Sprzedane marzenie

Jako Słomiany Wdowiec spędziłem sam cały ubiegły tydzień. Wiadomo, ferie. W mieście nie ma co się gazować, więc Marta z dziećmi wyjechała na wieś do moich rodziców. Ja niestety w pracy. Jako Pan na włościach miałem szeroko zakrojone plany – serniki, chleb oraz warzenie piwa. Skończyło się na dwudniowej fasolce po bretońsku oraz kilku dobrych piwach ze sklepu. Mało tego, w niemal połowie spędziłem swój wolny czas bez komputera, który poszedł do serwisu na porządne dmuchanie. Przeczytałem w tym czasie 2 części Gwiezdnych Wojen, które moim zdaniem po prostu wymiatają. Poza tym, niewiele się działo prócz tego, że sprzedałem Rubina…

Wtf ?!

Tak, wiem. Sprzedałem Rubina, obiekt moich motoryzacyjnych marzeń oraz codziennych westchnień gdy przechodziłem obok niego idąc do pracy. Auto na wiosnę miało przejść porządny remont, może nawet wjechałby pakiet aero. Taki był plan. Niestety nie będzie na to czasu, a jeśli nawet czas się znajdzie, to fundusze przydadzą się gdzie indziej. Szkoda mi było patrzeć jak Rubin stoi i jeździ bardzo rzadko. Wiadomo, jak auto stoi to niszczeje, a ja nie chciałem aby skończyło gdzieś na złomie. I tak oto, po ok. półtora roku żegnam się  z saabem.  Wierzę, że jeszcze kiedyś uda mi się kupić ponownie krokodyla aby móc jeździć z rodziną na zloty tak jak o tym marzyłem, a nigdy się nie udało.

Szok, żal i niedowierzanie.

Na pamiątkę zostawiłem sobie znaczek „900”, tak żeby pamiętać.

Posted Under
Bez kategorii