Powolność w końcówce ciąży. Blaski, cienie i dobre rady.

Ze sporą dozą autoironii musiałabym stwierdzić, że końcówka ciąży to idealny moment na życie w trybie slow. Twoje życie i ty sama stajecie się jego kwintesencją. Wszystko nagle staje się wyzwaniem – trzecie piętro jest jak K2, odkurzanie to sport ekstremalny, który – jak na złość – codziennie trzeba trenować, dźwięk budzika, który wzywa to porannego budzenia dziecka staje się torturą.

Życie płynie wolniej wyznaczane rytmem fizjologii i każdy, nawet najmniejszy sygnał, wysyłany przez ciało wydaje się istotny. Od tej fizjologii nie możesz się uwolnić, nawet gdy próbujesz skupić się na innych sprawach. Nie śpisz, bo czujesz skurcze i kiedy zaczynasz je wspomagać prysznicem, ćwiczeniami, czymkolwiek – one mijają, pozostawiając Cię w dalszym oczekiwaniu. Twoje nienarodzone dziecko porusza się już z trudem, odczuwasz te ruchy boleśnie, a mimo to wciąż dręczą je hamletyczne rozterki – rodzić się czy się nie rodzić, oto jest pytanie. No tak, też bym się wahała. Z Twojej perspektywy zbliżający się poród przestaje być taki straszny, choćbyś nie wiem jak bała się wcześnie. Marzysz o nim nawet, a przede wszystkim marzysz, by mieć go za sobą, by wreszcie pozbyć się uciążliwych niedogodności. Twoja rola inkubatora powoli dobiega końca, to ostatnie momenty, w których wszyscy tak często pytają, jak się czujesz. To przejściowe. Po porodzie, gdy w połogu możesz czuć się naprawdę bardzo źle, twoje samopoczucie przestaje być tak istotne – a ty sama jesteś już tylko postrzegana przez pryzmat sprawności, z jaką dajesz (lub nie dajesz) sobie rady ze swoim nowo narodzonym dzieckiem.

Gdy już zejdziesz ze swojego K2, na moment, do ludzi, jesteś wciągana w interakcję. Chwilowo odgrywasz rolę lokalnej celebrytki, każdy chce cię zaczepić. Na kiedy termin? – słyszysz jakieś 17 razy. O, pani już na ostatnich nogach – słyszysz kolejne 11. Konstatacje, czy brzuch jest wysoko czy nisko, toczą ze sobą pojedynek, mój ostatni wynik to 3 do 1. Zwykle zdarza się jakaś porodowa opowieść, z cyklu „rodziłam 18 godzin, a drugi poród to w dwie godziny”. Super, myślisz i zastanawiasz się, czy masz sobie na czole napisać, że owszem, tak normalnie to nie masz nic przeciwko ludziom, ale jesteś w nastroju nieprzysiadalnym.

Ze znajomymi nie idzie ci niestety lepiej. Szczególnie z tymi, którzy dobrymi radami sypią jak z rękawa. Wysypiaj się na zapas, radzą. Jakbym nie wiedziała, tylko spróbuj się wyspać, a zwłaszcza na zapas. Oj, będziesz jeszcze tęskniła za brzuchem, jak da ci popalić. DZIĘKUJĘ ZA DOBRE RADY, masz ochotę wypisać sobie na czole, ale nie wypisujesz, tylko milkniesz.

