Saab 9-5. Ostatnia podróż.

Saab 9-5. Ostatnia podróż.

Gdy 2 i pół roku temu kupowałem swojego pierwszego saaba nie sądziłem, że będzie to ogromny przełom w mojej motoryzacyjnej „świadomości”, który sprawi że stanę się oddany jednej marce motoryzacyjnej. Tak się właśnie stało – saab wchłonął mnie całkowicie. Nie sądziłem też, że po 2 i pół roku podejmę decyzję o tym aby raz na zawsze rozstać się z moim ukochanym autem.

Nawet najlepsze rzeczy kiedyś się kończą. Tak też stało się z moim saab ’em 9-5 aero. Po kilku latach wspaniałej jazdy, postanowiłem go sprzedać. Zadecydowały o tym względy ekonomiczne – 15 letnie auto z przebiegiem ponad 300 tyś km zaczyna mieć swoje humory. I niby wszystko ok, przecież kocham, dbam i szanuję. Niestety, gdy auto zaczyna się psuć (chociaż saaby się nie psują, one mają tylko drobne usterki, które potrafią unieruchomić auto na tydzień) i dzieje się to pod wiaduktem na autostradzie, przy mrozie poniżej 16 st C, wiara i miłość w auto trochę topnieje. Nawet taki incydent nie sprawił, że od razu podjąłem decyzji o sprzedania auta. Bardziej skłaniałem się ku temu aby zmienić mechanika niż auto. Jednak gdy ma się do przewiezienia 2 dzieci człowiek trochę inaczej zaczyna patrzeć na drobną awaryjność swojego auta.

Wielokrotnie Marta próbowała podjąć temat sprzedaży Saabiny (pieszczotliwa nazwa naszej 9-5tki), na co zawsze reagowałem z wielkim zdumieniem. Jeszcze większym zdumieniem i specyficznym face palmem reagowała Córka, zakochana w Saabince. Jednak, po wielu dyskusjach stało się faktem, że auto trzeba sprzedać, bo koszt inwestycji niebezpiecznie zbliżał się do granicy ceny zakupu auta. Wiadome było, że kupujemy kolejnego saabolota. Potem nastąpiła chwila refleksji i podjęliśmy decyzję o zakupie auta bardziej ekonomiczniejszego w eksploatacji. I tak oto nasz saab 9-5 aero, maszyna latająca została zastąpiona czeskim traktorem z niemieckiej stajni. Szkoda.

Czy jest mi żal ? Jest mi kurewsko żal i jeszcze bardziej smutno. Dzień, w którym auto odjechało (chcę z miejsca zaznaczyć, że kupiec odjechał bardzo zadowolony i wiedział o wszelkich usterkach, kupił auto świadomie i do dziś mam z nim kontakt i wiem, że jest bardzo zadowolony z zakupu. Chyba zacznę wierzyć w karmę) był dla mnie dniem smutku, dniem żałoby. Powinienem organizować kolejne miesięcznice (na wzór tych warszawskich) upamiętniające utratę Saabiny. Po miesiącu jest mi już łatwiej, nie myślę o niej tak często. Może 2-3 razy dziennie. Oczywiście nie żegnam się z marką, nigdy w życiu ! Na otarcie łez pozostała mi 900tka, na którą przelałem całą swoją saabową miłość. Chciałem tu od razu napomnieć, że auto to przez ostatnie 3 tygodnie bez najmniejszych problemów woziło mnie do pracy. Nawet przez chwilę się nie zająknęło w swej pracy. Kochana maszyna. Woziła mnie, a gdy trzeba było woziła całą naszą rodzinę, pokonując trasy ponad 200 km. I tu przypomniały mi się słowa Marty, które stały się już kultowe. Cała sytuacja wydarzyła się 2 tygodnie temu, gdy wieczorem jechaliśmy Krokodylem ponad 100 km od Poznania po Córkę, która w tym czasie przebywała na feriach u dziadków. Na pokładzie Marta, Syn i ja za kółkiem. Marta wtedy rzekła:

„Łukasz, jak to auto zawiezie i przywiezie nas wszystkich z powrotem do domu bez najmniejszych problemów, to ma u ono mnie dozgonny szacunek i będę z Tobą jeździła na saabowe spoty” 

Krokodyl zawiózł nas i przywiózł nas do domu bez najmniejszych problemów. Trwa teraz ustalanie czy Marta powiedziała „(…) będę z Tobą jeździła na WSZYSTKIE saabowe spoty”, o czym ja jestem święcie przekonany, że tak właśnie powiedziała, czy też padły słowa „(…)  będę z Tobą jeździła na saabowe spoty”, przy czym upiera się Marta.

Chciałbym w całej tej historii zaznaczyć, że nasz saab 9-5 to najlepsze auto jakim dotąd jeździłem i nie wiem czy będzie mi już dane prowadzić drugie, tak dobre auto, bez względu na klasę i rocznik. Jest to fura, która nie ma w sobie nic do czego mógłbym się przyczepić. Wierzę w to, że kiedyś jeszcze wrócę do saaba, choć wiadomo, że prawdziwe saaby już się skończyły. Na zawsze jednak pozostaną w moim sercu. Myślę o nich za każdym razem gdy śmigam 900tką.

Ojcu.

PS – jako młody kierowca marzyłem o tym, że będę kiedyś prowadził super auto, a obok mnie będzie wygodnie siedziała super dziewczyna. Swobodnie wyciągnie swoje nogi na przedni kokpit, a ja będę wiózł nas w stronę zachodzącego słońca.

To w odniesieniu do zdjęcia powyżej. Wszystko się zgadza.

Posted Under
Bez kategorii
  • Hehehe, trzymaj za słowo, skoro się rzekło trzeba egzekwować 😀

  • Ojcu

    Michale, nie mam zamiaru odpuszczać 🙂 Najbliższy spot za 2 tygodnie !