Magia chustonoszenia

Trudno mi uwierzyć, że mój synek od ponad siedmiu miesięcy jest z nami. Wielokrotnie nazywałam go tutaj nieodkładalnym, i tak, to się nie zmieniło ani o jotę. Choć już dużo bardziej mobilny, wciąż uwielbia być noszony, bliskość jest dla niego sposobem na sen i uspokojenie, na zmęczenie, gorączkę i gorszy nastrój. Cóż, moje dziecko jest stworzone do chustonoszenia i od miesięcy nie rozstajemy się z chustą. 

Społeczne walory chusty

Tak, w zasadzie chusta towarzyszy nam codziennie. Zabieraliśmy ją na sporadyczne wózkowe spacery. Sporadyczne, bo wózek niespecjalnie się sprawdził, bo syn i tak chciał na ręce, więc nosiłam 64b0a56b-ae1b-4ccb-b010-e6d6684f1aa1go pchając pusty wózek. Ta sytuacja prowokowała do komentarzy i a jakże usłyszałam ich trochę. „Niech Pani uważa, bo się przyzwyczai” – zaczepiały sąsiadki, „przyzwyczaiłaś go do noszenia” – mówiły znajome mamy. Z dużym luzem traktowałam te uwagi. Guzik. Dziecka nie da się przyzwyczaić do noszenia, ono jest do tego przyzwyczajone, bo kołysało się w naszym brzuchu przez 9 miesięcy. I ono jest do tego stworzone, a gdy manifestuje swoją potrzebę  dużo bardziej i dużo głośniej jak moje, dlaczego nie mam wyjść jej naprzeciw? Z ulgą i  radością porzuciłam więc wózek i przerzuciłam się na chusty, gdy tylko opanowałam podstawowe wiązania. Chyba miałam szczęście, a może promieniałam radością noszenia, bo spotykałam same miłe komentarze. Przesyłano w naszą stronę promienne uśmiechy, pomagano w sklepach i ustępowano miejsca. Komentarze o „przyzwyczajaniu do noszenia” ustąpiły zachwytom „o, jaki przytulony”, „o, jak mu dobrze” etc. Miło. I, co nie bez znaczenia, dużo, dużo bardziej mobilnie. 

Magia przytulenia

1919178_10153839754889233_688593584854105117_nChusty ratują nas w wielu różnych momentach. Zmęczenie, ból, gorączka, gorszy nastrój – za każdym razem chusta okazuje się doskonałym lekarstwem. Ale jest też czymś więcej. Te endorfiny miłości poprawiają też mój nastrój. Bywa, że jestem zmęczona czy rozdrażniona, przytulenie dziecka w chuście każdorazowo dodaje mi skrzydeł. Ta obopólna korzyść jest dla mnie odkryciem mojego powtórnego macierzyństwa i bardzo jestem wdzięczna, że możemy tego doświadczać. Te wspólne chwile zaklęte w chustę, cóż, dodają jej wartości. Wartości niematerialnej, wyjątkowej.

Koszty i małe zwycięstwa

Finansowa strona chustonoszenia może się okazać workiem bez dna. Chustę można kupić za mniej więcej 150 zł, ale można za nią zapłacić dużo, dużo więcej. Gdy się połknie bakcyla, a początkowe paseczki przestają wystarczać, zaczyna się przygoda bez końca. Można się rozkochać we wzorach, stać się ekspertem od domieszek i gramatury. Kolekcjonować długości i wrażenia dotykowe. Ech. Wierzcie mi naprawdę można się w tym roztopić, i piszę to ja, która zachcianek ubraniowych miałam zwykle raczej niewiele, ale chusty… ach chusty. Na szczęście, moja skłonność do minimalizmu przytrzymuje mnie jednak w ryzach. Chusty przewijają się przez nasz dom, część pożyczam, część kupuję i sprzedaję, ale zdrowy rozsądek zwycięża i mam w domu jedną, dwie, w których naprawdę się nosimy.12509344_882940528489007_6118845450883069621_n

Mamo, chustuj!