Z niedzieciatych dzwonią już tylko najwytrwalsi. Fajnie ich słyszeć. Są jak powiew wolności i świeżości w Twoim życiu. Bo wbrew słoniowej postury, dziwnym trafem właśnie teraz miałabyś ochotę na imprezy i podróże. Właśnie teraz, choć lubisz swoje życie, przypominają ci się wszystkie wspólne nie do końca grzeczne eskapady, wszystkie za późno skończone wieczory i tak ci ich nagle desperacko żal. Jak to Twoje pierwsze dziecko, zaklinasz się, że nic się nie zmieni, jak drugie – to już jesteś mądrzejsza, bo wiesz, że już się zmieniło, a o skali tej zmiany zadecyduje nikt inny jak Twoje nienarodzone dziecko. Znasz je niby dobrze, ale nosisz w sobie niewiadomą. Bo nie każde da się zabrać na koniec świata lub choćby kilkadziesiąt kilometrów dalej, nie każde ukołysze się podczas głośniejszego wieczoru. Zresztą kiedy taki wieczór zdarzył się ostatnio, próbujesz sobie przypomnieć i przychodzi ci to z trudem. Czekasz więc i, co zrobić, marzysz bardzo skrycie, że namiastka wolności będzie ci jeszcze niebawem dana, choć przecież wiesz, że 9 miesięcy temu, zamieniłaś ją na nieznane. Oczekujesz nieoczekiwanego i spodziewasz się niespodziewanego, bo poza wyobraźnią jest to, co cię za chwilę spotka. I, tak tak, jest w tym pewna brawura.

Pośród tych, co dobrze radzą i tych co milkną, są na szczęście i tacy, którzy się taktownie troszczą. Najczęściej dzieciaci, tak, oni są na Twoim archipelagu i tacy, którzy nic Tobie ani sobie nie muszą udowadniać. Miło ich słyszeć. Fajnie, że są.

Ale najfajniejszy jest fakt, że im dłużej czekasz, tym bardziej zaczynasz rozumieć, jak niewiele w ten spowolniony czas w gruncie rzeczy musisz. W swoich czterech ścianach, na swoim kawałku podłogi, gdzie wszystko już poprane, wyprasowane, poprzestawiane i przygotowane, gdzie dobre rady docierają piąte przez dziesiąte, niespiesznie pielęgnujesz ostatnie chwile świętego spokoju. I kiedy już mija powierzchowna w sumie irytacja związana z porannym wstawaniem, którego nijak nie daje się uniknąć i domowymi obowiązkami, które narastają w zaskakującym tempie, najzwyczajniej w świecie odpuszczasz. Przestajesz się niecierpliwić. Na Twoje z wolna szykujące się na świat dziecko też przyjdzie w końcu pora, ciążowa niezdarność zniknie, więc zamiast po raz drugi w ciągu dnia walczyć z odkurzaczem, dajesz się Córce namówić…  i puszczasz bańki na balkonie. Pięknie lecą z 3 piętra, a ile z tego radości.

Zdjęcie [klik]

Posted Under
Bez kategorii
  • O tak, dobre rady… Też je pamiętam i na niewiele się przydały, a wkurzały niemiłosiernie 😉 Troszkę Ci zazdroszczę tego stanu slow z końcówki, bo tak bardzo się różni od tego, co u mnie się teraz dzieje… ze slow nie ma nic wspólnego 😉 Ale to i tak wielka radość uczyć życia tak małego człowieczka. Trzymam kciuki!

  • u mnie dopiero 8 miesiąc a już się nie mogę doczekać porodu 🙂 i powitania mojego synka 🙂 i wysypianie się na zapas i inne złote rady mnie oczywiście wkurzają, każdy poród jest inny, tak jak każdy noworodek, więc po prostu nie mam siły wszystkim tego tłumaczyć 🙂
    na szczęście mam bardzo mądrą Mamę, która sama to rozumie, 3 dzieci, 3 porody i w sumie jak pytam to udziela rad, ale nie narzuca się ze swoim doświadczeniem, chwała jej za to:)

  • Piękny wpis. Ja też jestem teraz w końcówce i myślę tylko kiedy on już ze mnie wyjdzie… ale z drugiej strony, to niech się jeszcze trochę „popiecze” 🙂

    • Trzymam kciuki za dziecko o czasie 🙂 Dużo spokoju i powodzenia 🙂