Na małej przestrzeni. Rodzinne potyczki z minimalizmem

Zima kończy nam się maratonem chorób: choruje raz jedno, raz drugie dziecko. Na bardzo małej przestrzeni naszego mieszkania spędzamy długie tygodnie, dni i godziny w powiększonym składzie: z drugiego końca Polski z odsieczą przyjechała moja Mama. Chora, choć wciąż energiczna Córka, coraz bardziej mobilny niemowlak i my. No i nasza fantastyczna niania. A wszystko to na małym, bardzo małym metrażu.

35 metrów kwadratowych z dwójką dzieci to nie lada wyczyn. Przyznam, życiowa praktyka jest dość trudna. Mimo starań nasze życie nie przypomina designerskich minimalistycznych żurnali, a raczej te zdjęcia. I choć dużo łatwiej o entuzjazm w ciąży  [klik] [klik] niż o utrzymanie go na co dzień w tak dużym gronie na tak małym metrażu, to jednak staramy się. Do tego trzeba determinacji, nieustannego sprzątania i wyrobienia w sobie trwałych minimalistycznych nawyków. I… dużo, dużo poczucia humoru.

Zaczynamy od siebie

Żeby nie dać się defetyzmowi, zaczynamy od siebie. Sprzątamy kolejne przestrzenie. W zasadzie robimy to nieustannie, zadziwieni, że wciąż jeszcze jest co sprzątać i minimalizować. Utylizujemy papiery i dokumenty, nie mając pojęcia skąd ich tyle. Oddajemy rzeczy niemowlęce. Sprzątamy szafy. Zafascynowana ideą capsule wardobe kupiłam sobie po ciąży tylko pojedyncze rzeczy, wykorzystując zasoby tego, co mam.

Siedem opakowań cynamonu

Ale jeśli chodzi o nawyki, cóż, wciąż jest nad czym pracować. Naszą piętą achillesową są leki i jedzenie.  Z kupowanymi głównie dla dzieci lekami narzuciłam sobie dyscyplinę, kupuję dopiero wtedy, gdy jestem pewna, że nie mam. Ponadto okiełznąć rozrastającą się apteczkę pomagają regularne przeglądy, tegoroczny już za nami.

Z jedzeniem natomiast, cóż, sprawa wydaje się bardziej skomplikowana. Czujne oko mojej Mamy wśród naszych przypraw… siedem opakowań cynamonu. Wciąż mam problem z precyzyjnym przewidzeniem, ile właściwie pieczywa będzie nam trzeba. Wciąż mam problem z marnowaniem jedzenia, choć staram się dość skrupulatnie planować zakupy.

Zabawki są wszędzie

Nie żartuję. Jesteśmy zalani morzem zabawek. I to w dwójnasób, bo nagle okazuje się, że synek w swoim dziewięciomiesięcznym dorobił się ich już całkiem dużo. W praktyce naprawdę trudno nauczyć córkę wstrzemięźliwości w tej materii [klik], która nie tylko cieszy się z nowych zabawek, co również stara się dbać o brata. Równie trudno przed obdarowywaniem powstrzymać dziadków, którzy nie mają wnuków na co dzień. Ale pracujemy nad tym. Córka na szczęście również sprząta, wyrobiliśmy jej nawyk sprzątania przed snem i uczymy ją, by sprzątała po zabawie. Niestety dużo gorzej idzie nam z przekonaniem jej, że tak naprawdę nie potrzebuje aż tak wielu rzeczy. Pozostaje partyzantka i ograniczanie przedmiotów wokół niej w taki sposób, by tego nie widziała. Te rodzicielskie przeglądy pomagają nam odgruzowywać jej pokój, niemniej wciąż mam nadzieję, że uda się kiedyś nauczyć ją wstrzemięźliwości. Tylko kiedy?

Jednym z ponoć skutecznych sposobów znalezionych w sieci  [klik] jest włączenie dzieci w odgruzowywanie pokoju, poprzez przygotowanie im trzech koszy, na to, co należy zostawić, wyrzucić lub oddać. Przypuszczam, że może zadziałać na starszych dzieciach. Moja blisko pięciolatka wciąż dramatycznie przeżywa perspektywę rozstania z każdą zabawką. Choć, kto wie, kropla drąży skałę, skoro nauczyła się już dzielenia z bratem, może z lekcją segregowania również nie powinnam czekać zbyt długo…

Artystyczne pasje dziecka

Córka odkryła ostatnio w sobie duszę artystki. Rysuje, maluje, klei i wycina. Namiętnie podpisuje swoje prace. Cieszymy się, zachęcamy ją do tych działań, ale nie da się ukryć, że mieszkanie zamienia się powoli w artystyczną pracownię. Pełną nieładu. Ze sporymi wyrzutami sumienia dyskretnie selekcjonuję jej prace, te wypracowane opatruję datą i odkładam do specjalnej teczki, te mniej staranne po jakimś czasie usuwam. Nie jest mi z tym lekko, ale mam wrażenie, że inaczej utonęlibyśmy w papierach.

