Piwne postanowienia

Piwne postanowienia

Wstyd się przyznać, ale sezon piwowarski 2015/2016 trochę przespałem. Kilka uwarzonych warek w okresie zimowo – wiosennym, a potem długi zastój. Praktycznie całe wakacje, zaczynając od początku czerwca gar warzelny stał w piwnicy i się kurzył. Ostatnia warka jaka wyszła z mojej kuchni datowana jest na sierpień. Dlatego też postanowiłem w tym roku nie odpuścić i wszystkie piwne działania dobrze zaplanować.

Sezon 2016/2017 w moim domowym mikro browarze powinienem rozpocząć niebawem. Planowałem na ubiegłą sobotę pierwsze warzenie, na dodatek pod konkurs, ale nie zdążyłem z zamówieniem składników i póki co muszę przełożyć swoje plany. Nie mniej jednak, postanowiłem być konsekwentny i działać. Nie tylko w sferze warzenia, ale także spożycia, identyfikacji oraz dalszego udoskonalania swoich umiejętności. I tak,

Po pierwsze – warzyć systematycznie, przynajmniej raz na miesiąc. Nie mam większych możliwości aby robić to częściej. Tak jak z samym warzeniem, składnikami itd nie ma większych problemów, tak już z fermentacją jest inaczej. Każdy kto warzy piwo powie, że fermentacja to kluczowy etap w całym procesie. Można zatrzeć zacier idealnie wbijając w się w temperatury, można wrzucić do gara kilogramy chmieli, ale jak się spierdzieli fermentację, to wszystko to idzie na drugi lub trzeci plan. Moim problemem nie jest sam proces lecz  sprzęt do tego wykorzystywany, czyli sławne już moje pudło izolacyjne na fermentory. Jest tylko jedno, mocni już customowe (za sprawą farbek Córki). Mieści ono jeden fermentor, który może schłodzić do 12-14 st C. Zbudowałbym i drugi, a, nawet trzeci, ale nie mam gdzie tego trzymać. Jeden już zajmuje miejsce pod stołem. Tak więc wliczając fermentację zarówno burzliwą jak i cichą, mogę wykorzystywać skrzynię na jedno piwo w miesiącu. Systematyczne warzenie pozwoli mi też nabrać jeszcze większej wprawy, zwiększyć wydajność i być może skrócić czas. Wielkości warek też chcę zmienić, będą mniejsze. Nie 20, a 10 litrów. Mniejsze warki, to krótszy czas, a także mniejsze koszty i więcej wariacji piwnych. Tak, tak właśnie postanawiam. Na dodatek chciałbym też od czasu do czasu zrobiłbym coś na jakiś konkurs piwowarski. Może zapiszę się do Polskiego Stowarzyszenia Piwowarów Domowych. Zobaczę.

Po drugie – spożycie piwa redukuję do weekendów. I nie mam tu na myśli weekendowych najebek od piątku do niedzieli. Nie. Bardziej degustacje, sprawdzanie nowych styli czy też nowych piw wypuszczanych przez moje ulubione browary. Poza tym systematyczne „piwkowanie”, nawet butelkę dziennie różnie może się skończyć. Do tego dochodzi wyostrzenie się smaku, a to w degustacji jest wielce potrzebne. Poza tym kraft kosztuje i uszczupla portfel. Dlatego też zaoszczędzone pieniądze mam zamiar przeznaczyć na…

Po trzecie – udoskonalenie sprzętu. Zaoszczędzone pieniądze z pkt 2 mam zamiar przeznaczyć na kupno gara zacierno – warzelnego ze stali nierdzewnej. Z zamontowanym na stałe kranem, termometrem i być może elektrycznym mieszadłem. Plus sto do profesjonalizmu. Zobaczymy na ile uda się to zrealizować, bo jeszcze nigdy w czymś takim nie zacierałem, ale upgrade sprzętu musi być.

Po czwarte – identyfikacja wizualna. Fajnie byłoby tworzyć coś, co jeszcze jest ładnie opakowane. Wstępne prace już trwają, zobaczymy jakie będę efekty. Jestem dobrej myśli w tej sprawie.

I tak oto, powstała jeszcze mała lista planów konkretnych piw na najbliższe miesiące:

– hefeweizen na Poznański Konkurs Piw Domowych (czas ucieka niestety i mogę nie zdążyć),

– klon Sierra Nevada Pale Ale,

– piwo świąteczne, Christmas Ale,

– American India Pale Ale, podejście drugie.

To tyle, cześć !

Posted Under
Bez kategorii