tego, że w małym, szczerze powiedziawszy ZA małym mieszkanku, da się mieszkać i mieszka się przyjemniej. I choć spodziewam się trudności, gdy już pojawi się nowe dziecko, a jeszcze więcej, gdy zacznie rosnąć i potrzebować przestrzeni dla siebie, mimo wszystko dzięki minimalizmowi widzę pozytywy. To fajna lekcja na trudne czasy. Nie zawsze możemy natychmiast mieć wszystko czego się chce. I choć wciąż marzy mi się większa życiowa przestrzeń, nie jestem sfrustrowana i nie jestem więźniem tego marzenia. Wystarczyło konsekwentnie walczyć z nadmiarem i pomogło – dla przestrzeni, dla jakości życia, dla klarowności umysłu.

Źródła zdjęć [klik][klik]

Posted Under
Bez kategorii
  • Super! Cieszę się razem z Tobą i trochę zazdroszczę, bo moja „junk drawer” (szuflada ze wszystkim) jeszcze istnieje i najchętniej wyrzuciłabym całą jej zawartość… No ale oszczędne to nie jest. Też przyznaję, że oszczędny tryb życia jest super! Wcześniej nigdy nie pomyśleliśmy, by kupić cokolwiek z drugiej ręki, a teraz każdy zakup poprzedzony jest przejrzeniem ogłoszeń na olx. O ile w ogóle cokolwiek chcemy kupić, bo najczęściej potrafimy obejść się bez tzw. niezbędności.
    Jesteście żywym dowodem na to, że na małym metrażu da się wszystko. Oby tak dalej!

    • To jest przesatysfakcjonujący stan, kiedy ty zaczynasz panować nad przedmiotami, a nie one nad tobą. Zaczynając tę przygodę, nie sądziłam, że da to tyle radości i pomoże się uporać z frustracją dotyczącą małej przestrzeni.

  • Bea

    Mieć mniej i chcieć mniej – to jest właśnie samo sedno lepszego życia 🙂

  • Agnieszka

    Skoro kupuję mniej, bo chcę być szczęśliwa i nie posiadać zbyt wiele….. co zrobić z oszczędnościami gromadzącymi się na koncie? Może powinnam szefa prosić o to żeby dał mi mniej? Albo rozdawać?
    W sumie wolę kupować nadmiar i rozdawać 🙂 jakoś tak bardziej mnie cieszy dawanie prezentów niż kasy.

    • Też się nad tym zastanawiałam w pewnym momencie, bo sama wprowadziłam w domu rygor oszczędzania i ograniczania się w konsumowaniu. Rozwiązaniem jest wydawanie pieniędzy na bardziej wartościowe, lepszej jakości rzeczy, których nie wyrzucimy po roku używania, ale które posłużą nam na dłużej. Druga rzecz, na co warto wydawać to nie przedmioty same w sobie, ale wydarzenia, które zapewnią nam niezapomniane przeżycia. Teatr, kino, podróże, wypad do zoo – tak, żeby coś zrobić i to zapamiętać.

      • Dokładnie tak. Po pierwsze: zaczyna się zwracać większą uwagę na jakość. Po drugie: zaczyna nam towarzyszyć refleksja, czy to naprawdę wszystko jest potrzebne i najczęściej okazuje się, że nie. A po trzecie: inwestycja we wspomnienia lub obdarzanie się czasem i uwagą, daje tyle satysfakcji…

  • Czy ja wiem? Widzę same plusy w oszczędnościach na koncie, dużo więcej niż w życiu ponad stan i na kartę kredytową. Zawsze można zastanowić się, ile się potrzebuje i jakie są priorytety i dopasować do tego intensywność pracy.
    W moim odczuciu – nadmiar jest kłopotliwy, męczący i nieefektowny, te wszystkie zalegające w szufladach drobiazgi, papiery, kable, dawno nieużywany sprzęt nadają się często do ostrej selekcji, do którego trzeba samozaparcia, cierpliwości i pomysłu, co z tym nadmiarem zrobić. Kupować i rozdawać, owszem, można, choć ja szczerze mówiąc po moim wielomiesięcznym treningu z pozbywaniem się nadmiaru, nie wiem po co.

    • Agnieszka

      Mam inne doświadczenia w pozbywaniu się rzeczy, które mnie już męczą. Ostatnio robiliśmy gruntowny remont. Każda rzecz, z której zrezygnowaliśmy znalazła szczęśliwego nowego użytkownika. Gratyzchaty są moim zbawieniem :). Ludzi często nie stać na najmniejszą zabawkę dla dzieci (nie mówiąc o pralkach, zmywarkach, lodówkach, meblach)… bycie minimalistą jest im narzucone przez życie. Ja mam to szczęście, że mogę co jakiś czas stwierdzać iż zaczyna nam brakować miejsca i uszczęśliwić tym innych. 🙂 Najbardziej z akcji rozdawania ucieszona jest zawsze moja córka. Ona już wie jak wiele dla innych znaczą jej zapomniane zabawki.

      • A to jest super pomysł, oddawałam w inny sposób, dzięki, że się tym podzieliłaś 🙂

  • Podziwiam wszystkich, którzy wprowadzają w życie minimalizm i wyrzucają stare graty i niepotrzebne rzeczy. Mam dużo przedmiotów i ciężko by mi było z większością się rozstać. Ogólnie dobrze mi z tymi wszystkimi rzeczami, ale w obecnym mieszkaniu przydałoby się więcej przestrzeni… 🙂 Może kiedyś wyrzucę połowę przybytku… albo się szybciej przeprowadzimy 🙂

    • no tak, minimalizm pozwała wyleczyć się z sentymentalizmu 😉 i nie wszyscy się z nim dobrze czują, mnie zdecydowanie służy 🙂

  • Przechodzimy przez podobny etap w życiu – ja również powoli, choć z uporem osła idącego za marchewką, pozbywam się niepotrzebnych rupieci z domu. Ćwierć domu, ta już oczyszczona, zachwyca mnie i daje kopa do dalszych czystek. Wpaniale jest czuć ten przepływ energii!
    Pozdrawiam serdecznie!

  • Gratulacje, Pani Poczytalna! Czyszczenie mieszkania czyści też umysł, sama to ćwiczę od jakiegoś czasu. Co mnie interesuje to sposób, w jaki planujesz podejść do ‚zdobywania’ ubranek dla maleństwa. Kupujesz? Dostajesz? Wykorzystasz to, co już masz? Pytam, bo wiem, że przy dzieciach trudno jest utrzymać minimalistyczny rygor i sama co chwilę coś wyrzucam, a coś nowego muszę kupić, bo ‚dziecko już wyrosło’.

    • 🙂 sporo dostałam, na razie mi starczy. bez kupowania się nie da, dzieci rosną i rosną ich porzeby. ale uczę się i wierzę, że można się nauczyć zakupów z głową. wiele rzeczy wciska nam dziecięcy marketing

  • Zamarzył mi się mój minimalistyczny kątek. 🙂