Proste sztuczki

Proste sztuczki

Żyjemy. Długa przerwa w nadawaniu spowodowana była brakiem czasu, ale nie takim brakiem czasu na wymówkę, bo się nie chce pisać. Nie. Ten brak czasu to soczyste i bezkompromisowe zagubienie się gdzieś pomiędzy ostrym zapierdalaniem w pracy (ponad standardy wyznaczone już w starożytnym Egipcie dla niewolników), a często nieudolne próby bycia ojcem dwójki dzieci, gdzie styrany po pracy próbowałem pomagać Marcie przy dzieciach. Z różnym skutkiem niestety. Ale to w sumie tylko lipiec, który na szczęście się skończył.

Wspomniany lipiec był dla mnie miesiącem, do którego zbytnio wracać nie chcę, bo za wiele nie pamiętam. Zlał się on dla mnie w jedną wielką masę pracy, krótkiego snu oraz pomaganiu Marcie przy dzieciach (choć słowo pomaganie jest akurat tu nad wyrost). Szczęśliwie przyjechała teściowa, która zajmowała się Córką gdy Marta radziła sobie z Synem. Teściowa szczęśliwie przyjechała i szczęśliwie po 2 tygodniach pojechała, a my dalej to samo – praca, praca, o mamy dzieci!, praca. Sernika człowiek nawet nie miał czasu upiec. Z racji tego braku czasu Marta moja wyjechała z dziećmi do moich rodziców na wieś na całe dwa tygodnie. W weekendy ich odwiedzałem. I taki jeden dzień spędzony z Córką gdzieś pośród dojrzewających łanów zbóż był dla mnie oczyszczeniem z całego tego stresu, niepotrzebnych zmartwień. Jakbym nagle wszedł do rzeki, rzeki zboża (metafora taka), która zmyła ze mnie cały ten syf i brud. Odrodzenie. Wziąłem Córkę na barana i jak dwa dzieciaki weszliśmy w pole i szliśmy na wprost siebie. Nieważne, że nogi pocięte, że słońce grzeje, że z pobliskiego pola wali gnojem. Wszystko to nieważne gdy idziesz przez pole i opowiadasz swojemu dziecku o zbożu, po co jest, jakie są jego rodzaje i co się z nimi robi. Pokazywałem jej proste sztuczki ze źdźbłami zbóż, pokazywałem jak grać na źdźble trawy., O dziwo dziecko słucha, pyta i się uczy. Tydzień później, gdy przyjechałem po moją ekipę do rodziców znów zabrałem Córkę na polną drogę, drogę pomiędzy kukurydzą, a zbożem. I tym razem Ona opowiadała mi, a ja słuchałem. Nagle, Córka weszła w pole i po chwili wróciła z kłosem pszenicy. Wzięła je w dłonie, potarła tak jak jej pokazywałem tydzień wcześniej, dmuchnęła aby pozbyć się słomy i pokazała mi ziarna. Prosty gest. A ja już dawno nie czułem takiej dumy z bycia ojcem.

Marta i dzieciaki są u dziadków w Białymstoku. Upał niemiłosierny. W sobotę blisko 40st w cieniu. Wstaliśmy wcześnie rano i trasę do B-stoku pyknęliśmy w 5 i pół godziny. Mogę śmiało powiedzieć, że był to sukces całej naszej czwórki. I saabiny oczywiście.