Uważność okołoporodowa

Każdy z Was widział wcześniej rodzynkę, ale nikt z Was nie widział tej rodzynki. W ten sposób Nancy Bardacke, położna, matka i babcia, autorka programu Mindful Childbirth i książki Mindful Birthing rozpoczyna… swój kurs dla rodziców przygotowujących się do urodzin dziecka. Co ma wspólnego rodzynka z porodem? Otóż, niby niewiele, a jednak pozwala ćwiczyć koncentrację na teraźniejszości, która może okazać się pomocna w dobrym przeżycia porodu.

Zdaniem Bardacke ciąża, poród i rodzicielstwo w ogóle to sekwencja wydarzeń nieprzewidzianych, a przez to bardzo stresujących. Trudno podważyć jej opinię. Z tego wszystkiego, co wiemy, słyszymy lub spodziewamy się po porodzie układamy sobie w głowie nie tylko plan porodu, ale i wyimaginowany projekt naszego dziecka, które to – jak wiadomo – nie muszą mieć i najczęściej nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością. Uważność, która pozwala przyjąć okołoporodową  i rodzicielską rzeczywistość taką jaką jest, staje się antidotum dla nieustannego projektowania i planowania, dla nadmiernej potrzeby kontroli. Bardacke proponuje miks praktyk medytacyjnych, jogi i uważności, by nauczyć rodziców in spe koncentracji na teraźniejszości, która w sytuacji porodu niejednym może zaskoczyć.

Do czego te lekcje prowadzą? Do zwiększenia świadomości rodzącej i płynięcia z nurtem wydarzeń. Do korzystania z intuicji ciała i unikania niepotrzebnej medykalizacji porodu.

Czytam właśnie Mundrą Sylwii Szwed, zapis rozmów z czterema pokoleniami polskich położnych. Różni je praktycznie wszystko: warunki, w których się uczyły i pracowały oraz podejście do zawodu. Niektóre z nich mają doświadczenia pracy za granicą: dobrze opłacanej i poważanej w krajach skandynawskich czy też misyjnej, wykraczającej poza kompetencje położnej w Afryce. Ta konfrontacja realiów polskich i niepolskich wzmaga poczucie, że mimo że ból jest uniwersalny, to odczuwanie / przeżywanie porodu jest doświadczeniem kulturowym, uzależnionym od czasów i miejsca, w którym żyjemy. Przykład? Cesarka na życzenie, która w Polsce jest załatwiana „zakulisowo” i bez względu na komplikacje bywa synonimem luksusu, w Danii przodującej w porodach domowych byłaby nie do pomyślenia.

Wśród rodziców zainteresowanych prowadzonymi przez Nancy Bardacke programami – oprócz rodziców in spe – zdarzają się doświadczeni rodzice, którzy podczas wcześniejszego porody doświadczyli przesadnej ingerencji personelu medycznego. Łatwo się poddać sugestii, że coś trzeba, czego – jak wynika z rozmów Szwed – świadome są także polskie położne. Niektóre z nich, ustawione w pozycji rodzącej, doświadczały bezradności wobec dobrze im znanego na co dzień personelu.

Tymczasem dobry poród to taki, w którym rodząca jest świadoma, co dzieje się z jej ciałem i ma – przynajmniej częściowe – poczucie sprawstwa. Dzieje się tak, gdy rodzi w miejscu, w którym ma poczucie bezpieczeństwa, ufa swojej intuicji i ma oparcie w osobach, które jej towarzyszą. Pewnie idealny byłyby ku temu dom, w którym jeszcze do lat sześćdziesiątych nasze babki rodziły dzieci i nie budziło to specjalnego zdziwienia. Proces, który prowadził do „uszpitalnienia” porodów, wspierała możliwość odpoczynku po porodzie, namiastki luksusu m.in. dla kobiet, które ciężko pracowały w polu. Lata osiemdziesiąte przyniosły kulminację „totalitarnych” porodów szpitalnych, w których rodząca nie miała nic do powiedzenia, a na sali porodowej i poporodowej panował prymat antyseptyczności, który pozwalał na rozdzielanie matek i noworodków, zakaz wizyt, długie przebywanie w szpitalu etc. To doświadczenie naszych matek. Teraz rodzi się już inaczej – choć pewnie jesteśmy w rozkroku pomiędzy medykalizacją porodu a możliwością aktywnego wpływania na przebieg porodu przez rodzącą.

Jak w tym rozkroku pozwolić sobie uważnie przeżyć poród? Nie znam wszystkich pomysłów Bardacke, ale bazując na lekturach, przemyśleniach i własnym doświadczeniu, ujęłabym to następująco:

Po pierwsze: Wiedzieć dużo, ale mało planować. Poród jest doświadczeniem totalnym i granicznym (na granicy fizjologii i patologii, na granicy życia i śmierci mówią Sylwii Szwed położne), nie da się go przewidzieć, przećwiczyć.

Po drugie: Znaleźć balans pomiędzy asertywnością (bo mało skuteczna jest postawa roszczeniowa) a bezradnością (w której wszystkie decyzje zapadają ponad rodzącą).

Po trzecie: Zaufać temu, co się wydarza. Pozwolić sobie utracić kontrolę, a jednocześnie aktywnie uczestniczyć w porodzie. Jest to możliwe, gdy ma się dobry kontakt z własnym ciałem i gdy czuje się bezpiecznie w miejscu, w którym się rodzi. I z ludźmi, z którymi się rodzi. Jest taki moment, zwany przez położne kryzysem 7 centymetra, gdy kobieta jest przekonana, że nie da rady i czuje się wtedy jak ranna samica. Nie wygląda się wtedy estetycznie, ale cóż, totalnie przekracza się pewną granicę,

Po czwarte: Przygotować się psychicznie na ból. Ból jest nieunikniony, wiadomo, można go łagodzić farmakologicznymi i niefamakologicznymi sposobami tj m.in. masażami, ciepłą kąpielą, muzyką. Ale oczywista w sumie świadomość, że ból porodowy jest dobrym bólem, zwiastującym przyjście nowego dziecka może pomóc się z nim uporać. W najitensywniejszych bólach próbowałam koncentrować swoją myśl nie na tym jak boli, ale na tym, że właśnie pomagam mojemu dziecku się urodzić.Przynosiło ulgę. Ulgę przynosiła również koncentracja na upływającym czasie –  bo obiektywnie fala skurczu trwa tylko chwilę, choć gdy jej doświadczamy – całą wieczność.

Po piąte i kto wie, czy nie najtrudniejsze. Uważny poród może być początkiem przygody z uważnym rodzicielstwem. Wyczerpującym, ale i  satysfakcjonującym, nieidealnym, pozbawionym planu i otwartym na teraźniejszość, które, cóż, w codziennej praktyce jest nie lada wyczynem.

Posted Under
Bez kategorii
  • Uważność jest przydatna we wszystkich aspektach naszego życia. Nie jest to łatwe, ale warto praktykować.