Duma jest tylko jedna

Duma z dziecka

Wyobraź sobie taką sytuację: rodzi Ci się syn. Czujesz się dumny, naprawdę dumny. Na dodatek gdy rodzi Ci się pierworodny dostajesz tysiąc punktów więcej do zajebistości. Wszyscy gratulują Ci syna (pierwszego, drugiego, nieważne), klepią Cię po plecach i mówią, że teraz to dopiero musisz być dumnym ojcem. A ty patrzysz na nich, uśmiechasz się, uprzejmie dziękujesz, ale w głębi siebie jest ci ich żal.

Na samym początku, jasno i przejrzyście, pragnę napisać, że tym tekstem nie chcę nikogo urazić. Jest to tylko i wyłącznie moja opinia pod którą się podpisuję. Jeśli drogi czytelniku podzielasz moje zdanie będzie mi bardzo miło. Jeśli nie podzielasz też jest ok. Szanuję przekonania innych i tym samym proszę o uszanowanie moich i nie palenia opon pod moim blokiem, bo mieszka w nim wielu emerytów, którzy cenią sobie spokój po „Wiadomościach”.

Bycie ojcem to super sprawa. Naprawdę. Jest to też powód do wielkiej dumy. Gdy zostaje się ojcem po raz drugi, trzeci, piąty czy dziesiąty (szacuneczek !) duma rośnie. Sęk jednak w tym, aby duma z posiadania dzieci zawsze była taka sama, bez znaczenia na płeć dziecka. I tu pojawia się sedno sprawy, która od pewnego już czasu nie daje mi spokoju. Osobiście nie rozumiem gloryfikowania narodzin syna jako tego lepszego dziecka. Także wszechobecny kult pierworodnego syna jest dla mnie niezrozumiały. Nie neguję i nie krytykuję go, bo znam kilku ojców, którzy bardzo sensownie podchodzą do tego tematu. Ja natomiast podchodzę do tego z dużym dystansem. Sprawa ogólnie wygląda tak, że od gór aż po morze panuje wszędzie jedna, ale to naprawdę jedna reguła odnośnie reakcji na wieść o przyszłych narodzinach syna:

„Nooo, to teraz będziesz dumnym ojcem. Syn to jest to!”

Zdarzają się jeszcze, dosyć często rozpowszechniane w internecie hasła, że dopiero po narodzinach syna ojciec staje się prawdziwym ojcem itd. Pewnie tak jest w pewnych subkulturach, ale nie w moim życiu. Prawdziwym ojcem stajesz się gdy rodzi ci się dziecko, niezależnie od tego czy to chłopiec czy dziewczynka. Koniec, kropka. Jako ojciec dwójki dzieci jestem dumny tak samo. Gdy rodziła się Córka byłem dumnym tatą dziewczynki. Gdy niespełna miesiąc temu urodził się Syn, stałem się dumnym tatą chłopca. I dziewczynki. Wciąż dumny tak samo ! Przyznając rację na powyższy cytat musiałbym wyrzec się tych 4 niesamowicie dobrych lat jakie spędziłem z Córką. Pokazać jej środkowy palec, powiedzieć, że to była tylko imitacja ojcostwa, bo wszystko co najlepsze będzie teraz, z synem. Głupie, prawda ? Dlatego też nie ruszają mnie te wszystkie gadki o graniu z synem w piłkę (bo np. będzie chciał abym zawiózł go na lekcję nowofalowego baletu), interesowaniu się samochodami (Córka robi to wyśmienicie, a jak Syn będzie chciał to też będzie fajnie i będzie nas trio na saabowych zlotach) czy też typowe męskie zajęcia jakie można robić jedynie z synem. Z politowaniem patrzę, gdy chodzę na spacery z Córką, gdy widzę wszystkich tych napuszonych ojców idących z synem, tak jakby nic innego dookoła się nie liczyło. Brakuje mi wtedy tylko koszulek i kubków z podobiznami dziecka. Wtedy byłoby już idealnie. Bardzo się cieszę, że w domu panuje równowaga płci (kolega Michał ładnie to określił gdy zadzwoniłem do niego z porodówki z wieścią o narodzinach dziecka: „Super!  Będą teraz w domu dwa siurki”, bardzo mi się to spodobało), że z Synem będziemy mieć tylko i wyłącznie swoje sprawy. Naprawdę ! Chłop chłopa zrozumie, wiadomo, ale to już inny wymiar i nie ten czas. Do bycia tatą dla swojego Syna nie będę podchodził z namaszczeniem. Będę jego najlepszym tatą na świecie, kochał go jak nikt inny na tym ziemskim padole, na nikogo tak jak na mnie nie będzie mógł w życiu liczyć (Córka tak samo, wiadomo samo przez się), ale nie dam się zwariować. Jestem dumnym tatą, to fakt. Dumnym tatą dwójki dzieci i każde cieszy mnie tak samo.

 

 

Posted Under
Bez kategorii
  • o0krysia0o

    Hejtu nie będzie – też jestem zdania, że dziecko to dziecko niezależnie od płci i duma JEST 🙂 (ale syna nie mam i… w sumie to nawet ojcem nie jestem)
    Ale wychwyciłam mimochodem coś pięknego z Twego tekstu – widzisz ojców na spacerach z dziećmi – i to jest super! Bo u nas wciąż widok taty z dziećmi budzi zdziwienie w stylu „ale o co chodzi?”

    • wpisofsernik

      To rzeczywiście nieciekawie. tu przynajmniej widok ojca z dzieckiem nikogo nie dziwi, jest wręcz rzeczą normalną 🙂

  • Pingback: Pierwszy rok z Synem – Na wolnym biegu()