A poczucie humoru?

Poczucie humoru jest nieodzownym elementem funkcjonowania na małej przestrzeni. Przoduje w tym mój mąż. Pytam, myślisz, że się kiedyś wyprowadzimy? Jasne, jak będą tu mieszkały nasze dzieci z rodzinami, poszukamy sobie czegoś mniejszego.

I od razu jakoś radośniej.

Posted Under
Bez kategorii
  • taka_tam_myszka

    Ooo tak, mamy bardzo podobnie. Nas jeszcze obdarowuje przedszkole pracami synka. Pół biedy te takie na kartce, ale my dostajemy kupę takich przestrzennych. Rakieta z rolki papieru toaletowego, grzybek z plasteliny, reniferki w saniach z kartonu – boli mnie wyrzucanie, a trzymać już naprawdę nie mam gdzie 🙁

    • O tak, tak! Prace przedszkolne w 3D to dopiero wystawka. Staram się na nie reagować z entuzjazmem proporcjonalnym do nakładu pracy, ale zawsze mam w głowie myśl, gdzie ja to zmieszczę …

    • Ja te przestrzenne to akurat bez bólu wyrzucam.

  • taka_tam_myszka

    Ooo tak, mamy bardzo podobnie. Nas jeszcze obdarowuje przedszkole pracami synka. Pół biedy te takie na kartce, ale my dostajemy kupę takich przestrzennych. Rakieta z rolki papieru toaletowego, grzybek z plasteliny, reniferki w saniach z kartonu – boli mnie wyrzucanie, a trzymać już naprawdę nie mam gdzie 🙁

    • O tak, tak! Prace przedszkolne w 3D to dopiero wystawka. Staram się na nie reagować z entuzjazmem proporcjonalnym do nakładu pracy, ale zawsze mam w głowie myśl, gdzie ja to zmieszczę …

  • Dzień jak co dzień 🙂 Z tym wyrzucaniem dziecięcych zabawek – myślę, że może wejść w nawyk. My to ćwiczymy, szczególnie oddawanie do domu dziecka i nawet działa. Ale to prawda, minimalizm w 4-osobowej rodzinie to nie lada wyzwanie 🙂

    • Ja jestem w tym niezła, tzn w selekcjonowaniu zabawek. Gorzej z córką. Ale oddawanie do domu dziecka to jest myśl. Popróbujemy.

  • Dzień jak co dzień 🙂 Z tym wyrzucaniem dziecięcych zabawek – myślę, że może wejść w nawyk. My to ćwiczymy, szczególnie oddawanie do domu dziecka i nawet działa. Ale to prawda, minimalizm w 4-osobowej rodzinie to nie lada wyzwanie 🙂

    • Ja jestem w tym niezła, tzn w selekcjonowaniu zabawek. Gorzej z córką. Ale oddawanie do domu dziecka to jest myśl. Popróbujemy.

  • O ironio, ja i syn mamy na wyłączność metrów pi razy drzwi 90 (ale jednego pokoju używamy właściwie tylko do przechowywania odkurzacza i deski do prasowania, więc te 12m mogłabym spokojnie uciąć, jesteśmy we dwójkę, a problemy, o których piszesz, dotyczą nas tak samo. Zabawki są wszędzie, papierzysk pełno wiecznie (skąd się biorą? nie wiem, niby w erze cyfrowej nie powinno ich tyle być). Ostatnio chorowaliśmy więc opróżniliśmy apteczkę, ale zazwyczaj też w niej nadwyżki. Mam cztery pieprze i dwie paczki słodkiej papryki, ale na przykład nie mam soli. Jestem taka niezorganizowana. Co do dziecięcych rysunków – na razie nie wyrzucam tych gorszych, ale mnie kusi, bo są wszędzie. Tylko mój syn uwielbia do nich wracać, przeglądać, dyskutować co na nich jest i dorysowywać… Na selekcję zabawek nie ma szans, ten rozpieszczony bachorro za nic w świecie nie pozwoli nic oddać 😉

    • O widzisz. Zastanawia mnie ta „samoistnie się dziejąca” tendencja do zagracania, nawet u osób, które starają się żyć minimalistycznie. Wydaje mi się, że się pilnuję, nie kupuję dużo i ciągle gdzieś się coś przelewa. A z dzieckiem lub dziećmi, ich pracami i zabawkami, sprawa się robi dużo bardziej skomplikowana. ech.

