Uważne rodzicielstwo. Trzy proste nawyki

Wyobraźcie sobie piękny, jesienny, słoneczny dzień. Wolny, choć nie do końca, bo mąż w pracy, więc sama z dwójką. Jestem niekoniecznie w dobrej formie, trochę zmęczona, trochę chora. Mimo to szkoda marnować takiego dnia w domu, więc szykujemy się na spacer. Który mógłby być fantastyczny, ale taki nie jest. Ubrani trochę za ciepło, co przy chuście ma zasadnicze znaczenie, przegrzewamy się więc i w miarę upływu czasu staje się to nie do wytrzymania. Córkę rozsadza energia i wykorzystuje spacer z naddatkiem, z sobie charakterystyczną intensywnością. Zbiera za dużo kasztanów, których nie da rady później nieść. Płacze, ale nie chce się z nim rozstać. Znajdujemy kompromis, pomagam jej je nieść napychając sobie kieszenie. Ja z kolei jestem obciążona nie tylko coraz bardziej miotającym się w chuście dzieckiem, ale i zakupami, które musieliśmy zrobić przy okazji. Gdy córka szaleje na placu, oczekuje wspólnej i dłuższej zabawy, a mnie trudno sprostać jej potrzebom. Gdy wydaje się, że jej energia nie ma końca, moja cierpliwość ma granice. O spięcie więc nie trudno.

Co tu kryć, to w pewnym sensie typowa rodzicielska sytuacja, w której rządzą nami pośpiech, przeciążenie i różne, najczęściej sprzeczne cele. To idealny moment, by małymi kroczkami zacząć wdrażać uważne rodzicielstwo.

Praktyka uważności – co z całą mocą chciałabym zaznaczyć – to coś więcej niż idealny, nieco infantylny obrazek, w którym cieszymy się piękną pogodą i celebrujemy teraźniejszość. Przypomina raczej powolne, sukcesywne kształtowanie dobrych reakcji i rozszerzanie własnego pola widzenia. Czy działa? U mnie tak.

Uspokój się, słuchaj i bądź wdzięczny

Kirsten Race, autorka książki Mindful Parenting, psycholożka i – co ważne – mama, która na co dzień wykorzystuje praktyki mindfulness zarówno w swojej zawodowej pracy z dziećmi, jak i we własnym domu, proponuje zacząć od małych kroczków. Bardzo przypadły mi do gustu jej pomysły i myślę, że nie ten jeden raz będę do nich wracać. Na razie wybieram te najprostsze, kluczowe. W swoim TED-owym wystąpieniu Race obrazowo opisuje własne potyczki w mierzeniu się z rodzicielstwem, które zaprowadziły ją w stronę uważności. Wspiera przy tym swoje obserwacje wiedzą o budowie mózgu i reakcją na stres, w tym stres chroniczny. Alternatywą dla działania w stresie jest właśnie uważność.Według badań trwająca rok praktyka mindfulness podjęta przez rodziców, na tyle znacząco wpłynęła na dzieci, że te zaczęły być mniej agresywne i miały lepsze relacje z rówieśnikami czy rodzeństwem. Dla samych dzieci natomiast pożytki z uważności to m.in. lepsza koncentracja i umiejętność regulowania emocji. Jej sugestie są proste, najprostsze, nie odkrywają Ameryki, ale porządkują pewne kwestie, z którymi.

Po pierwsze: oddychaj świadomie.

Nawet krótkotrwałe skupienie uwagi na oddechu pozwala opanować intensywną reakcję mózgu na stres. Race postuluje, by w chwilach stresu zaproponować sobie i dzieciom (ma tu na myśli przynajmniej czterolatki) trzy głębokie oddechy.  Tyle wystarczy, by opanować potrzebę gwałtowniejszej reakcji. Testujemy z córką i okazuje się, że naprawdę wystarczy. Moje intensywne, skłonne do aktorskiej przesady dziecko uspokaja się, a w sytuacjach spornych ja również wykorzystuję tę chwilę, by zareagować spokojniej.

Po drugie: słuchaj uważnie.

