Prosta historia o przyjaźni

Gdy człowiek jest młody, wydaje mu się, że wszystko jest możliwe. Wszystko stanie przed nim otworem, każda rzecz jest na wyciągnięcie ręki, a to co jest tu i teraz będzie trwać wiecznie. Łącznie z ludźmi jakimi się otacza. Szkolne przyjaźnie będą trwać wiecznie bez względu na życiowe koleje. Koledzy ramię w ramię będą przy Tobie przez całe życie. A potem przychodzi to prawdziwe życie i wszystko weryfikuje.

W ubiegłą sobotę pojechałem na 70 lecie założenia mojej szkoły. Idealna okazja aby spotkać się z ludźmi, z którymi na co dzień nie ma czasu się spotkać lub też od czasu ukończenia szkoły nie było szans się spotkać. A od ukończenia szkoły, czyli Technikum Przemysłu Drzewnego przy Zespole Szkół Zawodowych im. Stanisława Staszice we Wschowie minęło już 15 lat. Nawet nie wiem, kiedy to zleciało, ale to akurat już klasyk. Czas leci zbyt szybko. Piętnaście lat temu widziałem się po raz ostatni z kilkunastoma osobami z mojej klasy. I z tej klasy, pomimo wszelkich życiowych zawirowań przetrwała długa i dość głęboka znajomość z 4 osobami.

„Zobaczysz Młody, skończy się szkoła i skończą się koledzy. Teraz Ci się wydaje inaczej, ale koledzy są i przemijają. To normalne”

Tak powiedział mi kiedyś mój brat gdy jechaliśmy naszym wysłużonym Polonezem do wakacyjnej pracy. Szkoła się skończyła, koledzy się skończyli, ale na szczęście zostali przyjaciele. Zostało ich czterech. Zawsze myślałem, naiwnie bardzo, że przyjaźń zarezerwowana jest tylko dla jednej osoby. Nie rozbija się, nie rozdrabnia się. Jest wręcz przeciwnie. I tak właśnie, przez ostatnie 20 lat bujamy się w tej naszej przyjaźni. Znamy się bardzo dobrze, widujemy się ostatnio rzadko. Jednak, zawsze bez wyjątku, podczas rozmowy czy to telefonicznej czy zwykłych smsów, każdy wypytuje o każdego, zawsze i o wszystko. Rozjechaliśmy się też w dużej mierze w różne kierunki: Mały (Tomek) jebnął wszystko i wyjechał z dziewczyną (teraz już z żoną) w Bieszczady, Świeca (Zbyszek) też wszystko jebnął i za dziewczyną poleciał do Londynu i tam już został. Frodo i ja mieszkamy w Poznaniu, każdy ma swoją własną Martę. Jest jeszcze Józek, czyli Paweł. Jeździ na taryfie. Bez niego impreza byłaby tylko imprezą. Z nim, jest to show o niebywałym poziomie humoru i epickich opowieści. Każdy urabia życie po swojemu. Dzieci, żony czy też dziewczyny. Plany mieszkaniowe, problemy dnia codziennego.

Paweł. 2001 rok. W przybliżeniu, 5 rano. Wypełniony pijanymi absolwentami szkoły bus ojca naszego kolegi  przemierza trasę Wolsztyn – Wschowa. Nagle auto, na prośbę jednego z pasażerów, zatrzymuje się po środku pola. Na nasze prośby, aby tego nie robił, Paweł nie reaguje. Wysiada z busa, spogląda na opróżnioną w 2/3 butelkę wódki i na wpół wypitą puszkę piwa i wypowiada pamiętne do dziś słowa:

„Ja tu wysiadam ! Mam już niedaleko. Dwie piosenki i jestem w domu !”

I poszedł. Niestety pomylił się w obliczeniach i wysiadł o jedno pole za daleko. Powrót do domu zabrał mu więcej niż 2 piosenki. Ale wódkę i piwo zdążył dopić. Do dziś pamiętne dwie piosenki siedzą w naszym słowniku i są używaną miarą odległości. Spotkaliśmy się w sobotę i ponownie o tym opowiadaliśmy. Spotkanie to otworzyło mi też oczy na pewne rzeczy, które kiedyś wydawały mi się śmieszne. Zwykłe codzienne życie dopada każdego. Kiedyś, w szkole, a był to czas kiedy telefony komórkowe dopiero się pojawiały, a każdy chciał chodzić ubrany w oryginalne ciuchy myśleliśmy tylko o tym aby mieć nowe, lepsze i droższe rzeczy. Pierwsze samochody, chwalenie się gadżetami. I gdyby iść tym tropem powinniśmy w sobotę przyjechać jak Snoop Dogg obwieszeni złotem, iphone’ami siedząc na tylnych kanapach przepastnych merdecesów. Zamiast tego rozmawialiśmy o dzieciach i o tym jak to nasze dziesięcioletnie skody i renówki mało palą i się nie psują. Przyjechali jeszcze dwaj kumple, których nie widziałem od czasu ukończenia szkoły. Niby się zmienili, ale wciąż tacy sami.

