Półgodzina

/home/wpcom/public_html/wp-content/blogs.dir/fe3/71976366/files/2015/01/img_2014.jpg

Białystok to ogólnie fajne miasto. Ogarniam je już całkiem nieźle, zwłaszcza autem. I tak jak nie mam problemów z topografią, to parkowanie w mieście jest dla mnie zawsze niezłą kombinacją i nie mówię tu o samym manewrowaniu. Chodzi mi o system płatności, który delikatnie mówiąc jest zabawny. Pojechaliśmy z Martą do lekarza, w drodze powrotnej chcieliśmy wstąpić do księgarni i na kawę. I tu pojawił się problem, bo nie mieliśmy ze sobą biletów parkingowych. Nie takich z automatu, o nie nie nie. W Białymstoku kupuje się druczki i skreśla się na nich czas parkowania. My ich nie mieliśmy więc wbiłem się autem w wolne miejsce i z buta, w lekkim deszczu, ruszyłem do kiosku. Nie mieliśmy też długopisu aby skreślać te druczki, postanowiłem kupić też długopis w kiosku. Tam dowiedziałem się, że talony na postój (moja własna nazwa (r) ) znaju, ale nie maju. Mają je natomiast za rogiem w „Barze Słonecznym” gdzie znajduje się punkt sprzedaży, do którego niezwłocznie się udałem. Od progu przywitał mnie pomieszany zapach zupy ogórkowej z drugim daniem, którego na węch nie udało mi się rozpoznać. W rogu, za szybką miła pani o blond włosach powiedziała, że talonów postojowych nie mają, bo im nie dowieźli. Fak. Nic to, wracam w tym narastającym deszczu do auta. Marta siedzi za zaparowanymi szybami bo mnie tyle nie było, że zdążyła nachuchać. Mówię jej, że biletów nie ma. Zmartwiona już się poddała, że książki i kawy nie będzie. „Ni chuja !! ” powiedziałem sobie w myślach i zamiast do domu skręciłem w drugą stronę szukać druczków. W końcu jest – kiosk na rogu. Tam muszą być ! Ruszam szybkim krokiem, pytam panią czy są druczki i słyszę, że tak. O radości, nieskończona chwilo trwaj !! Druczki są, ale półgodzinne. Jebać to! „Dwa poproszę i do tego ołówek, taki zwykły do skreślania” mówię zadowolony. „Ale ten ołówek niezatemperowany jest” słyszę w odpowiedzi. I tu zapada niezręczna cisza, bo ja nie do końca ogarniam usłyszane przed chwilą słowa, a pani sprzedawczyni myśli, że się namyślam. „Wezmę zatem długopis” odpowiedziałem w końcu. „Zatemperowany” pomyślałem, ale już nie chciałem być niemiły. W końcu postawiliśmy auto w centrum, skreśliłem bilet i poszliśmy do księgarni. Marta kupiła książkę, a potem poszliśmy na kawę. Ściągnęliśmy kurtki, usiedliśmy i zamówiliśmy. Ja wstałem, ubrałem kurtkę i poszedłem do auta, bo druczek półgodzinny się kończył i musiałem wypisać nowy. Wróciłem, poczekaliśmy na zamówienie spokojnie. Pogadaliśmy o pierdołach, szybko wypiliśmy co było do wypicia i wyszliśmy bo kończył się drugi talon na postój. Ubaw po pachy, zwłaszcza w deszczowe, styczniowe popołudnie.

Dziś jeszcze zrobiłem sernik. Wjedzie jutro na śniadanie, w sam raz przez wyjazdem do domu.

Posted Under
Bez kategorii