Wyloguj się. Kilka inspiracji do bycia offline

Co by się stało, gdyby nagle, z dnia na dzień wylogować się z sieci? Czy to w ogóle jest możliwe? Uczciwie przyznaję, że w moim życiu obecnie nie do końca, ale postanowiłam rozciągnąć jak gumę czas bycia offline.

Jak to się stało?

Patrzę na siebie, na bliskich i dalszych mi ludzi i zastanawiam się, jak to się mogło stać. Urodzona w pierwszej połowie lat osiemdziesiątych przeżyłam dzieciństwo w czasach przedinternetowych. Sieć docierała do mnie niespiesznie, więc i liceum udało mi się ukończyć we wczesnych początkach internetu. Ale ani mnie, ani moim rówieśnikom nie zagwarantowało to antyinternetowej szczepionki. Żyjemy ze smartfonem w ręku, przed ekranami monitorów, w stałym podłączeniu do sieci.

Dlaczego? Przyczyn jest pewnie mnóstwo, choć chodzi mi po głowie taka myśl… Czy to „rozrywkowe”, niezwiązane z pracą bycie on-line nie jest efektem pewnej kompensacji? Bezmyślnie czytamy treści, które niewiele wnoszą, gdy jesteśmy przemęczeni, wyeksploatowani, gdy działamy rutynowo. A gdyby tak przełamać tą rutynę?

Automatyczna rodzina

Widzieliście niesamowicie smutny projekt Erica Pickersgilla Removed? Artysta usuwa ze swoich portretów smartfony i powstaje bardzo gorzki obraz tego, kim się staliśmy. Zmysłu równowagi trzeba się uczyć na nowo. Ta wszechobecność ludzi złapanych w sieć jest oczywista, dotkliwa. Love and hate relationship z internetem polega na tym, że gdy się wsiąknie, trudno się z tej spirali wydostać. W zasadzie o wspólny, dobry jakościowo czas trzeba walczyć, trzeba się upominać, upomina się oń m.in. papież Franciszek.

„Automatyczna rodzina”- tak papież Franciszek nazwał po hiszpańsku podczas audiencji generalnej zwyczaj siadania do stołu z telefonami komórkowymi i oglądania telewizji w czasie wspólnych posiłków. Należy ze sobą rozmawiać – powiedział wiernym.

Papież mówił, że kiedy dzieci przy stole są „podłączone do komputera czy telefonu komórkowego” i nie słuchają się nawzajem, to nie jest to rodzina, ale „pensjonat”.

W katechezie poświęconej wspólnocie rodzinnej przy stole podkreślił, że jest to „termometr mierzący zdrowie relacji”.

– Jeśli w rodzinie jest coś nie tak, jest jakaś ukryta rana, natychmiast można to zrozumieć przy stole – stwierdził.

– Rodzina, która prawie nigdy nie je razem albo taka, w której nie rozmawia się przy stole, ale patrzy się na telewizję czy na smartfona, jest mało rodzinna – dodał Franciszek w czasie spotkania z wiernymi na placu Świętego Piotra.

Psychologowie biją na alarm

Sherry Turkle w swoim TEDowym wystąpieniu mówi, że technologia zabiera nas tam, gdzie wcale nie chcemy iść. Oducza prowadzenia rozmów. Zaburza relacje międzyludzkie. Wiemy to wszystko, wiemy, ale posłuchajmy, co badaczka ma do powiedzenia. Że sieć staje się dla nas atrakcyjniejsza niż zwykła rozmowa, bo możemy edytować, retuszować i naprawiać własny wizerunek. Kształtować go do woli. Czyli jednak kompensacja.

– Najbardziej przejmujące rozmowy prowadziłam w rodzinach, gdzie dziecko błagało rodziców, by ci przestali sprawdzać swoją pocztę na ekranie smartfona w czasie, gdy oczekiwało ono, że poświecą mu uwagę. Na przykład pobawią się z nim, gdy się kąpie. Mówię tu o małych dzieciach, które często nas nagabują: „Proszę, pobaw się ze mną”. Inaczej niż w przypadku innych gnębiących świat problemów tym akurat możemy zająć się od razu. [klik]

