Mango Tango

Mango Tango

Piątek wieczór.

Dzieci śpią: Córka na górze swojego łóżka wtulona w Lucjana, a na dole wtulony w pierś Marty śpi Syn. Cisza i spokój. Z kuchni da się słyszeć równomierne mruczenie naszego wysłużonego już piekarnika. W środku piecze się moje wyzwanie – sernik mango. Nie ma lipy. Uzbrojony wcześniej w przepis z pewnego kulinarnego atlasu, plus wszystkie potrzebne składniki, zrobiłem to ! Powstał sernik mango. Taki jak chciałem. Trochę na przekór upiekłem go w wodnej kąpieli przez co zyskał na zajedwabistości. Tworzenie go było swoistym tańcem, idealną koordynacja ruchów i działań. Było jak tango !

Sobota.

Sernik, wyszedł sztos. Cholera jasna, jaki on dobry. I prosty zarazem. Będę robił częściej, ale też będę kombinował po swojemu. Przyjechali dziś do nas znajomi z miasta stołecznego Warszawa. Spędziliśmy wspólnie cały dzień. Dużo rozmawialiśmy, jedliśmy chamski ryż w kinie oraz mój sernik mango. Dzieci na koniec dnia padły ze zmęczenia. Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, z sernika został tylko jeden kawałek, widoczny na zdjęciu powyżej. Z-całej-okrągłej-blaszki !

Niedziela rano.

Chwilę przed puszczeniem tego wpisu zniknął ostatni kawałek sernika. Wszystkim smakował. Czuję się taki spełniony !

PS – kwiatka muszę umyć.

 

Posted Under
Bez kategorii
  • Marta Grudzień

    Zajedwabistosci!

  • Przez chwilę myślałam, że piszesz o piwie Tango z Mango z Pracowni Piwa 😀

    Sernik w kąpieli wodnej brzmi cudnie.

    • Nie nie, zupełnie inna bajka, ale rzeczywiście dopiero teraz o tym pomyślałem, że zbieżność nazw bardzo podobna 🙂

      Powiem Ci, że w kąpieli wodnej sernik robi się totalnie kremowy i tak delikatny, że dosłownie rozpływa się w ustach !