A co pożera Twój czas?

Z ogromną uwagą śledziłam eksperyment Kasi, autorki bardzo inspirującego bloga Ograniczam się dotyczący tygodnia bez tv.  Jej wyzwanie już się zakończyło, możecie prześledzić częstsze wzloty i rzadsze upadki autorki na jej blogu i fejsbuku, polecam. Jestem w tej dziedzinie starą wyjadaczką, bez telewizora żyję od kilku ładnych lat, bardzo sobie chwaląc ten stan i dostrzegając więcej zalet niż wad. Ale, cóż, wcale nie oznacza to, że w dziedzinie marnotrawienia czasu mam na koncie same sukcesy.

Radość pierwsza. Selekcja złych wiadomości

Ostatnio trudniej niż zwykle jest mi się oprzeć wrażeniu, że świat zwariował. Zamachy terrorystyczne w Paryżu, wiadomości dotyczące bieżących wydarzeń czy wreszcie zaginięcie i prawdopodobne zabójstwo młodej dziewczyny, które rozegrało się na wielokrotnie przemierzanej przeze mnie, także późnymi wieczorami, trasie. Wszystko to budzi niepokój i całą masę lęków o bezpieczeństwo moje i moich bliskich w mikro- i makroskali. I zaraz – reflektuję się. Ten niepokój, często uzasadniony, jest przecież podchwytywany i wzmacniany przez media, poprzez które świat odbieram. Zawsze kiedy dostrzegam ten moment, w którym informacja staje się rozdmuchiwaną bez końca medialną epopeją, wyłączam internet i cieszę się, że nie mam telewizora, który pewnie kazałby mi z niepokojem śledzić kolejne pojawiające się na pasku wiadomości. To nie jest kwestia ignorancji, a zdrowego rozsądku. Codziennie w wyniku wojen, zabójstw i nieszczęśliwych wypadków ginie dużo więcej ludzi niż jestem sobie w stanie wyobrazić. W obszarach ogarniętych wojną ginie ich tyle, że syty pierwszy świat niemal już nie przetwarza tych informacji, ignoruje je, woląc pompować newsy z pierwszego świata. Razi mnie ta dysproporcja, wiem o niej i czuję się z nią bardzo dyskomfortowo. Bardzo lubię programy, które pogłębiają moją wiedzę o świecie, rozciągając ją w różnych, niekoniecznie eksplorowanych przeze mnie kierunkach. I chyba jeszcze nie znalazłam takowego w tv, natomiast bardzo lubię m.in. słuchać wybranych audycji radiowych, czytać prasę i mieć poczucie, że mogę tam znaleźć niebanalne treści.

Radość druga. Wyselekcjonowana rozrywka

Nieposiadanie telewizji, mogłoby się wydawać, odcina od rozrywki pod różną postacią. E tam. Ilekroć jestem u rodziców lub teściów, gdzie telewizor jest, zawsze słyszę, że nie ma co oglądać. A gdy zdarza mi się widzieć, co leci w tzw prime time’ie, no cóż, cieszę się jeszcze bardziej. My rozwiązujemy ten dylemat na różne sposoby. Ja niespecjalnie lubię wciągać się w seriale, w przeciwieństwie do mojego wybitnie serialowego męża. Ale zdarza się, że coś w telewizyjnej ofercie mnie wciągnie, korzystam wtedy z możliwości oglądania programów on-line i uważam, że to świetne rozwiązanie.

Radość trzecia. Dziecko chowane bez tv

O tak, to chyba radość największa. Dziecko w sposób kontrolowany i ograniczony korzysta z tv, oglądając bajki na youtube w określonych porach dnia, ale nie non-stop. Mam tym samym w domu czteroipółlatkę o raczej analogowych preferencjach, słuchającej słuchowisk lub audiobooków, wychowującej się wśród książek, gier planszowych i wymyślanych przez siebie zabaw.

Pierwszy smutek. Sport

To jest głównie smutek mojego męża, który od czasu do czasu chciałby obejrzeć mecz piłki nożnej. O jego sposobach na oglądanie meczy krążą anegdoty. Najpierw mieliśmy tv tak mały, że z trudem można było wypatrzeć na ekranie piłkę. Odkąd go nie mamy, szuka darmowych streamów w sieci i ogląda. Często stream siada w trakcie meczu i wtedy już tylko krzyki sąsiadów informują go o stanie goli.

