Panna Intensywna i Kawaler Nieodkładalny, czyli co wyrasta z wymagających niemowląt

Niemowlęta powinny spać, jeść i wypróżniać się. A konkretniej: jeść mniej więcej przez kwadrans, po czym spać przez 3 godziny i budzić się radośnie kwiląc. Od czasu do czasu słyszę o takich dzieciach, znaczy się, że są, że gdzieś istnieją. Empirycznie jednak nigdy nie udało mi się tego sprawdzić, moje osobiste dzieci mają w nosie pewniki na temat niemowlęctwa i stawiają rzeczywistości większe wymagania.

Niemowlęctwo mojej córki upłynęło pod znakiem płytkiego snu, z którego potrafił ją wyrwać dźwięk otwieranej gdzieś w oddali lodówki czy odgłos kolczyków spadających na szafkę. Po czterdziestu minutach kołysania i dziesięciu minutach spania obudzona głośno GŁOŚNO manifestowała swoją obecność, obwieszczając wszem i wobec, że absolutnie ABSOLUTNIE nie może poczekać. Przyczyny intensywnego płaczu były trudne do ustalenia: chciała jeść, skoro najadła się nie tak dawno temu? było jej mokro?  – wszystkie te podstawowe hipotezy wydawały się chybotliwe i nieoczywiste, bo podstawowe potrzeby miała zaspokojone. Ewidentnie chciała czegoś więcej, a z czasem, gdy pierwszy niemowlęcy czas minął, okazało się, że intensywne i głośne przeżywanie rzeczywistości jest jej cechą dystynktywną. Choć niekoniecznie wadą – wyrosła z niej wrażliwa dziewczynka, która śpiewa, tańczy i NIEUSTANNIE rozmawia. Owszem, jest w niej skłonność do teatralnej przesady. Owszem, jest w niej żywotność, energia i ciekawość świata, która wymaga od rodzica nadążania za jej intensywnym charakterem.

Syn, trudno powiedzieć, co wyrośnie z syna – ten pierwszy czas wciąż dla nas trwa. Jedno jest pewne – póki co bardziej niż przeciętnie potrzebuje obecności mamy. Zdecydowanie potrafi się o nią głośno upomnieć, gdyby np mamie wydawało się, że jakimś cudem mogłaby być zbędna na krótki czas wzięcia prysznica czy przekąszenia szybkiego posiłku. Niezbędna i kropka. Syn jest zatem nieodkładalny, nie daje się oszukać żadnym zastępstwem i kwestię drzemek załatwia tylko w bardzo bezpośredniej bliskości. Słodkie to unieruchomienie, to fakt, małe ciałko, które tak ufnie się wtula, jest głęboko rozczulające. Ale fakt, że nie ma przebacz dla podstawowych potrzeb jest, co by tu nie mówić, trudny. Poddaję się temu stanowi jednak, kierując się maksymą whatever works i szukam optymalnych rozwiązań dla mojego dziecka.

Tak, miałam przeczucie, prosząc bliską koleżankę  (dzięki Natalia!) o to, by z warszawskich targów książki przywiozła mi Księgę wymagającego dziecka, Marthy i Williama Searsów. Ich własne High Need Baby, czwarta córka Hayden, jest dobrze znana nie tylko czytelnikom tej książki, ale i rodzicom praktykującym rodzicielstwo bliskości, bo wielokrotnie służyła im jako przykład rodzicielskiego wyzwania. Wymagające dziecko to wyzwanie nie lada – opieka nad nim to przekraczanie granic zmęczenia i dezorientacji. I, co by nie ukrywać, to nieustanna konfrontacja z obiegowymi opiniami na temat noworodka, o których wciąż przypominają wszyscy wokół. Nie śpi? A dziecko kuzynki/sąsiadki śpi tak słodko. Pewnie się nie najada. Masz mało mleka? Jak nie śpi w łóżeczku? Przyzwyczaisz go do tych rąk. Niech się wypłacze. Te „dobre rady” to chleb powszedni rodziców takich jak ja, słucha się ich z narastającą rezygnacją i frustracją.

Chcemy, żeby wszystkie niemowlęta były „łatwe” i wyjątkowo samodzielne. Czy dzieje się tak dlatego, że nikt nie ma już czasu na rodzicielstwo, czy też dlatego, że zapomnieliśmy, że potrzebowanie innych jest ważne (a nawet niezbędne)? Codziennie widzimy artykuły i programy w telewizji promujące „uczenie” sześciotygodniowych karmionych piersią niemowląt, żeby przesypiały noc; nowe gadżety stymulujące kontakt z rodzicem; oddawanie dziecka do żłobka; wczesne odstawianie od piersi – nie ma temu końca. Nic dziwnego, że coraz bardziej stajemy się społeczeństwem złożonym z gniewnych, uzależnionych i samotnych ludzi.

