Saab 900 LPT.

Saab 900 LPT

O tym, że jestem motoryzacyjnym fanem (Marta nie raz powtarzała, że bardziej wariatem) wiadomo nie od dziś. Nie od dziś wiadomo także, że marką samochodową, która bezgranicznie mną zawładnęła jest Saab. Pisałem o tym nie raz. Nasza „Saabinka” jak ją pieszczotliwie nazywa Córka, jest nieodłącznym członkiem naszej rodziny. Dbam o nią, czasem aż za bardzo. Uwielbiam to auto. Za wygląd, za ogromny komfort podróżowania jaki nam oferuje, za bezpieczeństwo oraz dynamikę jazdy. Wszystko to połączone jest z niesamowitą historią tej szwedzkiej marki oraz jej ideologią projektowania i myślenia o motoryzacji. Dla mnie ikoną oraz legendą tej marki zawsze pozostanie model 900, potocznie zwany „krokodylem”. 900tka, odkąd interesuję się motoryzacją, była moim motoryzacyjnym marzeniem. Mieć saaba dla rodziny oraz „krokodyla” dla dla siebie i wspólnych wypadów na spoty, wydawało mi się już rzeczą nierealną. A jednak, nic bardziej mylnego.

Kupiłem wymarzonego Krokodyla. Mało tego, kupiłem w wersji coupe, turbo (dokładnie Saab 900 LPT, czyli soft turbo), w kolorze rubinowym.Wszystko to wydarzyło się w sposób nieoczekiwany kilka tygodni temu. Zanim jednak napiszę o tym wszystkim, cofnijmy się w czasie aż do pierwszego dnia wiosny, roku 2015 a.d. kiedy to byłem bliski kupienia pięknego „kroko”, jednak spóźniłem się o włos z telefonem i auto odjechało mi spod nosa z piskiem opon. Wtedy to, niemal płacząc, powiedziałem sobie, że jeśli nadarzy się podobna okazja nie będę się długo zastanawiał. A jednak, gdy dzień ten nastąpił, zawahałem się.

Cała historia wydarzyła się w weekend, kiedy to w piątek po południu kolega mój (który jeździ krokodylami i zna się na rzeczy) zadzwonił do mnie z informacją, że jego znajomy ma na sprzedaż saaba 900.

„Auto ciekawe, do zrobienia blacharka, ale mechanicznie dobre, z fajnymi gadżetami” – mniej więcej tak powiedział.

Z góry założyłem, że nie kupię drugiego auta, bo Saabina ostatnio dostała trochę nowych części i zapas gotówki na auto się uszczuplił. Wróciłem do domu i gdzieś między słowami wspomniałem Marcie:

„Wiesz, śmieszna sprawa dzisiaj się wydarzyła. Zadzwonił kolega, że jest fajny krokodyl do sprzedania”.

Marta oczywiście wiedziała od razu co to znaczy. Po niecałej godzinie rozmawiałem już z właścicielem dopytując go o szczegóły i targując ewentualną ceną. Umówiłem się na niedzielę na oględziny. I tu muszę powiedzieć, że czas od piątkowego popołudnia do niedzieli był dla mnie psychiczną męczarnią.

Sobota.

Myśli biły mi się w głowie, prowadziłem ożywione dyskusje z Martą próbując wytłumaczyć jej, że tak, to totalny bezsens z tym autem, że w ogólne go nie potrzebujemy, że tylko dodatkowe zmartwienie, koszty, dwójka dzieci na głowie, Córka niedługo na studia idzie i trzeba jej książki kupić, psa chcieliśmy kiedyś kupić (takiego niedużego, ale pociesznego dla dzieci), ale to przecież saab 900, auto marzeń, w którym całą rodziną będziemy jeździć na spoty i zloty i będzie cudownie, saabowa rodzina w trasie i tylko to się liczy. Nie uwierzyła mi do końca. Zostałem sam na sam z moim sumieniem. Sumieniem ojca dwójki dzieci, głowca rodziny. Egoisty, który ma motoryzacyjne „widzimisię”.

Niedziela.