Lepsze od facebooka

Lęk o dzieciństwo moich dzieci, o moją własną dla nich dostępność jest dla mnie najlepszą motywacją. O to, by nie przeżyć czasu, w którym chcą ze mną rozmawiać z telefonem w ręku. Blogosfera jest pełna inspiracji. Mo wymienia rzeczy lepsze od facebooka [klik] , Kasia z bloga Ograniczam się proponuje ciekawą lekturę [klik], a Marta z Żelkożerców pisze o tym tak, że aż tęskni się za latem. Ograniczam facebooka. Rzadziej zaglądam do sieci. Smartfon leży i brzęczy. Ochoczo informuje mnie o kolejnych mailach/ofertach/powiadomieniach/ zmianach statusu. Zarządzanie wszystkim na raz sprowadza się do permanentnego bycia on-line. Czyli coś co ma  oszczędzać nasz czas, pochłania go w ogromnej części. Tak, wiem, nie jestem odosobniona w tym swoim dość.

Jak myślisz, spróbujemy się wylogować? 

Posted Under
Bez kategorii
  • Ja jestem mocno za wylogowaniem się. Na koniec stycznia kasuję konto z facebooka. Nie chcę już więcej. Nie potrzebuję. To oczywiście nie będzie koniec, bo mam instagram i mam snapchat. Na razie je lubię i mi nie przeszkadzają, ale też nie zamierzam tam spędzić reszty życia. Blog jako forma ekspresji na pewno na długo pozostanie aktywny, aczkolwiek nie wykluczam, że zastąpię go kiedyś jakąś bardziej analogową formą. Piszę książkę – w której między innymi sporo jest o tym, jak sieć niszczy relacje między ludźmi i o tej cholernej samotności, którą próbujemy wypełnić sobie połączeniami. Jaką ją wydam, to może się okaże, że nie muszę już pisać w internecie, może wtedy będę mogła już robić to tylko na papierze i w ten sposób inspirować innych. Szczerze? Wolałabym to robić właśnie tak.

    • Dzięki Monika 🙂 Cieszę się, że Cię widzę, i tu, i w blogosferze w ogóle, brakowało mi Twojego pisania. Masz sto pro racji w tym, co piszesz. Dalismy się złapać w sieć, jesteśmy w tym tłumie samotni i zagubieni, powiedzenie dość jest jeszcze aktem odwagi, ale już widać, że staje się coraz bardziej konieczne, by żyć wolniej i świadomiej. Za książkę trzymam kciuki, bo pomysł mega fajny, już sam w sobie inspirujący 🙂 Powodzenia 🙂

  • To bardzo ciężki orzech do zgryzienia. Z jednej strony jestem wykończona byciem online. Ale tak naprawdę, jakbym miała wylogować się i skasować konto, to jednak czegoś by mi brakowało. Myślę, że trzeba zastosować zdrowy rozsądek. Wchodzić np na 10 minut dziennie i koniec. Ale ale! To wymaga ogromnej samodyscypliny, wiadomo, że jeden link pociąga kolejny i z 10 minut robi się 3h. To jest wręcz destrukcyjne.
    Aha, no i nie ma co patrzeć na tablice znajomych. Sądzę, że, tak jak napisałaś, możemy „retuszować swój wizerunek”, bardzo wiele osób z tego korzysta. Pokazuje tylko genialne momenty swojego życia. Potem my na to patrzymy i się załamujemy, że u nas nie jest tak świetnie. Beznadzieja!

    • Tak, to fakt. I siedzimy sami przed monitorem lub komputerem, porównując nasze życia do zdjęć znajomych. Ja też staram się szukać umiaru, coraz częściej robię detoks i nie włączam fejsbuka przez dłuższy czas. Albo korzystam z niego bardzo operacyjnie, wpadam i wypadam. Myślę, że przyzwczailiśmy się do niego za bardzo.

  • Offline to nowe online. (Tako rzecze Kasia).
    😉
    A tak serio to choćby wczoraj byłam świadkiem kolejnej sytuacji, na punkcie których już jestem wyczulona. Poczekalnia u lekarza. Tata i syn. Syn (ok. 2 lata) siedzi chory, buja się na krzesełku, szura stolikiem dziecięcym, chce uwagi taty, który przesuwa palcem po telefonie. Dostaje moją i mojej córki. Dosiadamy się. Zagajamy rozmowę, uśmiechamy się. Tata zwraca uwagę. Bierze syna na ręce i razem zaczynają zwiedzać przychodnię.
    /kurtyna

    • Smutne bardzo. W sumie synek dostał od taty czytelny sygnał, by się nie zaprzyjaźniać i że lepiej być on-line. Zdecydowanie odwracają nam się proporcje.