Niemniej, nawet uwzględniając ryzyko nadmiernego wystawienia na pokusy, jest to gra warta świeczki. Ona zmienia macierzyństwo, dodaje mu innego blasku. Nigdy nie naprzytulasz się dziecka więcej niż w niemowlęctwie, ono wyrośnie szybciej niż można to sobie wyobrazić. Ale dając mu dużo, bardzo dużo [klik], dajesz sobie samej równie wiele. Mobilność. Radość z bliskości. Wolne ręce. Satysfakcję. 

Bliskość przeciw frustracjom

Może nieodkładalne dziecko, mój chuścioch doskonały wyrasta na pogodnego, towarzyskiego chłopczyka. Dokładnie taką miałam co do niego intuicję. Jeśli dziecko sygnalizuje wyraźnie swoją potrzebę, a moje sygnalizowało po prostu warto za nią podążać. Doprowadziłabym się na skraj rozpaczy, gdybym próbowała z mojego nieodkładalnego synka zrobić dziecko, którego nie biorę na ręce, „bo się przyzwyczai” lub próbuję skłonić do przesypiania nocy w łóżeczku. Serio. I nie miałabym tak pogodnego dziecka. A tak cieszymy się wspólnie dobrym, niemowlęcym czasem.

Na zdjęciach – nosimy się w różnych okolicznościach. Chusta z głównego zdjęcia nie nasza, ale piękna, prawda? 

Jesteś mamą niemowlaka lub niebawem urodzi Ci się dziecko i chcesz zacząć przygodę z chustowaniem? Zostaw komentarz, z przyjemnością pomogę, podpowiem.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Posted Under
Bez kategorii
  • Iza D- www.nietylkorozowo.pl

    Moja chusta czeka. Chyba aż nabiorę odwagi. Jutro próbuję na misiu 🙂 Synek ma już miesiąc, a nadal się boję spróbować. Muszę chyba jakieś warsztaty ogarnąć

    • Daj sobie czaes aż nabierzesz pewności, ale spróbuj koniecznie. Myśmy się zaczęli chustowac na dobre tuż przed skonczeniem trzeciego miesiąca, wcześniej były takie upały, że nie dawalam rady. I pomogło motanie kieszonki zamiast kangurka, jakoś sprawniej sobie z nią radzilam mając mniejsze dziecko. Warsztaty to dobry pomysł, zawsze można nabrać trochę pewności. Trzymam kciuki, to magia bliskości, naprawdę warto!

  • Według mnie chusta ma same zalety. U nas sprawdza się w podróżach chusta kółkowa. Zajmuje mało miejsca, szybka i prosta do motania.

    • Oj tak, same zalety. My jeszcze się nie przekonalismy do kolkowej, choć miałam i taką, ale myślę, że jeszcze popróbuje. Faktycznie, szybka w obsłudze 🙂

  • Pomyśleć, że wychowałam trójkę dzieci bez chusty zachowując bliskość 🙂 Powiem szczerze, że cudownie to wygląda, znam tylko dobre relacje mam odnośnie chustowania, ale mi jakoś to nie odpowiadało. Wolałam trzymać dzieci bezpośrednio przy sobie, ale bez użycia chusty.

    • Ja też nosilam córkę na rękach. Bardzo dużo 😉 wiem, że nie wszystkim odpowiada i że bliskość można na różne sposoby, to wszystko prawda, ale co ją zrobię, jest w tym magia po prostu 😉

  • Z córką nie próbowałam, teraz z synkiem próbujemy swoich sił. No i to prawda szybko pasiak się nudzi i chce się wiecej i więcej 🙂

    • Znalazłam na to patent;) Mam dwie chusty różnych długości tak bardzo uniwersalne, jeśli chodzi o kolor i wzór, że co patrzę na nową, to myślę, eee, moje mi pasują do wszystkiego a ta? Można by to nazwać capsule babywearing i opatentować 😉