Bez klisz i stereotypów. Recenzja książki „Zgodne rodzeństwo”

Książka Natalii I Krzysztofa Minge Zgodne rodzeństwo. Jak wspierać dzieci w budowaniu trwałej więzi? wpadła mi w ręce w bardzo dobrym momencie – szykowania się na narodziny kolejnego dziecka. Jestem jedynaczką, która siłą rzeczy nie może bazować na własnych doświadczeniach, jeśli chodzi o budowanie więzi między rodzeństwem. A, nie da się ukryć, żywo mnie ten temat interesuje. Dość niepozorna publikacja zaskoczyła mnie pozytywnie i to parokrotnie, skłaniając do refleksji nad tym, co obserwowani przeze mnie rodzice więcej niż jednego dziecka, robią często nawykowo.

rodzina
Autorzy Natalia i Krzysztof Minge wraz z dziećmi

Autorzy, prywatnie rodzice trojga dzieci i psychologowie z zawodu, kierują się zasadami NVC (non-violent communication) i rodzicielstwa bliskości, prowadzą dość uznaną w Poznaniu poradnię Hipokamus, szeroko zajmującą się diagnostyką i wspomaganiem rozwoju dziecka. Słowem – eksperci. Ich publikacja skierowana jest do rodziców przynajmniej dwójki lub rodziców spodziewających się kolejnego dziecka. Założeniem książki jest kompleksowe przygotowanie do tej roli: od momentu poinformowania starszaka o rodzeństwie, przez okres ciąży i narodzin aż po wspólne wychowywanie rodzeństwa w różnym wieku (choć rodzice bliźniaków znajdą tu również uwagi dla siebie).

Ok, jestem zwykle trochę sceptyczna, jeśli chodzi o poradnikowe książki i najczęściej nie jestem czytelniczką, którą łatwo przekonać. Przejrzałam więc dokładnie spis treści i zaczęłam lekturę od podrozdziału „Naturalne różnice między dziewczynkami a chłopcami”, bo sama – na razie teoretycznie, nie praktycznie – powątpiewam w te różnice, choć co chwila otrzymuję sygnały, że się mylę. Zobaczymy, jak już stanę się praktykiem. Zgodne rodzeństwo mnie w tej materii uspokoiło i przekonało do autorów, którzy twierdzą, że oprócz różnic rozwojowych, niespecjalnie da się te mityczne różnice zaobserwować, bo mieszczą się raczej w kręgu stereotypów niż twardych faktów.

1264_rodzenstwofront3d555pxszer
Okładka książki

Przekonana i zainteresowana zaczęłam więc lekturę książki od początku. Podobnie jak w przypadku wspomnianego rozdziału otrzymałam dzięki niej wiele naprawdę pragmatycznych i sensownych uwag, które poddają w wątpliwość stereotypowe czy nawykowe wychowywanie rodzeństwa. Książka ma czytelny, także graficznie układ przeprowadzający rodzica przez cały proces oczekiwania na dziecko, jego narodzin i dorastania w liczniejszej rodzinie. Uwzględnia różne różnice wieku i niuanse związane z płcią dzieci. Począwszy od niełatwej – jak zauważają autorzy – współcześnie decyzji o ponownym powiększeniu rodziny, poprzez dobór lektur dla starszego dziecka (ze świetną uwagą o książkach, które pozornie prezentują „właściwe zachowania” starszego rodzeństwa, de facto pozbawiając go głosu) aż po szereg spodziewanych lub potencjalnych trudności na rodzicielskiej drodze.

To  publikacja, która w wielu miejscach przywraca istotność starszemu dziecku w nowo tworzącej się rodzinnej konstelacji, a jednocześnie nie obciąża go nadmierną odpowiedzialnością za wybory rodziców. Mingowie konsekwentnie opowiadają się po stronie autentycznej i empatycznej komunikacji, a nie wytartych frazesów, którymi rytualnie często rodzice lub bliscy zwracają się do starszego rodzeństwa. Podważają sens obdarowywania „prezentem” od młodszego rodzeństwa, przekonująco moim zdaniem argumentując, że żaden materialny prezent nie zrównoważy tej fundamentalnej zmiany. Podpowiadają, jak bezpiecznie dla starszaka przetrwać pierwsze wizyty bliskich, najczęściej zachwycających się noworodkiem. Uspokajają, że regres przejawiający się zachowanie imitującym noworodka jest naturalny, podpowiadając jednocześnie jak na wzmożoną potrzebę bliskości starszego dziecka reagować. Zwracają uwagę na niebezpieczeństwo porównań, etykiet i pochwał bez pokrycia. Na późniejszym etapie podważają tendencję do nawykowego traktowania starszego rodzeństwa jako „odpowiedzialnego” i „dorosłego”. Znalazło to wyraz w świetnym rozdziale „Ty jesteś starszy, więc powinieneś”, Autorzy polemizują w nim z kilkoma kliszami typu: „musisz się podzielić”, „powinieneś ustąpić” etc., zwracając uwagę na przemocowy i niszczący relację kontekst tych zdań, które mogą budzić w starszym dziecku złość, a na pewno są świadectwem braku autentycznej komunikacji i próbą rutynowego, acz mało skutecznego zażegnania konfliktów.

