Calm. Recenzja książki

Przyznam się, dawno nie byłam tak zaciekawiona książką poradnikową jak przed lekturą Calm. To niejedyna publikacja tego typu, pomysł, by pisać o uważności i medytacji w taki sposób wydaje się coraz nośniejszy. A jednak Calm zapowiadał się wyjątkowo. Najpierw było kilka poleceń blogowych [klik], które obszernie wykorzystywały dostępne i bez książki materiały promocyjne. No i fantastyczne recenzje [klik]. Pomysł na tę kampanię, informującą szczegółowo o skutkach FOMO, czyli Fear of Missing Out (strachu przed wypadnięciem z obiegu) zrobił na mnie duże wrażenie. Także zawodowe, bo sama robię w książkach i, co tu kryć, lubię dobrze przeprowadzone książkowe kampanie marketingowe. Ale było też w tym coś więcej, bo tematyka związana z wylogowywaniem się z sieci i rezygnacją z nadmiernego korzystania ze smartfonów jest mi blogowo bliska. Ba, komu ona nie jest bliska! Dane są szokujące i przekonujące zarazem, ale przede wszystkim mówią same za siebie – statystycznie mamy problem z uzależnieniem od sieci.

Mojemu zaciekawieniu towarzyszył lekki sceptycyzm.  Po pierwsze: świat aplikacji telefonicznych nie jest do końca moim światem, a ta książka zrodziła się z aplikacji Calm. Aplikacja jak aplikacja, wiadomo, skłania nas do życia z telefonem w ręce, co zarówno kampania, jak i sama książka kontestuje. Po drugie: mam pewien problem z uczynieniem z uważności i medytacji, którym poświęcona jest ta książka dobrze sprzedającego się produktu. Fakt, że do jej promocji idealnie wybrano wątek uzależnienia od sieci jest również trochę kłopotliwy – jak pisać w sieci o uzależnieniu od sieci?

_MG_0162

Ale stało się. Otrzymałam z wydawnictwa pięknie zapakowaną, niebywale estetyczną książkę. Trudno się oprzeć jej estetycznemu, prostemu czarowi, więc dałam się uwieść tej publikacji. I choć część tych wątpliwości nie znikła zupełnie, jestem przekonana, że to książka warta lektury i dająca się czytelnikowi czytać na wiele sposobów.

Dziecięca radość małych celebracji

Calm to niezwykle estetyczny, poręczny i inspirujący przewodnik po medytacji i uważności. Jego niewątpliwym atutem jest przystępność, to książka dla każdego w dobrym rozumieniu tego słowa. Zdecydowanie poleciłabym ją tym wszystkim, którzy słyszeli o uważności i próbują zacząć praktykę a trudno jest im znaleźć jej zastosowanie w codziennym życiu. W książce jest bowiem pełno  zarówno prostych, dobrze wszystkim znanych pomysłów na codzienną praktykę na uważności, jak i inspirujących wyzwań ćwiczących kreatywność. Znajdziemy tu więc fragmenty dotyczące m.in. chodzenia boso czy podziwiania widoków w podróży. Któż z nas tego nie robił?  Ale też ćwiczenia z wyobraźni – propozycję zaprojektowania własnej wyspy czy tatuażu. Lektura przypomina, że praktyka uważności ma w sobie wiele z dziecięcej radości małych celebracji. I w tym upatruję jej ogromnej wartości.

_MG_0160

Lektura odpowiednio zbalansowana

Książka jest funkcjonalnie podzielona na 8 wielkich tematów. Natura. Sen. Podróże. Relacje z innymi. Praca. Dzieci. Kreatywność. Jedzenie. Nie trzeba ich czytać po kolei. Każdy z tych podrozdziałów dostarcza nowej garści pomysłów, cytatów i codziennych medytacji. Prostych w dobrym rozumieniu tego słowa, bo popularny charakter tej publikacji jest jej dużą wartością. Skondensowana forma tych praktyk nie jest przy tym pretensjonalna, a niebanalne pisanie o uważności nie jest wcale takie proste.  Pojawiają się w niej też pojęcia inspirowane dokonaniami prekursorów uważności, wyniki naukowych badań czy zwykłe ciekawostki, które niewątpliwie wzbogacają tę książkę. Wiedzieliście, że w języku kornwalijskim funkcjonuje kilka przymiotników opisujących zmienne kolory toni wody otaczających półwysep? Albo że najzdrowsi są ci, którzy śpią od 7 do 7 i pół godzin na dobę? W tym sensie jest to lektura odpowiednia zbalansowana przypominająca o sile oczywistych praktyk i dostarczająca garści inspiracji zarazem.

