Wakacje w deszczu

W końcu upragnione wakacje. Marta z dziećmi odpoczywa (o ile opiekę nad dwójką dzieci można nazwać odpoczynkiem) nad jeziorami od dwóch tygodni, ja dojechałem do nich tydzień temu. Jak każdy urlop był on przez nas, a zwłaszcza przeze mnie, wyczekiwany jak pierwsza gwiazdka. Wszystko zaplanowane, dni rozpisane na relaks i odpoczynek w słońcu. Problem w tym, że upragnionego słońca nie było. Był za to deszcz i to często.

Deszczowe wakacje to koszmar każdego urlopowicza. Pamiętam taki jeden wyjazd, gdy nie byliśmy z Martą jeszcze małżeństwem. Siedzieliśmy przy litewskiej granicy nad jeziorem ( podobnie jak teraz) i bezustannie padał deszcz. Padał w takim stopniu, że zdesperowani stojąc na pomoście, musieliśmy chronić się od deszczu, który atakował nas z każdej strony, także od dołu. Ale wtedy byliśmy sami, bez dzieci i mogliśmy spędzić ten czas na różne sposoby. Gdy ma się dzieci, to sprawa wygląda zupełnie inaczej. Cały urlop ustawiony jest pod to aby zorganizować dzieciom wolny czas i aby się nie nudziły. W tym roku postanowiliśmy postawić nie na wyjazd nad morze lecz nad jeziora. Odpoczynek w agroturystyce nad samym jeziorem, niedaleko Sejn, rzut beretem od granicy z Litwą. Niestety nie dopisała nam w tym roku pogoda. Z tygodnia urlopu trafił nam się jeden dzień bez deszczu (piszę to w ostatnim dniu naszego pobytu), ale i tak zakończył się on niezłą burzą. W pierwszym dniu naszło mnie zniechęcenie, wszystkiego się odechciewa gdy co chwilę pada deszcz. Jednak tego samego dnia, a był to poranek naszła mnie myśl. Stojąc przed lustrem w łazience uświadomiłem sobie, że to nie o pogodę chodzi w tym urlopie, a o tak długo wyczekiwany wspólny czas z moją rodziną. Może to banał, ale tak właśnie było. Naprawdę bardzo czekałem na swój urlop. W końcu mogłem na pewien czas zostawić sprawy zawodowe daleko z tyłu. I tak oto spędziliśmy jedne z cenniejszych, a na pewno jedne z najbardziej intensywnych wakacji jak dotąd.

Każdego dnia, aby nie spędzać czasu tylko w pokoju, jeździliśmy po okolicy, która jest tu wyjątkowo malownicza. Sejny, Wigry oraz Krasnogruda wraz z dworem Miłosza. Zrobiliśmy sporo kilometrów po okolicy. Wpadliśmy na odwiedziny do teściów, którzy stacjonowali jezioro obok. Teściowa, dobra z niej kobieta, obrała sobie misję, która w skrócie nazwałem „Feed the world” – ogólnie rzecz ujmując priorytetem dla niej jest gotowanie dwu daniowych obiadów na urlopie, co staraliśmy się bojkotować i stołowaliśmy się „na mieście”. Oczywiście obiadu u mamy się nie odmawia więc bojkot od czasu do czasu szedł w odstawkę. Udało mi się też spędzić trochę czasu sam na sam z wędką, bo ku lekkiemu przerażeniu Marty, zamierzam wrócić do wędkowania. Ale o tym moim łowieniu ryb oraz kocim towarzyszy już niebawem w osobnej notce.

Pomimo zmiennej pogody bardzo cieszę się na te wakacje. Nie spędziliśmy ich w jakiś bezsensowny sposób, lecz wspólnie. Nauczyłem się czegoś co dało mi mocno do myślenia. Tak bardzo marnuję czas na nie byciu z moją rodziną, a ona daje mi najwięcej radości i poczucia satysfakcji. Patrzę od tygodnia na Córkę i jej świat pełen opowieści, odkrywania nowych rzeczy i fascynacji wszystkim dookoła. Patrzę na nią z jaką wielką miłością odnosi się do młodszego brata. Bawią się wspólnie, śmieją się. Córka przynosi Syna na rękach, dba aby miał wszystko pod ręką i zabawia go. Syn natomiast odkrywa wszystko od podstaw. Fascynują go zwierzęta. Stanowią zabawny tandem z Córką. Gdy przyjechałem do nich po tygodniu, Syn ucieszył się w takim stopniu, że wciąż się śmiał i nie schodził mi z rąk. Spędzamy dużo czasu razem choć prawie cały ciężar opieki nad Synem spoczywa na Marcie.

Wydaje mi się, że te wakacje są dla nas pewnego rodzaju przełomem. Rozpoczęły długotrwały proces porządkowania naszych życiowych priorytetów, otworzyły nam też oczy na zupełnie inne możliwości. Nie spodziewaliśmy się tego, ale miejsca które odwiedziliśmy oraz ludzie, których spotkaliśmy, dali nam ogromną energię na dalsze działania.

Wakacje to ogólnie trudny czas – jest tak wiele oczekiwań co do ich przebiegu, że jedno małe potknięcie może szybko doprowadzić do wieku niepotrzebnych napięć. My założyliśmy sobie, że chcemy je spędzić na luzie i udało nam się. Oczywiście wjechała wakacyjna kłótnia małżeńska, ale to klasyk i musi być. Inaczej byśmy zwariowali.

Posted Under
Bez kategorii
  • Nasz urlop też przypadł na okres bardziej deszczowy niż słoneczny. Bylismy nad Bałtykiem i próbowaliśmy cieszyć się możliwością wdychania zdrowego jodu, nawet jak siąpiło i wiało. Gorzej, gdy była ulewa. Potem na pytania babć, co Synek robił nad morzem, odpowiadał, że siedział w domu (sic!). Choć wcale tak nie było, ale pewnie to męczące siedzenie w miejscu najbardziej zapadło mu w pamięć. Poza tym Młodsza dostała 5-dniowej gorączki, która notabene pokryła się w większości z okresem deszczowym. Przy okazji zwiedziliśmy nadmorskie przychodnie i apteki, a gorączka jakoś sama odeszła, gdy wyszło mocniejsze słońce. Wakacje w Polsce to bajka 🙂

  • Współczujemy szczerze. 2 lata temu mieliśmy nad Bałtykiem wirusówkę – Córka i ja poskładaliśmy się na 2 dni. Szczęśliwie była pogoda. Powiem Ci jednak, że przy obecnych wahań z klimatem, trafienie w pogodę na wakacje może być wyjątkowo trudne. My chcemy zrobić drugie podejście pod koniec sierpnia aby zabrać dzieci nad morze. Rok temu pogoda o tej porze dopisała idealnie. Jednak też zastanawiamy się nad wakacjami poza granicą, gdzieś gdzie prawdopodobieństwo słońca jest niemal stuprocentowe.
    Nas takie deszczowe wakacje dużo nauczyły – jeśli jesteśmy w stanie wyciągnąć max z wakacji deszczowych, to słońce nie będzie stanowiło dla nas problemu 🙂

    Pozdrawiamy serdecznie, Trzymaj się 🙂

  • Pingback: Uciekające wakacje - Na wolnym biegu()