120_normTymczasem książka Searsów krzepi. Jest wspierająca na tak wielu różnych poziomach. Po pierwsze: obszernie punktuje i wyszczególnia cechy wymagającego dziecka i wynikające z nich dla rodzica trudności. Po drugie: zawiera liczne LICZNE przykłady wzięte z życia autorów i innych rodziców, które pozawalają zobaczyć własne wymagające dziecko na szerszym tle. Po trzecie: podsuwa pomysły dotyczące problemów z karmieniem i spaniem, ewentualnie sugeruje medyczne problemy, które mogą być przyczyną wzmożonego płaczu dziecka. Po czwarte: wspiera również matki – w obszernym rozdziale poświęconym wypaleniu rodzicielskim to matka na moment jest w centrum uwagi, co może pomóc przezwyciężać narastające frustracje. I wreszcie – last but not least – przedstawia wymagające dziecko na różnych etapach rozwoju. Tym samym staje się krzepiącą opowieścią o pożytkach z budowania więzi i rodzicielstwa bliskości, o niemowlętach z temperamentem i charakterem, z których wyrastają  fajne dzieci i mądre nastolatki. Patrzę na córkę i po kilku latach od jej niemowlęctwa nie mam wątpliwości, że z tego rozkrzyczanego, intensywnego dziecka wyrosła ciekawa świata, intensywna, mądra i wrażliwa dziewczynka. Patrzę na syna, nie mam daleko, bo śpi na moich kolanach i choć jeszcze nie wiem, co z niego wyrośnie – mam w sobie spokój, że noszenie i przytulanie, które tak bardzo jest mu potrzebne i które otrzymuje w nieograniczonych ilościach, zaprocentuje w przyszłości. To dobre uczucie. W tych wszystkich długich, samotnych godzinach spędzonych z noworodkiem na nieustającym karmieniu i przytulaniu książka Searsów jest jak balsam na moją duszę, który przypomina o pryncypiach.

Na zdjęciu autorka z córką, made by Łukasz / wpisofsernik.pl

Posted Under
Bez kategorii
  • Po pierwsze – pięknie wyglądasz i pięknie Cię Łukasz widzi!
    Po drugie – mit spokojnego, niepłaczącego, śpiącego noworodka jest okrutny dla młodych matek – można się nieźle rozczarować po urodzeniu! Co prawda moje dziewczynki były spokojne i mało płaczące pod warunkiem jednak, że były blisko mnie lub nieustannie bujane 😉
    Wytrwałości, cierpliwości i odłożenia na bok nieistotności 🙂 ściskam!

    • Krysiu, to było dawno – to zdjęcie. Miałam, przyznam, trochę nadziei, że tym razem będzie spokojniej, więc mimo doświadczenia uległam temu mitowi. A tu znów dziecko z charakterem, które kocha się właśnie takie, jakie jest. Masz rację, to przede wszystkim lekcja odłożenia na bok nieistotności.

  • margot

    szkoda, że tego tekstu nie przeczytała mama, która wyrzuciła dziecko przez okno, bo płakało :/ mnie za to pierwszy rozpieścił, spał gdzie się go połozyło itp, a drugi przez to przez pewien czas wzbudzał frustracje, że nic nie mogę zrobić, ale przeczytałam książkę Searsów i wyluzowałam 🙂

    • Myślę o tej kobiecie sporo w ostatnich dniach. To pewnie był ciężki, kliniczny przypadek depresji poporodowej, na który rodzina nie zareagowała wystarczająco. Bardzo tragiczna historia. Niemniej Searsowie powinni być aplikowani jak lekarstwo – w wielu codziennych frustracjach pomogliby bez wątpienia.

  • Podobają mi się Twoje przemyślenia. Podobne doświadczenie miałam z pierwszym synkiem i szukałam zrozumienia w literaturze typu ‚Macierzyństwo non-fiction’. Pisałam wtedy pamiętnik, a nie bloga, bo jak odnotowałam – „przynajmniej nie muszę martwić się o formę, bo literki mi skaczą przed oczyma”. Drugie dziecko to zawsze nadzieje (zresztą, każde dziecko) i oczekiwania, no ale cóż, dzieci mają swój własny charakter i temperament i chwała im za to. Inaczej życie byłoby nudne.