Mindful listening, czyli uważne słuchanie to drugi z jej pomysłów. Wsłuchiwanie się przez minutę w otaczające nas odgłosy jest jednym z lepszych i prostszych zabiegów, które można praktykować wspólnie z dzieckiem. Próbujemy z córką i rozszerzamy pomysł, zwracając uwagę nie tylko na dźwięki, ale i inne zmysłowe wrażenia. Zabawa nas wciąga, m.in. dlatego że z mojej córki jest fantastyczna mała nauczycielka uważności, którą fascynuje wszystko: mokre ślady po wyjściu z kałuży na chodniku czy kolor jesiennych liści. Oczywiście – z jej entuzjastycznym podejściem do niemal wszystkiego bywa mi w praktyce różnie, bo spieszę się, jestem zmęczona czy miewam dość. Ale staram się je doceniać i być jej wdzięcznym za to, czego mnie uczy.

Po trzecie: okaż wdzięczność.

No właśnie, wdzięczność. Korzystając z dokonań psychologii pozytywnej Race zwraca uwagę, że konstrukcja naszego mózgu pozwala łatwiej nam wyłapać negatywne bodźce niż pozytywne. Docenianie pozytywów to lekcja, która uczy nas wyłapywać pozytywne bodźce. Dzieci być może nie trzeba tego specjalnie uczyć, ale można wspierać ten proces, uruchomiając kindness jar, czyli słój wdzięczności. Idea jest prosta, każdy z domowników ma własny kolor kartki i gdy przyłapie się go na dobrym uczynku, dorzuca się karteczkę w jego kolorze z informacją dotyczącą aktu wdzięczności. Przy młodszych dzieciach można wykorzystać różne kolory piłeczek czy cukierków. Czy działa, nie wiem, bo jeszcze nie próbowałam, ale brzmi zachęcająco. Od rodziców zależy co można zrobić z taką wiedzą, czy prowadzi ona do jakichś gratyfikacji czy po prostu jest okazją do wspólnej rodzinnej rozmowy podsumowującą „dobre uczynki”.

Te trzy krótkie nawyki nie kosztują dużo, a mogą zmienić rodzicielstwo na lepsze. Oczywiście każdemu wedle potrzeb. Mojej intensywnej córce najbardziej przydają się ćwiczenia z oddychaniem. Szczerze mówią, gdy przytłacza mnie nadmiar dziecięcych bodźców, mnie też się one przydają. I przypuszczam, że nie jestem w tym odosobniona. A nasz nieidealny spacer? No cóż, mógłby być lepszy, ale dzięki tym kilku prostym technikom był mimo wszystko całkiem udany.

Źródło zdjęcia: klik

Posted Under
Bez kategorii
  • Podoba mi się pomysł ‚kindness jar’, szczególnie, że jest podsumowywaniem tych pozytywnych uczynków, a nie napiętnowaniem tego, co nam się nie podobało. Muszę spróbować 🙂 Ostatnio też zaczęłam ćwiczyć uważność z moim 3-latkiem i… oddechy nawet wychodzą i pomagają! Planuję też zacząć kontemplację tych małych, codziennych rzeczy, np. jedzenia czy choćby koloru liści na drzewach. Dam znać, jak wychodzi 😉

    • Właśnie te podsumowujące metody są fajne. Nie chodzi przecież o to, by dziecko na wyścigi realizowało dobre uczynki, żeby przypodobać się mamie. Oddechy są suuper! Tyle razy nam już pomagały 🙂 Czekam na wieści jak wychodzi kontemplacja 🙂

    • Właśnie te podsumowujące metody są fajne. Nie chodzi przecież o to, by dziecko na wyścigi realizowało dobre uczynki, żeby przypodobać się mamie. Oddechy są suuper! Tyle razy nam już pomagały 🙂 Czekam na wieści jak wychodzi kontemplacja 🙂

  • Chyba czas zaopatrzyć się w słoik 🙂

  • Chyba czas zaopatrzyć się w słoik 🙂

  • Kurczę, ale fajne. Na pewno spróbuję wcielić to w życie.

  • Kurczę, ale fajne. Na pewno spróbuję wcielić to w życie.