_MG_0161

Książka, która wpada w oko

Estetyczny walor Calm jest jej ogromnym atutem. To książka, która „wpada w oko”, cieszy je i zaprasza do lektury. Można ją czytać na wiele sposobów, można pogrążyć się w lekturze, można czytać wyrywkowo, można do niej wracać. Może nie jest zbyt poręczna, by zabierać ją ze sobą, choć ja właśnie w podróży pochłonęłam ją niemal w całości. To była dla mnie ekscytująca podróż dosłownie i w przenośni. Odsyłała mnie do wielu momentów, w których uważność stawała się dla mnie naturalną częścią życia. Budziła dobre wspomnienia, podsuwała kolejne pomysły. I cóż, w zasadzie, do tego jest ta książka stworzona. By przekonać czytelnika, że medytacja i uważność nie jest niedostępna, że taka codzienna praktyka jest cennym nawykiem. Oczywiście można tu zgłaszać zastrzeżenia. Że praktykowanie uważności nie jest proste, bo wymaga codziennego wysiłku. Że służy bardziej świadomemu wglądowi w siebie nie tylko w chwilach radości, ale i w chwilach smutku. Że jej cele nie powinny być masowe, że nie powinna służyć jako narzędzie, które zwiększa naszą efektywność. Ale myślę, że z powodzeniem można ją czytać jak książkę dla zaganianych, książkę, którs nie obiecuje łatwego efektu, a jednocześnie skłania do cieszenia się praktykowaniem uważności. A o tę radość, radość z pełni obecności w dużej mierze przecież chodzi.

Dziękuję pięknie wydawnictwu Albatros za udostępnienie książki.

Posted Under
Bez kategorii
  • disqus_TEDIsvII1h

    Czyli taka uważność w wersji fast. Eh…

    • I tak, i nie. Na pewno nie jest to książka z medytacjami dla zaawansowanych. Ale przybliża, popularyzuje uważność. Są w niej inspirowane praktykami mindfulness ćwiczenia: np. na uważne jedzenie czekolady, ćwiczenia oddechowe czy body scan. Jest też dużo propozycji na praktykowanie uważności codziennie, celebrujac drobiazgi. Wiele osób ma z tym problem, chcieliby być obecni tu i teraz, ale jak przychodzi co do czego mają problemy ze znalezieniem preketstu. I to o tych pretekstach książka. Ładna, estetyczna, prosta w zamyśle. Inspirująca. Pewnie można mieć uwagi, że to bardziej skomplikowane wszystko, ale ona się swoją prostotą moim zdaniem broni

  • O widzisz. Zastanawiałam się czym dokładnie jest ta książka, bo obiła mi się już o oczy tu i tam. Miło czytać u Ciebie, że jednak warto, zwłaszcza jeśli dopiero zaczynamy swoją przygodę z uważnością. Zaryzykuję zatem, zwłaszcza, że na Twoich zdjęciach wygląda pięknie! 🙂

  • Ta książka przede wszystkim zachęca wyglądem, widać, że jest ładnie wydana. Bardzo ciekawa pozycja nie słyszałam o niej wcześniej. 🙂

  • Nie zainteresowałam się tą książką właśnie dlatego, że swego czasu było jej pełno – na blogach, fejsach i instagramach. Jednak po Twojej recenzji stwierdzam, że to coś dla mnie (sama wiesz jak u mnie wygląda sprawa uważności). A projektowanie własnej wyspy brzmi kusząco (takie analogowe Beach Life) 😉