Dzień oględzin. Wyrzuty sumienia i istne MMA myśli nie dają mi spokoju. Wiem, że droga do kolesia od auta i oględziny oraz sama decyzja będzie dla mnie trudna, bardzo trudna. W międzyczasie jedziemy całą rodzinną ekipą szukać stroju na Dzień Dyni dla Córki do przedszkola. Rzucam po drodze do Marty, że może byśmy pojechali po drodze obejrzeć to auto. Nie odpowiada mi konkretnie, widzę że ta dynia siedzi jej w głowie. Ok, stroju dla Córki nie było, jedziemy do domu. I tu Marta nagle mówi mi abyśmy jechali obejrzeć to auto. Kamień spada mi z serca. Krzyczeć mi się chce w podziękowaniach. Jedziemy. Auto stoi, fajne jest. Trochę pordzewiałe (nadkola, wiadomo), na szczęście podłoga i podłużnice całe czyli bardzo dobrze. Walnięty błotnik, do zrobienia. Córka biega już dookoła, Marta z Synem w chuście ogląda auto i mówi, że fajne (wiadomo !). Marta wraca do Saabiny, a ja jadę na przejażdżkę. I od pierwszego odpalenia, od pierwszych dźwięków silnika i warczenia wydechu wiem, że jest to miłość. Auto prowadzi się super jak na pojazd wiekiem równym do wieku naszej niani. Przyśpiesza, skręca, hamuje. Turbo ciągnie, czuć to od razu. We wnętrzu coś stuka, skrzypi i hałasuje. Pomimo tego że moje natręctwa w innym aucie dałyby już o sobie znać i musiałbym sprawdzić każdy nieporządany dźwięk z osobna, nie dbam o to. Jadę krokodylem ! Na miejscu decyzja zapada szybko – kupuję. Cena uzgodniona, bardzo dobra. Do tego cała masa dodatkowych części plus gadżety w postaci dodatkowych wskaźników ładowania akumulatora, ciśnienia oleju oraz temperatury (rarytas, wiara się o to zabija ponoć). Właściciel dzwoni do kogoś kto miał przyjechać po to auto aby odwołać umówione spotkanie. To byłem ja, sprzed tych kilku miesięcy jadąc po czarne coupe.

Saab 900 LPT
Saab 900 LPT

Z całej tej historii największą radość i dumę sprawiła mi Marta, która wiedziała w jak wielkiej rozterce jestem i w kulminacyjnym momencie, kiedy to wszystkie moje myśli i obawy wskazywały na to, że sprawa jest już przesądzona na moją niekorzyść, pojechała ze mną oglądać to auto. Była dla mnie niewypowiedzianym wsparciem, bez niej zapewne bym tego auta nie kupił. Jestem jej za to ogromnie wdzięczny.

Saab 900 LPT
Saab 900 LPT

I tak oto zaczyna się projekt „Krokodyl”, który pewnie potrwa kilka lat. Auto jak na swój rocznik (’93) nieźle wyposażone: abs, wspomaganie, elektryczne lusterka, elektryczne szyby, elektryczny szyberdach, klimatyzacja, podgrzewane fotele. Silnik 2.0 wersja LPT (low pressure turbo) 145KM. Na pierwszy rzut do roboty idzie blacharka i lakier. To w przyszłym roku.

Saab 900 LPT
Saab 900 LPT

W międzyczasie posprawdzam sobie silnik, naprawię ewentualne usterki. Na przyszły rok planuję też wskrzesić wszelkie niedziałające elementy. W późniejszych planach przerobienie soft turbo na pełnokrwiste turbo oraz kilka innych modyfikacji. Jest sporo pracy, co najmniej na kilka lat. O postępach oczywiście będzie opisywane na blogu. Nie mogę się doczekać !

Ps – Fuck’n yeah !

Posted Under
Bez kategorii
  • Hahaha – mistrz, mistrz, mistrz! Brawo Łukasz! Przybijam z całej epy gratulacyjną piąteczkę 😀 Ale jest niezłe z tego Saaba retro-bydle! Już nie mogę doczekać się jazdy próbnej!

  • wpisofsernik

    Dzięki Michale ! Pięknie to ująłeś – retro bydle 🙂 Auto stoi pod blokiem, zapraszam na cruising ;D