Emil. 2016 rok. Trasa Wschowa – Brenno. Wnętrze jego odrestaurowanego trabanta kombi z 1985 roku.

„Dobra, zasady są proste. Nikt nie je i nie pije w środku tego auta. Zrozumiano ?”

Po kilku kilometrach słyszę z tylnej kanapy subtelne upuszczanie gazu z otwieranej puszki piwa. Potem drugie. Emil też to słyszy, ale jest już za późno. Piwo wypite, na szczęście nie rozlane. Chwilę przed wyjazdem jego trabantem pojechaliśmy do sklepu na zakupy. Najpierw żarcie, potem alkohol. Po przyjechaniu na miejsce szybkie ogarnianie stołu i grilla. Przygotowanie pościeli na noc i rozpalanie kominka. Potem dopiero alkohol. Bardzo duża zmiana. 15 lat temu sytuacja ta wyglądałaby tak: przyjazd na miejsce i rozpoczęcie picia. Gdzieś późno w nocy otwieranie i jedzenie zupek z paczki, a na drugi dzień szukanie siebie po całej miejscowości. I sprzątanie dużego bałaganu. Teraz już nie. Wręcz odwrotnie. Starzejemy się, zrobiliśmy się jakby bardziej odpowiedzialni. Siedzenie do białego rana też traci na atrakcyjności biorąc pod uwagę cały tydzień w pracy za sobą. Śmiech, rozmowy. Dużo rozmów. Znów wspomnienia i opowieści Józka, które nawet z największych gburów wyciskają łzy ze śmiechu.

Zbyszek. Data zapomniana. Późna godzina nocna. Jezioro Lgiń. Stary, rozpadający się domek wczasowy.

„Zanieście mnie do domku” powiedział Zbyszek z papierosem w ustach i puszką piwa w ręku, zasiadając niczym Cesarz Rzymski na starym łóżkowym materacu.

I my posłusznie go do tego domku zanieśliśmy. Narobiliśmy przy tym takiego hałasu, że na drugi dzień musieliśmy się ewakuować z ośrodka aby nie zostać zlinczowani przez okolicznych wczasowiczów. To były dobre czasy. Mało czym się wtedy martwiliśmy i przejmowaliśmy. Ale zawsze trzymaliśmy się razem. Na studiach Zbyszek i Tomek mieszkali w jednym pokoju, Emil i ja dojeżdżaliśmy do nich przy okazji weekendowych zajęć. Tam piliśmy, tam poznawaliśmy dziewczyny. Potem studia się skończyły, Tomek z dziewczyną wyjechał w Bieszczady do pracy. Przyjeżdżali rzadko. Byliśmy z Marta u nich na wakacjach. Cudowny czas. Dzika natura, widoki. Na jednej z połonin oświadczyłem się Marcie.

Tomek. Rok nieznany. Pociąg relacji Wschowa – Leszno.

„Myślisz, że damy radę zrobić piwko w tym przedziale ?” pytam Tomka wrzucając plecak na półkę bagażową. „Myślę, że jak się postaramy to i po dwa piwka damy radę”

Dwa kolejne piwa zrobiliśmy na przystanku czekając na autobus, który nigdy nie przyjechał. Poszliśmy z buta do mieszkania Świecy. Nie pamiętam, ile dni tam spędziliśmy, ale pamiętam że było grubo. Ostatni raz w pełnym naszym składzie widzieliśmy się, nie licząc tygodnia, 6 lat temu. Na moim ślubie w Białymstoku. Było naprawdę dobrze. Potem Zbyszek z dziewczyną poleciał do Londynu, Tomek z żoną wrócili w Bieszczady, a Emil i jak zostaliśmy w Poznaniu. I tak się czasem w zmiksowanym składzie widujemy. Czasem przyleci Zbyszek, ale wtedy nie ma Małego. Jak jest Mały to nie ma Emila albo Świecy. I tak w kółko. Dlatego też ten ubiegły weekend był tak ważny. W końcu razem. Dało się odczuć tę siłę przyjaźni podzieloną na 5 osób. Była wtedy kompletna, nienachalna. Kolejne spotkanie w tym gronie to kwestia otwarta. Może za rok, dwa, a może przy kolejnej okrągłej rocznicy. Jest to dość trudny do określenia czas, tak samo jak odległość dwóch piosenek.

Posted Under
Bez kategorii
  • Magdalena Węcławek

    Dobrze mieć takich Przyjaciół 🙂

  • disqus_TEDIsvII1h

    Ta cała historia przyjaźni to raczej historia wspólnego chlania.

    • Oczywiście, że tak. Zrodziła się podczas wspólnego chlania, jak to w czasach szkoły było, a potem ewoluowała w przyjaźń. Trochę jest tak, że pryzmat „chlania” jak to nazywasz przesłonił Ci obraz całej historii, ale niech będzie i tak. Każdy czyta to jak chce 🙂

      • disqus_TEDIsvII1h

        Nie wiem, czy przesłonił, czy tak to po prostu opisałeś – przez pryzmat chlania.

        • Pozostawiam ten tekst to wszelakiej interpretacji. Przez pryzmat chlania, biegania i grillowania. Ćpania nie było tylko 🙂