Drugi smutek. Internet

Cóż, brak telewizora można sobie kompensować dostępem do sieci. I tak jest – po części. Bycie on-line jest zmorą mojej rodzinnej codzienności, od której nie łatwo się uwolnić. I nie zawsze to wychodzi. Moje niekończące się poszukiwania telefonu, by mieć go stale pod ręką i błędny wzrok Ł. gdy na chwilę zabraknie sieci wyznaczają nasze codzienne porażki. Staram się jednak dbać o drobne, codzienne bezinternetowe celebracje. Poświęcać córce wyłączną uwagę, bo syn w egzekwowaniu wyłącznej uwagi jest na razie bezkompromisowy. Dbać o to, by zjadać wspólne posiłki bez nieustannego surfowania po sieci. Mało i dużo. Powinnam chyba podjąć wyzwanie Kasi, ale przepisać je pod swoim kątem, rezygnując choć na chwilę z życia w sieci. Może końcówka adwentu to dobry czas, by spróbować?

A co pożera Twój czas?

Źródło zdjęcia [klik]

Posted Under
Bez kategorii
  • Od 7 lat zupełnie bez tv. Wcześniej sporadycznie. Wizyty u osób z włączonym telewizorem bywają dla mnie męczarnią.
    Uzależnienie od internetu wielkie. Jak nie ma sieci, to nie wiem, co robić w domu 😉
    Ale z drugiej strony – dwa tygodnie wakacji spędziłam prawie zupełnie bezinternetowo. Dostęp do wifi miałam mniej więcej co drugi dzień na mniej więcej 15 minut. I bez problemu dałam radę. Właściwie nie tęskniłam wcale.
    Kiedyś może zdecyduję się na większy odwyk internetowy. Na razie staram się po prostu bardziej świadomie wybierać co czytam.

    • Mam identycznie. Nasz telewizor, tak stary, że aż dizajnerski zaczął dymic ponad 5 lat temu. Właśnie Joanna Kluzik Rostkowska ogłaszała, że zakłada partię, o której dziś już nikt nie pamięta, kiedy zobaczyliśmy dym. I to był koniec TV w naszym domu. Od lat już nas nawet nikt z rodziny nie pyta, kiedy będziemy mieli TV. Nie mamy. Ja męcze się, gdy jestem w gościach, gdzie TV gra non stop, zwłaszcza, że w moim domu rodzinnym to się głównie radia słuchało. TV był, ale nie brzeczal. Ale sieć niestety wciąga, trudno mi się bez niej obyć. Również staram się selekcjonowac treści, dość skutecznie się pewnych rzeczy oduczylam. Ale np ograniczanie fejsbuka, tak, to byloby wyzwanie dla mnie 🙂

      • To ja lata całe żyłam bez facebooka. Potem miałam konto i nie używałam. A potem zaczęłam więcej pracować przy komputerze i wymagało to też zapoznania się choć trochę z portalami społecznościowymi. A niestety, jest to wciągające… I trochę dałam się już wciągnąć. Ale wciąż myślę, że mogłabym bez problemu odwyknąć.
        Najbardziej chyba by mi brakowało takiego skakania od bloga do bloga, wyszukiwania ciekawych treści. O mailu i kontaktach ze znajomymi już nie wspominam, bo to oczywiste.
        A co do TV, to telewizor kupiliśmy parę lat temu. Nigdy nie było na nim telewizji. Służy jako dodatkowy ekran do komputera, żeby filmy było wygodniej oglądać.

  • Racjonalna Mama

    Ucieszyłam się z nowego postu! Jak zawsze inspirujący, szczególnie drugi smutek. Chyba do Ciebie dołączę. Wyloguję się z też z komórki, która często pochłania czas pomimo pozornego nieużywania komputera. Przy okazji dziękuję za polecenie Searsów! Jako początkująca mama wiedziałam, że chcę przytulać moje dziecko i reagować na jego potrzeby, ale dzięki lekturze „Księgi..” upewniłam się, że dobrze myślę, a nawet poszłam krok dalej. Dziś widzę, że mój synek bardzo szybko się rozwija i myślę, że to zasługa rodzicielstwa bliskości. Dziękuję bardzo!

    • Dziękuję za dobre słowo 🙂 I za cierpliwość 🙂 A polecenie mądrej treści jest zawsze przyjemnością – cieszę się, że odkryłaś ją dla siebie 🙂

  • Zdecydowanie mój czas pożera smutek numer dwa, to chyba moje największe uzależnienie. Chyba ktoś powinien stworzyć takie wyzwanie, chociaż gdzieś mi się przewinęło, że dużo osób jest offline w weekendy. Powinnam spróbować, ale ten dzień musiałabym sobie bardzo dobrze zaplanować. Straszne, co?