Zamiast postanowień noworocznych.

Z początkiem roku media, internety i blogosfera huczą od postanowień noworocznych, wyzwań, celów, które można by sobie na ten nowy rok wytyczyć. To w sumie zabawne, że gramy wciąż w ten sport – wierzymy, że magiczna moc końca roku i początek następnego przyniosą nam zmiany. Zmiany na lepsze, oczywiście. Wylewnie życzymy sobie wszystkiego dobrego, mnożymy roztaczające się przed nami perspektywy i… nie dotrzymujemy noworocznych postanowień.

No cóż, ja też nigdy nie byłam w tym specjalnie dobra. Coś tam sobie planowałam, coś tam zamierzałam i najczęściej, jak większa część populacji, już chwilę po Nowym Roku przestawałam w to wierzyć. Niby się wie, że zmiany nie zaprojektuje się na akord. Ale cóż zrobić, gdy data w kalendarzu kusi oj kusi.

I czy jestem w tym roku mądrzejsza? Niewiele. Odrobinę. Ale sama przed sobą i trochę publicznie postawiam jedną rzecz. Że będę, że spróbuję być dobra dla siebie. Ta pojemna formuła kryje w sobie dużo wątków na różnych poziomach.

Wolność od celów

Baardzo podoba mi się minimalistyczny dystans do noworocznych postanowień. O tak, odmowa wyznaczania celów jest formą dobroci dla siebie w najczystszej postaci. Gonimy przysłowiowego króliczka, przyspieszamy na zakrętach, biegniemy w maratonach naszych własnych oczekiwań. W całym tym pośpiechu łatwo zapomnieć o proporcjach, ile tej gonitwy rozgrywa się.. wyłącznie w naszej głowie. Ile życia przeżywamy, goniąc za złudnymi celami lub martwiąc się na wyrost. W najbliższym roku prawdopodobnie nie uda mi się uniknąć zgiełku miasta, chorób dzieci, zmęczenia i różnorakich frustracji, ale przynajmniej spróbuję

Co jesteśmy w stanie znieść

Marka Mansona, który jak sam o sobie pisze, jest myślicielem i entuzjastą życia, poznałam dzięki „Wysokim Obcasom” i wsiąkłam. Nie tylko w jeden tekst, ale w cały blog. W zacytowanym już przeze mnie na fejsbuku tekście [klik] bardzo dojrzale podchodzi do kwestii szczęścia. Wiadomo – pięknym, zdrowym, kochanym i szczęśliwym chce być każdy i w różnych konfiguracjach tego sobie w Nowym Roku wzajemnie życzymy. Manson odwraca pytanie i pyta, co jesteśmy w stanie dla szczęścia poświęcić. Czy jesteśmy w stanie dzień po dniu być w związku, nie w momencie zakochania a po wielu, wielu latach bycia razem? Czy jesteśmy w stanie nie dojadać i dużo ćwiczyć, by mieć piękne ciało? Czy jesteśmy w stanie pracować po kilkanaście godzin na dobę, by zrobić spektakularną karierę? I nawet jeśli Manson momentami upraszcza, racji ma wiele, bo postawienie sobie tych pytań, sprowadza nas na ziemię, nie pozwala bujać w obłokach pośród nierealnych celów, które lubimy sobie stawiać i niezbyt rzeczywistych projekcji, które lubimy sobie snuć. Sam Manson posiłkuje się własnym przykładem, przyznając się jak przez wiele lat, snuł wizje, że będzie gwiazdą rocka, niespecjalnie się przy tym przykładając do bycia dobrym muzykiem. Efektu można się domyślać, nic w tej materii nie osiągnął, ale poprowadziło go to do refleksji, że życiowa satysfakcja okupiona jest realną ciężką pracą i dogłębnym samopoznaniem. To następny powód, dla którego warto być dla siebie dobrym, tak zwyczajnie, akceptująco szanować swoje niedoskonałości.

Współczucie jako fundament

To wszystko prowadzi nas do dwóch kluczowych pojęć. Współczucia i współodczuwania. Z ludźmi wokół nas, ale przede wszystkim ze samym sobą. Julia E. Wahl, nauczycielka Mindfulness, jest zdania, że bez życzliwej intencji nie może być mowy o uważności. Nakierowanej ku sobie i ku światu. Współczucie poza swoją społeczną wartością, która pozwala współodczuwać z bliźnimi, jest również strategią nakierowaną na siebie – pozwala akceptować siebie w trudnych chwilach, dając sobie przyzwolenie na ból czy rozczarowanie. Jednym słowem, pozwala na to, by być dobrym dla siebie w chwilach zwątpienia.

Tak, sprawa wydaje się prosta, choć w życiowej praktyce bycie dobrym dla siebie to nie lada wyzwanie. By nie przeładowywać się nierealnymi celami. By trafnie oceniać swoje potrzeby. By akceptować siebie także w chwilach, gdy nie jest się z siebie przesadnie zadowolonym. To praktyka nie tylko na czas słońca i pogody, której sobie i Wam  2016 roku życzę, ale może nawet bardziej na czas burz i naporów. A może po prostu na czas dobrego spotkania z samym sobą?

Źródło zdjęcia [klik]

Korzystałam z tekstu Julii E. Wahl Serce uważności zamieszczonym w: Coaching Extra, grudzień 2015-luty 2016

Posted Under
Bez kategorii