Niewątpliwą wartością wszystkich tych pomysłów jest właśnie odejście od klisz i nawyków, które zwyczajowo wpisuje się w rolę podwójnego rodzica. Autorzy nie stronią przy tym od trudnych tematów, trochę wbrew tytułowi piszą o agresji, rywalizacji i zazdrości pomiędzy rodzeństwem, wskazując jak trudne uczucia są dzieciom potrzebne. W tym sensie tytuł jest trochę mylący, bo nie o zgodność rodzeństwa chodzi w niej najbardziej, co o świadome rodzicielstwo unikające stereotypów i rutynowych zachowań. Ważniejszy niż tytuł okazuje się podtytuł, który – zgodnie z treścią – nie obarcza rodziców całkowitą odpowiedzialnością za relację pomiędzy rodzeństwem, a skłania do wspierania i świadomego towarzyszenia dorastaniu przynajmniej dwójki dzieci. Bardzo sensowna, inspirująca, choć w pierwszym kontakcie niepozorna lektura.

Źródła zdjęć klik, klik , klik

Dziękuję wydawnictwu Samo Sedno za udostępnienie książki.

Posted Under
Bez kategorii
  • muszę polecic tę książkę mojej siostrze 🙂

  • Ciekawa propozycja. Sama przed urodzeniem mojego drugiego dziecka czytałam książkę o tytule – notabene – „Drugie Dziecko” Nai Edwards. Również dobra pozycja.
    A świetne porady odnośnie wychowania dzieci, w tym dwójki (lub więcej) można znaleźć w „Dziecko czy muszę ci to jeszcze raz powtarzać” Amy McCready. Gorąco polecam!

    Co do moich doświadczeń z dwójką dzieci od dwóch miesięcy, muszę powiedzieć, że nie jest najgorzej. Z drugim jest łatwiej, starszy brat stara się zajmować siostrą na tyle, na ile jest to możliwe i w jego wydaniu wykonalne. Cieszy się, kiedy może pomóc, ale oczywiście też domaga się uwagi z mojej strony, która siłą rzeczy jest teraz w większości skupiona na maleństwie (karmię piersią, a to zajmuje trochę czasu..).

    • O, dzięki za podpowiedzi, postaram się zajrzeć do książek, o których piszesz.

      Chyba umiem sobie wyobrazić równoległą opiekę nad noworodkiem i starszym dzieckiem, angażowanie starszaka w opiekę na początku może mu się wydawać fajną przygodą. O tym też piszą autorzy, proponując np na czas karmienia czytanie książek ze starszakiem. Choć pamiętam jaka byłam senna przy karmieniu, więc to może też nie być takie oczywiste 😉
      A z kliku źródeł słyszałam, że większe problemy z zazdrością zaczynają się później, gdy młodsze zaczyna „zwiedzać świat” i skutecznie skupiać uwagę rodzica, a przy okazji podbierać starszemu zabawki. I to chyba jest faktycznie trudny moment.

      Ta książka jest o tyle sensowna, że uspokaja, że takie rzeczy są normalne, że konflikty są normalne i potrzebne, nie należy ich się aż tak bać. Poza tym – gdybym jej nie przeczytała – pewnie zdarzyłoby mi się nawykowo powiedzieć, jesteś starsza, więc ustąp. A teraz się ugryzę w język, zanim powiem to zdanie 😉 Całościowo więc dobre jest w tej książce to, że ona konfrontuje z emocjami starszego dziecka, jasne, że współczesny rodzic o nich myśli, ale tego rutynowego podejścia wciąż jest sporo.

      • Tak, masz rację, mimo, że „starsze” jest starsze, nie można wykorzystywać tego jako pretekstu do wymuszonej dojrzałości. Bo to przecież nadal jest dziecko i tak samo potrzebuje naszej uwagi jak wcześniej.
        Też mi się wydaje, że ich konflikty się jeszcze zaczną, jak mała zacznie budować swoją odrębność i zahaczać nią o jego obszar. Zobaczymy, jak będzie 🙂
        Co do wychowywania dwójki jednocześnie – szczerze dziękuję instytucji żłobka/przedszkola za pomaganie mi na co dzień. W weekendy jest Tata, który też we wszystkim uczestniczy. Ale jak pomyślę o mamach, które wychowują same dwójkę lub więcej dzieci cały czas w domu to jestem pełna podziwu. Chapeau bas.

        • Co fakt to fakt. Ja też szczerze cieszę się, że jest przedszkole i podziwiam mamy z dwójką dzieci z małą różnicą wieku.