Tam gdzie odpoczywam

Tam gdzie odpoczywam

Mam takie miejsce, do którego często wracam. Jest jak czarna dziura – przyciąga mnie, rozbija na drobne kawałki, a potem pozwala poukładać się w całość na nowo. Nie jest to miejscówka na końcu świata ani chata na skraju bieszczadzkiej komuny założonej przez byłych pracowników agencji reklamowych. Nie. To mój rodzinny dom na wsi. 

Odpoczywam. Za każdym razem gdy przyjeżdżam w moje rodzinne strony. Nie ważna jest pora roku, pogoda. I choć nie jest to tekst promocyjny miejsca mojej młodości, bo nie da się tego wszystkiego opisać w jednym tekście, poniżej znajduje się krótka opowieść tego, co wydarzyło się w malowniczej wsi gdzieś na pograniczu 3 województw.

Sobota.

Teraz, gdy na głowie dwójka dzieci, przyjeżdżamy do mojego domu tak często jak tylko się da. W ubiegły weekend też obraliśmy kurs na moje rodzinne strony, a powód ku temu był jeszcze lepszy – pierwsze urodziny Syna. A jak ! Iskierka skończył rok, o czym pisałem w poprzednim wpisie.  Udało nam się spędzić czas wśród bliskich nam osób. Dzieci biegały po ogromnym ogrodzie moich rodziców. Biegały, skakały, zrywały truskawki i balony. Był czas na stół, był czas na spacer i był czas na odpoczynek. Cień jabłoni idealnie chronił nas i małe dzieci od słońca, które tego dnia ostro dawało się we znaki.

Całe popołudnie zleciało nam jak z bicza trzasnął. Wydawało się, że raptem godzina lub dwie, a w rzeczywistości minęło 6. Goście się rozjechali, a my rozpaliliśmy dla dzieci ognisko. Pieczona kiełbasa z bułką i do tego amerykańska ipa – jeszcze nigdy nie czułem się tak hipstersko jak tego wieczoru. Stwierdzam bez żadnego wstydu, że niewiele mi trzeba do szczęścia.

Niedziela.

Wciąż odpoczywam. Odpoczywam ja, odpoczywa Marta, dzieci szaleją z kuzynostwem. Rankiem poszedłem do ogrodu rodziców i nazbierałem świeżych truskawek i zrobiliśmy sobie koktajl. Śniadanie zjedliśmy na leniwca. Trochę telewizji (niestety, jak widzę programy typu „Ciężarówka po Antypodach” to zapominam o całym świecie). Zanim ruszyliśmy w trasę powrotną, wybraliśmy się całą naszą czwórką na spacer, poszwendać się bez celu polną drogą, zaraz za stodołą. Po jednej stronie obsiane pola, po drugiej domostwa i szopa, w której sąsiad Edek nocami buduje prom kosmiczny. Marta ostatnio wspominała mi, że chciałaby zamówić nam sesję zdjęciową (fotograf bez zdjęć chodzi) więc wziąłem ze sobą aparat. Nie lubię wszystkich tych cukierkowych, pozowanych sesji z kolorowymi balonami w polu rzepaku, bo nie o to w tym chodzi. Lubię podpatrywać i nie przeszkadzać. Wtedy zdjęcia wychodzą mi najlepiej. Myślę nad patentem, który pozwoli mi być na tych zdjęciach, ale póki co pomysły są w fazie twórczej. Na realizację przyjdzie czas później.

_MG_6867

_MG_6896

_MG_6878

Po obiedzie ruszyliśmy w drogę powrotną. Wszystko obliczone tak, aby Syn zasnął w czasie podróży, bo inaczej półtorej godziny drze się w aucie. Dotarliśmy do domu. Siedząc tego samego popołudnia na naszym skromnym balkonie pomyślałem sobie, że naprawdę chciałbym być gdzie indziej. Tu nie odpoczywam, męczę się ja i moja rodzina. A może posieję trawnik na balkonie i z zamkniętymi oczami będę po nim chodził na boso i wyobrażał sobie, że jestem w zupełnie innym miejscu…

Byłoby miło.

Tam gdzie odpoczywam
Tam gdzie odpoczywam
Posted Under
Bez kategorii
  • Asia – Matka w Kratkę

    To ważny zasób – mieć miejsce, do którego zawsze i bezwarunkowo można wrócić, odpocząć, nabrać sił. U mnie trochę tego brakuje. Dlatego staram się bardzo, żeby miejsce, w którym mieszkam, stało się też miejscem spokoju (no dobra, bardzo względnego przy trójce dzieci), w którym jest mi po prostu dobrze.

    • Dokładnie tak. Trzeba szukać miejsca dla siebie i tak organizować przestrzeń dookoła siebie aby czuć się w niej jak najlepiej. Przy trójce dzieci może być już level hard, ale podziwiam 🙂 Pozdr / Łukasz