Domek z duszą i wakacje na wsi.

Wakacyjne powroty do domu moich rodziców wiążą się dla mnie zawsze z wyprawą na działkę moich dziadków. Dziadkowie, oboje po dziewięćdziesiątce, wciąż mają się dobrze, choć towarzyszy im samotność i drobne – jak na ten wiek – dolegliwości.  Ale miejsce, które latem tętniło ich obecnością, w tym roku po raz pierwszy przez większość sezonu pozostaje puste, bo dziadkowie zdecydowanie odmówili wyjazdu. A my pojechaliśmy tam z wizytą.

Puste miejsce jest pełne wspomnień po moim dzieciństwie. Tu miałam swój domek pod gankiem, tu dziadek z nieżyjącymi już przyjaciółmi grał w karty w każdy czwartek. Miejsce biesiad jest zajęte przez intensywnie rozrastające się dzikie wino, które mama przycina przez prawie cały pobyt. Wspomnień jest więcej, całe mnóstwo. Tu wspinałam się na wiśnię, której już nie ma, i nakładałam sobie na uszy kolczyki z jej owoców. To miejsce śniło mi się przez długą zimę jako zapowiedź lata i wolności. Tu opalony dziadek kosił trawę, co tydzień, zawsze w określonym dniu. Tu babcia siedziała na stołeczku pielęgnując grządki. Tu ja, stojąc na ganku i godzinami patrząc na szosę, wyczekiwałam rodziców, którzy zostawiali mnie na kilka dni pod opieką dziadków. Dziś nic bym w ten sposób nie zobaczyła, wybujałe drzewa kompletnie zasłaniają szosę. Dziś rzeczka, w którą kąpałam się w dzieciństwie, ma zupełnie inny bieg, bo jej koryto zmieniło swoje miejsce. Po sąsiadach pozostała pustka. Domki przejmują ich dzieci lub zostawiają je na pastwę losu, zaniedbane i dziczejące.

Na tym tle domek dziadków wciąż reprezentuje się dobrze. Trochę jest może niedzisiejszy, ale wciąż trzyma się nie najgorzej. Rozpala wyobraźnię. Nie tylko moją. Łukasz oczyma wyobraźni widzi w nim swój rzemieślniczy browar, Córka rozochocona kawałkiem zieleni, dzielnie bawi się w ogrodniczkę. Podlewa drzewa, które rok temu posadziła dla siebie i brata. Jej bose stopy na trawie przypominają mi moje własne dziecięce stopy sprzed lat i dziecięcą radość z chodzenia bez butów. Fotografujemy Syna na ganku. Jest mały, jego główkę widać pomiędzy deskami barierek. Takie samo zdjęcie ma i Córka. Takie samo zdjęcie mam i ja. Ciągłość pokoleń. Nasze miejsce z duszą.

Wędrując po dobrze mi znanym kawałku ziemi mam dwa spostrzeżenia. Po pierwsze, jak szybko bez codziennej troski człowieka dziczeje przestrzeń. Nie jest to nic odkrywczego dla osób, które poświęcają ogrodowi swoją mrówczą codzienną uwagę. Ale ja, która latami tłumaczyłam dziadkom, żeby się nie przemęczali i pozwolili ogrodowi dziczeć, czuję się jednak po miastowemu zdziwiona. To zdziwienie jest trochę bezsilne, z jednej strony – podszyte chęcią ogrodowej pracy, z drugiej – jestem jednak na co dzień za daleko, więc stać mnie tylko na jednorazowe gesty.

Ale po drugie, PO DRUGIE, myślę sobie, że nie ma dzieciństwa bez wspomnień z bycia na wsi, w intensywnym i niekoniecznie sterowanym przez dorosłych kontakcie z przyrodą. Łowiłam tu kijanki, opiekowałam się ślimakami, zbierałam stonki. Biegałam nad rzekę, zbierałam grzyby z babcią, błądziłam po lesie. Chodziłam z kanką po mleko prosto od krowy. Przyjeżdżałam tu z przyjaciółmi. Uczyłam się jeździć na rowerze. Czasem brakowało mi towarzyszy zabaw i bawiłam się sama, skupiona, czasem spędzałam całe dni z dziećmi z okolicznych domków. Patrzę na Córkę, patrzę na małego Syna i myślę, mam nadzieję, że to Miejsce dostarczy także im wielu radości.

