Męczące oczekiwanie na dziecko

oczekiwanie na dziecko

Wszystko już przygotowane. Mieszkanie odmalowane, meble poprzestawiane. W pokoju stoi gotowe łóżeczko, w bagażniku saabiny wożę wózek. W domowej atmosferze czuć napięcie, trochę strachu pomieszanego z ekscytacją. Czekamy na narodziny drugiego dziecka. Tylko, On jakoś jeszcze na ten świat się nie spieszy.

Jesteśmy gotowi na pojawienie się Syna (imię nadane na potrzeby tego bloga, pewnie w wielu odmianach i modyfikacjach będzie pojawiać się tu często). Łatwo nie było przez te 9 miesięcy. Trochę komplikacji zdrowotnych, dużo stresu. Wybór imienia (jest to temat rzeka, mógłbym z niego napisać kilka obszernych tekstów). Ogarnięcie logistyczne naszego małego mieszkania, remont.  Znów logistyka, tym razem w odniesieniu do samego porodu – co zrobić z Córką jak wybije godzina zero, kto się nią zaopiekuje podczas gdy my będziemy pędzić przez miasto na porodówkę. Aż dziw bierze, że udało nam się to wszystko ogarnąć i pospinać w jedną spójną całość.

Godzino zero, wybijaj !

Godzina zero jednak nie nadchodzi. Oczekiwanie na dziecko przedłuża się niemiłosiernie. Pomimo, że już sam lekarz stwierdził, że on już nie jest w stanie niczego przewidzieć i teraz natura bierze sprawy w swoje ręce, to my wciąż czekamy. I nie ma w tym czekaniu nic złego oprócz tego, że jest ono wyjątkowo męczące. Każdy telefon od Marty to nadzieja, że już się zaczęło. Marta już zmęczona noszeniem dużego brzucha, który żyje własnym życiem i co chwila zmienia kształt. Czasem nam się wydaje, że Syn chce wyjść pępkiem. Od dłuższego czasu mam w końcu wolny weekend i postanowiłem poddać się totalnemu nicnierobieniu, ale gdzieś z tyłu głowy siedzi mi myśl, że ten błogi stan przerwie akcja porodowa. Byłoby idealnie, ale jak znam życie nic z tego nie wyjdzie. Córka z Martą czytają książeczki, ja w kuchni piszę ten tekst, po mieszkaniu leniwie rozchodzi się muzyka, nic się nie dzieje. Pogoda za oknem dopisuje – trochę ciężka aura, lekko jakby burzowa, a wiadomo, że podczas burzy rodzi się dużo dzieci.

Czekamy.

 

Posted Under
Bez kategorii
  • Jak znam życie, Syn wyczuje, że siedzimy wygodnie na Mad Maxie i będę musiał opowiedzieć Ci zakończenie… 😉 PS. trzymam kciuki z całej epy!

  • wpisofsernik

    Michał, dzięki wielkie !! Myślę, że Syn urodzi się do czasu premiery, ale jeśli zrobi to podczas seansu to będzie dopiero Fury Road do szpitala 🙂