Iskierka dobra. Akty uprzejmości, które przełamują rutynę

Od dłuższego czasu przeraża mnie poziom chamstwa i agresji obecny niemal w każdej płaszczyźnie życia. Nie sądzę, abym była w tym odosobniona. Hejt w internecie. Bazgroły na murach. Wszechobecne przekleństwa. Syf dookoła. Mijamy to obojętnie, bez reakcji, w sumie to nie nasza sprawa. Ja sama reaguję rzadko, bardzo rzadko, mam w sobie jakiś opór przed gwałtowną reakcją, choć po czasie nie czuję się dobrze z tą bezsilnością.

Ale znalazłam swój sposób. Od dłuższego czasu drobnymi gestami  dyskretnie zmieniam mikroświat na lepsze. W jaki sposób? Ano prosty. Wysyłam spontaniczny akt uprzejmości. Iskierka dobra. Niezobowiązujące się wytrącenie z rutyny dnia codziennego, by okazać komuś odrobinę serdeczności. Kontrolowane zwolnienie autopilota.

Brzmi banalnie? Owszem, ale wiecie już, że lubuję się w takich banałach. Lubię kolekcjonować i nadawać znaczenie momentom z pozoru nieistotnym. Wytrącać się z gonitwy myśli w chwilach, w których o nią najłatwiej. Gdy  robi się zakupy, automatycznie wykładając przy kasie zakupiony towar i nie zwracając uwagi na sprzedawcę. Albo gdy stoi się w za długiej kolejce na poczcie. Gdy stoi się w korku. Gdy jedzie się komunikacją miejską. Wtedy gdy jesteśmy znużeni, sfrustrowani i spracowani. Wtedy właśnie drobny gest wystarczy. Uśmiech. Dobre słowo. Przytomna obecność. Spontaniczna pomoc.

Przyznam, że to działa i sama staram się praktykować z coraz większą skutecznością. Po pierwsze: dobre gesty są zaraźliwe. Może dlatego, że niespodziewane? Gdy się ich doświadczy, pamięta się je dość długo i ma się potrzebę czynienia dobra. Dokładnie jak w filmiku poniżej.

Po drugie: wiąże się to trochę z moją potrzebą świadomego i uważnego przeżywania życia. W prosty sposób dość precyzyjnie wyjaśnia to filmik poniżej. Jak wiele tracimy, gdy nie zwracamy na siebie uwagi, pyta w nim narratorka. Każda z mijanych przez nas osób ma swoje życie, historię zmieniające się nastroje, smutki i radości. Kiedy zwracamy na siebie uwagę, uczymy się jak to rozpoznać i ubogacamy własne życie. To jest początek prawdziwego, głębokiego współodczuwania. Współodczuwanie to nie dar ani naturalna reakcja, to właśnie zwracanie na siebie uwagi.

 

Taki pomysł nie jest oczywiście czymś absolutnie nowym. W dalekiej Australii pomysł na Kindness Cards święci absolutne triumfy. Ja nie mam żadnych kart w kieszeni, choć kto wie, może kiedyś. Niemniej, tak, wszystkie te drobiazgi działają i wracają do mnie ze swoją dobrą energią. Przytrzymuję drzwi tramwaju, gdy widzę, że ktoś biegnie. Ustępuję miejsca, nawet z drugiego końca tramwaju, gdy widzę, że wszyscy patrzą w okno. Zwracam uwagę, kto obsługuje mnie przy kasie, rozmawiam chwilę i mówię przytomne „dziękuję”. Czasem wystarczy uśmiech posłany w kryzysowej sytuacji lub pomoc sąsiadce z zakupami.

Chcesz spróbować? Nie musisz robić wielkich rzeczy. Czasem od drobnego gestu, zwyczajnego – wydawałoby się – przełamania rutyny zaczyna się wielka rzecz, która porywa tłumy. Ale zasięgi mogą być równie dobrze dużo skromniejsze, na Twój czy mój użytek. Nie musisz być zawsze uśmiechnięty od ucha do ucha, każdy ma swoje gorsze dni, to jasne. Chodzi po prostu o uważną obecność w chwili, gdy zwyczajowo odpływasz myślami. I przytomną reakcję na to, czego doświadczasz. O odrobinę empatii, którą obdarujesz tych, których wcale nie musisz. Mogą to być sąsiedzi, koledzy z pracy, mijani na ulicy przechodnie czy  sprzedawcy w sklepie. Twoim najbliższym przyda się raczej iskra dobra pod inną postacią, im przyda się Twoja miłość i wdzięczność. To, o czym piszę to codzienna nieformalna praktyka uważności dostępna bez wielkich starań, właściwie od ręki. Kiedyś zwana uprzejmością i tak sobie myślę, że w pełnej agresji rzeczywistości najzwyczajniej w świecie warta kultywowania.