  • Moja córeczka reż cały czas domagała się mojej obecnosci i najchętniej cały czas przebywała na rękach. Ja przez to nie miałam czasu żeby coś zjeść czy skorzystać z toalety, nie mówiąc już o ogarnieciu domu. Kiedy komuś o tym mówiłam szukając porady słyszałam tylko że jestem bardzo niezorganizowana bo jak można nie mieć czasu z 4miesiecznyn dzieckiem. Przeciez ono prawie cały czas śpi. Że jak już teraz mam problemy to tylko moja wina i dopiero zobaczę jak mi da podpalić jak np zacznie chodzić. Teraz moja córa ma rok i ten problem zniknął. Potrafi zająć się czymś na tyle że ja mam czas chociaż na sprzatanie, gotowanie itp a czasem nawet chwilke dla siebie.
    Muszę zaopatrzyć się w tę ksiażkę

    • To jest też moje podwójne zresztą doświadczenie, niemożność pójścia do toalety i ogarnięcia domu. Czułam się bardzo zagubiona przy pierwszym dziecku, nie znalam tego pojęcia. Teraz widzę, że córka to wypisz wymaluj HNB. I syn rowniez ma sporo cech.I co najważniejsze, a co wynika z książki, mojego i twojego doświadczenia,, takie dzieci dają później mnóstwo radoosci i satysfakcji, choć ich niemowlęce cechy towarzyszą im przez życie. Z czasem łatwiej je zrozumieć.

  • marianna

    I ja mam wymagającą córkę, obecnie 6,5 miesięczną. Był czas (długi), że płakała przez większość dnia. Nawet noszenie niezbyt pomagało…jednak nosilismy, bujaliśmy-robiliśmy wszystko, żeby jej pomóc. Nadal robimy, tylko że teraz coraz częściej są dobre dni, łatwiej ukoić smuteczki. Często słyszę dobre rady typu „nie noś jej, nie zrobi się lżejsza”, „spróbuj odłożyć” itp. Wkurzam się, i tak robię po swojemu, ale odczuwam potrzebę tłumaczenia…Wg mnie nie powinno się wybierać, które z potrzeb dziecka należy zaspokoić, a które zwalczyć. To że inne mamy mają podobne doświadczenia dodaje mi otuchy. Książkę przeczytam😊

    • Tak, to bardzo pocieszające, ta wspólnota doświadczeń.

  • mnie to dopiero czeka za kilka dni. Póki co trwam w oczekiwaniu i tęsknocie. Nie wiem jaki będzie mój synek, przygotowujemy się z Mężem na różne ewentualności a i tak wiem, że nas zaskoczy i będzie zaskakiwał każdego dnia. Z moich aktualnych przemyśleń – wg mnie za bardzo wszystko rozkładamy na części pierwsze, dużo rozmawiam z moją Mamą, która jako matka 3 dzieci ma bardzo mądre, spokojne i kochające podejście do małych dzieci. I wiem, że chociaż nasza trójka (ja i moi bracia) daliśmy jej nieźle w kość to wychowała nas w pełnej miłości atmosferze. Myślę, że dużo pomogła jej Babcia, która wychowała 6 dzieci i wyznawała zasadę, że dziecko jest najważniejsze, trzeba z nim rozmawiać (od etapu brzuszka), przytulać, opowiadać mu wszystko i pozwalać mu na rozwój – nigdy nie zapomnę jak byłam mała (miałam może 5 lat) pomalowałam kredkami ścianę, Mama się zdenerwowała a Babcia stanęła w mojej obronie – „bo dziecko ma prawo do kreatywności” 🙂
    chyba po prostu trzeba kierować się instynktem a nie teoriami narzuconymi z góry przez mądre książki (tylko może wielu z nas przestało słuchać wewnętrznych głosów i intuicji, może przestaliśmy sobie ufać?) – każdy z nas jest przecież inny i każde dziecko potrzebuje czegoś innego:)

    • Pensjonarko, trzymam kciuki 🙂 Dobrego porodu i miłych zaskoczeń. Jakoś babcie tak mają, że mają więcej cierpliwości 😉

  • Jak dobrze to znam! Też sobie sprawiłam tą książkę 🙂 Po jej lekturze doszłam do wniosku, że mojemu dziecku bliżej do „aniołka” niż do niektórych hnb opisywanych w przykładach na końcu… Pierwsze dwa miesiące były tragicznym hardkorem, potem było coraz lepiej i teraz Junior ma prawie 10 miesięcy i jest rozkosznym chłopakiem 🙂