Przestrzeń wsi jest idealna do intensywnego przeżywania dzieciństwa. Do pobitych i zadrapanych kolan, do dziecięcych przygód, do własnych przyrodniczych obserwacji. Mam w pamięci wielce pouczającą lekturę Louva, niedawno przeczytałam Wolne dzieci Petera Gray’a, o której niebawem i spostrzeżenia obydwu badaczy bliskie są mojej intuicji. Swobodna, niezaplanowana przez dorosłych zabawa ma wartość nie do przecenienia, a jednak często o niej jako rodzice zapominamy, łudząc się, że to obfity plan dnia, uratuje nasze dzieci przed nudą. Więc nudy boję się mniej niż dzieciństwa w świecie z betonu.

 

 

 

Posted Under
Bez kategorii
  • Piękny wpis. Nostalgia. Wspomnienia. Aż miło 🙂 ja mam to szczęście, że wychowałam się na wsi i nadal na niej mieszkam, choć trudno to nazwać wsią. Kurę ciężko dostrzec, nie wspominając o większych zwierzętach. Ale jest przestrzeń, są widoki, świeże powietrze, własny ogród. Ciesze się, że moje dzieci mogą tu się wychowywać

    • Pozazdrościć. Nawet jeśli kurę trudno dostrzec, bo przestrzeń, ogród i zieleń to już piękne miejsce na dziecięce zabawy 🙂

  • Wow, aż się na chwile zatrzymałem… Co za wpis! Wszystkie wakacje z wieku dziecięcego wróciły w jednej chwili!

    • Dzięki Michał, cieszę się 🙂

  • Zazdroszczę takich pięknych wspomnień i takiego miejsca 🙂 Ja wspominam wyjazdy nad jezioro i na działkę 🙂 Pielenie grządek, zrywanie porzeczek i przyrządzanie z nich soków z ogromną ilością cukru 😀

    Zgadzam się z Tobą jeżeli chodzi o swobodną zabawę. Jest niezwykle cenna i rozwijająca 🙂 Łatwo jest przesadzić w organizowaniu czasu naszym dzieciom, a one potrzebują też czasem nudy i zabawy tylko po swojemu 🙂

    • A widzisz Zuzia jednak 🙂 Nawet krótkie wakacyjne wypady na wieś zostawiają wspomnienia. Domek moich dziadków to też działka, więc ten kontakt z życiem wiejskim (zwierzętami gospodarskimi, sianokosami etc) też był nie taki duży. Ale wspomnień cała masa. I to mnie właśnie po trosze uderza, że przecież byli ze mną dorośli, którzy również czasem próbowali organizować mi czas, a ja najbardziej pamiętam swoje własne emocje i doświadczenia, a nie te improwizowane zabawy. W nich tkwi moc właśnie, tak myślę.

      • Poszukałam we wspomnieniach i coś się znalazło 🙂 To też taka pozytywna informacja dla rodziców, że nie zawsze czas wakacyjny musi być w 100% zorganizowany, nuda i zostawienie dzieci samopas też może się pozytywnie skończyć 😀

  • Mam podobne wspomnienia z wakacji spędzanych na wsi. Częściej zostawałam jednak u cioci, gdzie mogłam bawić się z młodszą o rok kuzynką. Same chodziłyśmy nad jezioro, same wieczorami wymykałyśmy się na niekontrolowane spacery, cieszyłyśmy się pierwszym poczuciem wolności. Za to ona, gdy przyjeżdżała do mojej betonowej dżungli fascynowała się wielkimi blokami i nie mogłyśmy przestać jeździć windą. Każdy ma własne fascynacje i będzie miał inne wspomnienia wakacyjnej „egzotyki”. Chciałabym jednak, że moje dzieci też mogły doświadczyć tego, co ja za młodu.

    • Jasne, miasto daje dużo możliwości, sama jestem miastowa. I z moich obserwacji wynika, że ze wsi często chętnie jedzie się na wakacje do miasta lub w gwar kurortów. Ale mimo wszystko czuję, że to przestrzeń, zieleń i wieś daje dzieciom mnóstwo możliwości.
      Dzięki za Twoje wspomnienia Kasiu 🙂