Stary (nie)porządek

Stary (nie)porządek

Rodzina w komplecie. W końcu ! Przyjechaliśmy wczoraj, ale wszyscy (oprócz Córki, ale o tym później) zmęczeni, że nie było czasu nawet na szybką notkę. Dobrze jest mieć całą swoją ekipę już w domu. W mieszkaniu w końcu panuje stary (nie)porządek, tak jak powinno to być przez cały czas. Można cieszyć się sobą, można trochę się sobą zdenerwować, ale najważniejsze że na własnych śmieciach. Zanim jednak pojawiliśmy się w domu spędziliśmy naprawdę dobry weekend na Podlasiu, niedaleko białoruskiej granicy.

W piątek, zaraz po pracy ruszyłem do Białegostoku. Podróż niezbyt szybka jak się okazało (warszawskie korki i koszmar Marek), ale na pewno bardzo miła z powodu towarzystwa. Zameldowałem się u teściów dość późno, zmęczony. Szybki rzut okiem na śpiące dzieciaki, każde rozwalone na innym łóżku, a potem szybko we własne kimono. Plan na sobotę rysował się bardzo przejrzyście – jedziemy na rodzinną działkę gdzie jest dom, cisza i spokój (kojarzycie taką miejscówkę jak Królowy Most?) i tam relaks. A Córka będzie miała nie zadanie – posadzi swoje pierwsze drzewka. Dla siebie i dla braciszka. Niesamowite jak dziecko może się w taką akcję wkręcić. W jej przypadku było to bezgraniczne. Sadziła swoje drzewko całą sobą. Sama kopała kompost, sama przynosiła go w wiaderku i sama podlewała swoją konewką. Jej entuzjazm udzielił się wszystkim. Potem posadziła drzewka dla braciszka. Przy okazji uwaliła się i zmoczyła się niemiłosiernie. Wszystko to nic. Widok rozpromienionej buzi Córki zostanie nam długo w pamięci. Cała sobota upłynęła na totalnym relaksie.

Niedziela podobnie z tym wyjątkiem, że pojechaliśmy zwiedzać lasy państwowe niedaleko granicy z Białorusią. Słońce jednak zbyt doskwierało i nie szturmowaliśmy zbytnio tego miejsca. Po powrocie udało nam się z Martą wyrwać do kina. Dzieciaki zostały z teściami, a my do kina. Dawno nie byliśmy wspólnie w kinie. Nieważny nawet film (nowy W. Allen – ogólnie średni). Ogarnąłem jeszcze sklep z piwem, tak na wyjazd na urlop.

W poniedziałek powrót. Wyjazd rano aby nie jechać upale. I tu ciekawostka mała: Syn spał prawie całą drogę, miał tylko przerwy na jedzenie. Natomiast Córka od momentu pobudki czyli ok 7:30 rano aż do momentu snu (około 22) nie zamilkła ani na chwilę. Cały dzień jak nakręcona katarynka nawijała, biegała i śpiewała (uskuteczniamy musicale – Ona mówi coś do nas śpiewając, a my również śpiewając jej odpowiadamy, taka zabawa). Zasnęła zanim zdążyłem dokończyć zdanie „dawno dawno temu, za górami za lasami…”

 

Posted Under
Bez kategorii