 

 

Posted Under
Bez kategorii
  • wytchnieniem M.

    zgadza sie nieraz małe rzeczy „robią” cały dzień. Jak ja się przeprowadziłam w nowe miejsce, uderzyło mnie, że mało kto mówi do siebie dzień dobry, nikt na siebie nie zwraca uwagi mimo, że np. mieszkają w jednym bloku….ja swoim zwyczajem mówię wszystkim, których widuje z jakąs częstotliwością, a mój mąz (i nie tylko) się dziwi „to Ty ich znasz???”

    • O tak, masz rację. Myślę, że nie doceniamy jak drobnym, małym gestem możemy sobie i komuś zrobić dzień 😉

  • Wiesz z czym mi się skojarzył ten post? Z „Kwiatem kalafiora” Małgorzaty Musierowicz i grupą ESD 😀 Czytałaś może? A co do samego zauważania siebie nawzajem, to powiem Ci, że w Danii gdzie jeszcze mieszkam jest to bardzo powszechne. Większość osób, które spotykam na spacerze, wymienia ze mną grzecznościowe powitanie czy uśmiech. Jakoś dla ludzi tutaj takie zwrócenie uwagi na drugą osobę jest bardziej ‚normalne’ niż w Polsce, gdzie zwykle ludzie patrzą nie na innych a pod nogi. Niedługo wracamy do Polski i chciałabym takie pozytywne zachowania wziąć ze sobą 🙂

    • O tak, stara dobra Musierowicz, jak najbardziej. Pisałam o tym skojarzeniu, gdy poprzednio polecałam australijskie Kindness Cards, tym razem jakoś mi umknęło.

      A poza tym, ech, niestety wydaje mi się, że w Polsce mamy z tym problem. Że, jak śpiewała Dorota Masłowska, społeczeństwo jest niemiłe. Mamy problem ze społeczeństwem obywatelskim i ze zwykłą uprzejmością także. Duży wpływ na to mają politycy, którzy w taki sposób antagonizują społeczeństwo, że w tej chwili mieszkają w Polsce dwa wrogie sobie plemiona. Choć nie tylko – przyczyn jest pewnie więcej. Bardzo to smutne. Chciałabym na swoją skromną skalę właśnie w ten sposób spróbować to zmienić. Zacząć od siebie. Zauważać innych. Obdarzać ich nie frustracją i skrzywioną miną, a małą pozytywną iskrą, która – wiem, bo próbuję – czasem działa cuda.

      A więc tak, koniecznie, jak się sprowadzicie, weź trochę tej pozytywności ze sobą na polskie ulice.

  • Wiesz z czym mi się skojarzył ten post? Z „Kwiatem kalafiora” Małgorzaty Musierowicz i grupą ESD 😀 Czytałaś może? A co do samego zauważania siebie nawzajem, to powiem Ci, że w Danii gdzie jeszcze mieszkam jest to bardzo powszechne. Większość osób, które spotykam na spacerze, wymienia ze mną grzecznościowe powitanie czy uśmiech. Jakoś dla ludzi tutaj takie zwrócenie uwagi na drugą osobę jest bardziej ‚normalne’ niż w Polsce, gdzie zwykle ludzie patrzą nie na innych a pod nogi. Niedługo wracamy do Polski i chciałabym takie pozytywne zachowania wziąć ze sobą 🙂

  • Dla mnie marzec jest takim trudnym miesiącem. Wybrałam sobie zadanie trochę w duchu Twojego postu, czyli przeżywam miesiąc pod tytułem życzliwie. Niby proste czynności, drobne gesty, a czasem w zabieganiu, zmęczeniu i być może przesadnej niekiedy próbie ochrony mojego malca przed światem staje się ta życzliwość bardzo trudna dla mnie. Zastanawiam się nad tym i wciąż się ćwiczę.
    Pozdrawiam!

    • Widzisz coś jest na rzeczy z tą życzliwością i uprzejmością. To smutne, że tak trudno nam się na nią zdobyć, że jest w sumie tak niecodzienna, choć powinna być codzienna jak powietrze. Kibicuję, trzymam kciuki i czekam na Twoje marcowe obserwacje.

  • Wspaniała jest taka uważność. Zwracanie uwagi na drobiazgi, które potrafią rozweselić i pokolorować świat. Chyba zacznę te gesty częściej i świadomiej robić:) Dzięki!

    • Dziękuję 🙂 świetnie Ci idzie, właśnie dziś wysłałaś w moją stronę małą iskierkę dobra 😉

  • Myślę i staram się robić podobnie. Zadziwiające jak ludzie potrafią być zaskoczeni. A najzabawniejsze jest to, że sama zbieram szczękę z podłogi, gdy ktoś wobec mnie okaże bezinteresowną życzliwość. I wiesz, zainspirowałaś mnie i postaram się coś naskrobać w tym temacie u siebie :).

    • To prawda, ja się też się zawsze dziwię, gdy doświadczam czyjejś spontanicznej życzliwości. To bardzo uskrzydalające uczucie. Cieszę się, że zainspirowałam, chętnie przeczytam Twoje obserwacje 🙂