Dzień, w którym pękło mi serce

Dzień, w którym pękło mi serce

W rodzicielstwie, tak mi się wydaje, powinno co jakiś czas przychodzić do pełnego resetu własnych zachowań czy też sposobu podejścia do własnych dzieci. Taki hamulec bezpieczeństwa, zawór upustowy, który pozwoli szybko zatrzymać się aby móc nabrać kilka głębszych wdechów w płuca, rozejrzeć się dookoła i dostrzec rzeczy, które wcześniej bagatelizowaliśmy, nie zdając sobie sprawy jak ważne mogą być one dla naszych dzieci. Krótki postój, chwila na ustalenie priorytetów, a potem spokojnie ruszamy do przodu. Problem w tym, że czasem z pewnymi rzeczami jest już za późno

Taki hamulec załączył mi się wczoraj wieczorem. Dość późna pora, dzieci wykąpane, jedno przy cycku, drugie ogląda bajeczki, a przede mną masa rzeczy do zrobienia: szybkie ogarnięcie mieszkania, zebranie suchego prania, wyprasowanie się przed wyjazdem służbowym. Czas leci, w środku czuję narastające palące uczucie stresu plus poirytowanie. Nagle, z pokoju obok Córka pyta czy opowiem jej bajeczkę. Zwykłe, proste pytanie dziecka. Ja oczywiście pochłonięty swoimi sprawami, gdzieś pomiędzy składaniem bodziaków małego, a swoimi własnymi gaciami bez namysłu, nerwowo odpowiadam:

„Nie, nie opowiem Ci bajeczki. Nie mam czasu teraz. Połóż się do łóżka i wyciszaj, a ja przyjdę później”

Ucinam temat. Sprawa załatwiona. W pokoju obok cisza, ja nadal składam gacie, bodziaki i koszulki.

Jednak, po krótkiej chwili, może po pięciu minutach, przestaję. Uświadamiam sobie, że to pieprzone pranie nigdzie stąd nie ucieknie, będzie sobie wisiało i poczeka, a dziecko nie. Odkładam podkoszulkę i idę opowiedzieć Córce bajkę, bo się jej należy, bo to nasz rytuał. Bo bajka, opowiadana na dwa głosy z Córką, o Księżniczce Jagience, Misiu Lucjanie, Krysi oraz Bałwanku Olafie, którzy walczą ze złymi wilkami jest stałym punktem naszego wieczornego porządku. Idę bo to się teraz tylko liczy. Wchodzę do pokoju, a Córka już śpi. Zasnęła przez tę krótką chwilę, podczas której ja po prostu lekką ręką odtrąciłem jej prośbę o kilka wspólnie spędzonych minut. Usiadłem na łóżku, spojrzałem na nią i pękło mi serce. Zawsze wydawało mi się, że do tego trzeba czegoś wielkiego, jakiegoś tragicznego wydarzenia, które porusza miliony ludzi. Nie. Wystarczy raz zawieść dziecięcą potrzebą bycia blisko z tatą. To wszystko. Poczucie winy i ogromne wyrzuty sumienia towarzyszyły mi przez cały dwudniowy pobyt poza domem w pracy. No bo co sobie myślała zaraz przed snem ? Tego się nie dowiem. Wiem jednak to, że porzucenie swoich spraw na potrzeby dziecka powinno przychodzić o wiele łatwiej, nie powinno być przymusem, a wręcz przeciwnie.

Wiem, że wyolbrzymiam, że Córka pewnie o tym długo pamiętać nie będzie. Tak to sobie tłumaczę choć wiem, że jest zupełnie inaczej. Lekarstwem na to było spotkanie moich dziewczyn (i chłopaka, który nadal nie ogarnia co się dookoła niego dzieje) na placu zabaw. Córka wyśledziła mnie z 20 metrów i wystrzeliła jak strzała w moim kierunku. Rzuciła się na moją szyję i gdy tak śmiała się to pomyślałem, że chyba będzie już ok. Przynajmniej ja będę starał się aby tak było i będę częściej zatrzymywać się w tym moim pędzie aby nie przejechać przez to jej dzieciństwo zbyt szybko.

Posted Under
Bez kategorii
  • o0krysia0o

    Cudnie wzruszające!
    Mam dokładnie to samo i non toper muszę sobie dawać z liścia by nie padło „nie teraz!, później” i by być i słuchać tu i teraz
    uŚciski!

  • wpisofsernik

    Właśnie ! i to wcale nie jest takie proste jak mogłoby się nam wydawać. Trzeba być naprawdę czujnym aby nie strzelic kolejnym tekstem typu „później” itd.