Wszystko mam w sobie

Po raz pierwszy przeczytałam o tej książce na fan page’u jednego z moich ulubionych blogów rozwojowych Pracowni Edukreacji. Bardzo lubię wpisy Agnieszki i ufam jej sugestiom lekturowym, ale w tej rekomendacji było coś szczególnego – doskonały, zapadający w pamięć  tytuł („Wszystko mam w sobie”) i magnetyczna okładka, z autentyczną, piękną twarzą autorki. Przejrzałam pobieżnie fan page autorki, byłam na wakacjach, sieć mi się rwała, ale wiedziałam już, że nie mogę tego przeoczyć.

Książka przyszła do mnie chwilę później, z autorską dedykacją. Przeczytałam ją w półtora dnia, wyłapując wolne chwile w codziennej gonitwie za bardzo BARDZO energetycznym Synem. Ach co za piękna, wspierająca, mądra rzecz. Zachwyciła mnie zarówno jej autorka, z jej umiejętnością empatycznego, wrażliwego słuchania, jak i jej bohaterki,  wartościowe, barwne, niesamowicie motywujące do zmiany.

Bo idea jest prosta. Dorota Barczak-Perfikowska, trzydziestoparoletnia mama bliźniaków zagubiła się gdzieś w codzienności, w tym szpagacie pomiędzy macierzyństwem a pracą zawodową, pomiędzy prowadzeniem domu a własnymi ambicjami. I zadała sobie proste pytanie, kim jest. Odpowiedź Doroty była radykalna, bo odkryła, że nie ma pojęcia. Że właściwie nałożyła na sobie tyle masek, tyle funkcji i tyle odpowiedzialności, że nie zdążyła naprawdę odkryć, kim tak naprawdę jest. I w tym momencie postanowiła napisać książkę, rozmawiając ze spełnionymi, szczęśliwymi kobietami o ich drodze do siebie.

Nie jest łatwo pisać o samorozwoju, trzeba mieć w sobie sporo głębi, by nie otrzeć się o banał. A Perfikowska pisać potrafi. Wartość tej drogi, jej przenikliwych obserwacji, a przede wszystkim konsekwencji w tej drodze jest nie do przecenienia. Rozmawia z 9 kobietami w różnym wieku. Każda z nich jest  nietuzinkowa, więc wymienię je wszystkie: redaktorka freelancerka –  Maria Kula, Agnieszka Kozieł – matka dziecka adoptowanego i dziecka upośledzonego, masażystka Ma-uri, Agnieszka Prucia – twórczyni glinianej pracowni, Aleksandra Budzyńska – Pani Swojego Czasu,  Katarzyna Bruzda-Lecyk – artystka, która uczy kontaktu ze sztuką, Agata Dutkowska – założycielka Latającej Szkoły, Joanna Posoch – twórczyni Lawendowego Pola, Zosia Rzepecka – nauczycielka tantry i najstarsza w tym gronie Maria Ziemkiewicz.  Każda z jej bohaterek opowiada po swojemu o swoich formujących doświadczeniach i docieraniu do miejsca, w którym są – pełne satysfakcji z tego jak wygląda ich życie. Autorka uważnie słucha, nie kryje podziwu, ale i głęboko podsumowuje każdą z tych rozmów. Czytelnik, czy raczej czytelniczka może z powodzeniem dać się uwieść tym zachwytom, bo naprawdę trudno się tymi kobietami nie zachwycić – ich siłą, energią, konsekwencją w życiu po swojemu. Unosi się nad tą książką duch Latającej Szkoły, prawie wszystkie bohaterki są w jakiś sposób związane z LSz, co może wzbudzać pewien sceptycyzm. Pewnie byłaby to nieco inna książka, gdyby Autorka dotarła do większej liczby kobiet spoza tego kręgu, ale to drobna wątpliwość, nie rzutująca moim zdaniem przesadnie na wartość książki.

O tym, co odkrywa Autorka można by długo, bo w każdej z tych rozmów odkrywa inną rzecz. Każda z jej rozmówczyń na swój sposób wyrasta z szablonu „bycia kobietą”. Niektóre z nich świadomie rezygnują z macierzyństwa, inne długo poszukują partnerów. Wszystkie rezygnują z etatu.  I – co warto zaznaczyć – wcale nie są to hurra-optymistyczne obserwacje, o tym jak dobrze jest w wolnym zawodzie, bo wiele z bohaterek mówi o swoich zmaganiach z różnego rodzaju deficytami.  A jednak widzą w nich wartość. Autorka przepytuje je jak pokonać strach i wewnętrznego krytyka. Rozmawia o epifanijnych doświadczeniach, w których nagle, niby znikąd wyłania się nasza prawdziwa istota. Rozmawia też o tym, że determinacja bywa okupiona trudem czy samotnością. Rozmawia o nieprostych i nieoczywistych wyborach.

Bo droga do siebie szczęśliwej i spełnionej jest najczęściej długa i wyboista. I tu dochodzimy do kwestii kluczowej. Myślę, że Autorka opisuje kryzys bardzo bliski wielu kobietom, bo jej jednostkowe odczucia krzyżują się z pokoleniowym doświadczeniem wielu kobiet. Spolegliwe, skłonne do wielu kompromisów, wtłaczamy się w schematy, z których trudno się wywiązać i nakładamy na siebie oczekiwania, którym trudno sprostać. To jest książka o tym jak przestać podążać za ideałem, a o tym jak zdjąć ze swojej głowy wiele mniej lub bardziej nierealnych obciążeń, przestać biec w tym wyścigu i zacząć podążać własną drogą. Można ją czytać na tyle sposobów,  na własną rękę, dostosowując do własnych potrzeb można w niej odkryć wiele wspierających, mądrych treści.

Zdjęcie pożyczyłam z fan page autorki. Książkę można kupić tu [klik]

Posted Under
Bez kategorii