  • disqus_TEDIsvII1h

    Och, z tymi dziecięcymi pracami bardzo dobrze Cię rozumiem. Moja córka (6 lat) również ma dusze artystki, jest ponad przeciętnie kreatywna. Jestem pewna, ze kiedyś będzie miała zawód związany ze sztuką lub rzemiosłem. Tworzy mnóstwo prac, często przestrzennych. Podchodzę do tego bez większego sentymentu, mały wycinek jej twórczości zachowuję na pamiątkę, resztę wyrzucam. W mojej opinii najważniejsze jest, żeby ona miała możlowość rozwijania swoich zainteresowań i talentów, a to co się dziej z ich wytworami na tym etapie jej życia jest mniej ważne. Przy innym podejściu dawno musiałbym już wynając jakiś magazyn do przechowywania tych rzezczy.

    Maga

    • To jest pewnie myśl, traktować te prace bez sentymentów, zwłaszcza że na tym etapie akt tworzenia się liczy. Moja córka ma w zwyczaju przyczepiać sporą cześć swoich prac do lodówki za pomocą magnesów, a mąż żartuje, że niebawem nie zobaczymy już lodówki. I to fakt. Coraz trudniej ją wypatrzeć, choć staram się co jakiś czas dyskretnie selekcjonować jej dzieła.

  • Dobrze to wszystko rozumiem, ale i podziwiam, że czteroosobowa rodzina Plus niania plus babcia mieści się na takim metrażu 😉 U nas zabawek może i nie ma za to wszędzie leżą książeczki. „Czita” i „czita” to teraz nasze słowo klucz 😉 wracajcie szybko do zdrowia!

    • Dziękuję, mam nadzieję, że wreszcie wrócimy 😉 Nooo jest wesoło 😉 Mimo wszystkich naszych potyczek z małą przestrzenią sama jestem zdziwiona, że tak się wszyscy mieścimy.

  • Ja też „ze sporymi wyrzutami sumienia dyskretnie selekcjonuję” prace córeczki. Szkoda mi. Dla niej to arcydzieła. Ale miejsce jest potrzebne… :))

    • Dzieki 🙂 No wlasnie to jest jakos trudne, nawet gdy konieczne i nawet gdy wydaje sie, ze nie powinno…

  • Ja też „ze sporymi wyrzutami sumienia dyskretnie selekcjonuję” prace córeczki. Szkoda mi. Dla niej to arcydzieła. Ale miejsce jest potrzebne… :))

    • Dzieki 🙂 No wlasnie to jest jakos trudne, nawet gdy konieczne i nawet gdy wydaje sie, ze nie powinno…

  • U nas 39,5m, jeden pokój i kuchnia. Pokój od 19 okupowany przez śpiące dziecko, my na przymusowym zesłaniu w kuchni. Szafy przeglądam wciąż, gorzej z upłynnieniem rzeczy, w związku z tym najłatwiej przychodzi mi działalność charytatywna.
    Myślę, że najwięcej zdziałamy przez dobry przykład, choć jeszcze jeden pokój zdecydowanie by się przydał.

    • Możemy sobie przybić piątkę. Mamy dwa pokoje i kuchnię, mniejszy pokój – córki, w większym my troje. Dziecię na szczęście pozwala je nam cicho użytkować jak uśnie. Więc o tyle mamy łatwiej. Ale dzień – zwłaszcza przy raczkującym niemowlaku – to wyzwanie. Wszystko w jego zasięgu fruwa – to chyba najbardziej adekwatne określenie. Dzieje się. Łatwo nie jest.

      • Znam to. Majson zaczął pełzać. Wszystko widzi, wszystko chce.

        • Ech. U nas wszystko, w tym zabawki Siostry fruwają. On podraczkowuje, staje i strąca co popadnie. Najmniejsze chowam powyżej zasięgu Małego, ale, cóż, nie jest lekko 😉 Więc łączę się w bólu 😉